No niestety, dzisiaj prognozy się sprawdziły - od rana lało, i to tak, że nawet ja nie zamierzałem się wygłupiać z rowerowaniem. Prysznic mam w domu jakby co :)
No to pozostał chomik i spacerek do pracy (6,5 kilometra, bo przez Dębinę). A w ramach katorgi, żeby była jeszcze większa, wróciłem do "Gwiezdnych Wojen" (tym razem o Imperium, co kontratakuje) - jak cierpieć, to cierpieć na całego :)
Na chomiku "przejechałem" 32 kilometry w czasie godziny i niecałej minuty.
Oto najpiękniejszy wjazd do miasta Poznań: Generalnie było szaro. Za to żuraw ładnie zapozował, zanim chwilę później odleciał. Jutro już zapewne deszczu nie da się uniknąć, więc zapowiada się pauza.
Sobota niestety w pracy :( Zgodnie z tradycją więc dzisiaj pogoda piękna, a jutro wolne, więc ma padać :)
Ciężko się było obudzić, ale jakoś się udało. Kawa trochę pomogła, ale bardziej Kropa domagająca się wyjścia :)
Jazda spokojna, nawet fajna, bez mocnego wiatru, za to z takim wiejącym ciągle w ryj.
W Borówcu będąc już na rondzie przepuściłem jakiś kolarski peleton, który wleciał nań znienacka. Nie musiałem, ale było to bezpieczniejsze, kulturalne, a poza tym wszyscy ładnie podziękowali.
Dzisiaj wolne. Więc na przykład... popołudniowa wizyta na policji, w sprawie Dębiny. O dziwo zajęto się jednym z moich zgłoszeń i zeznawałem jako świadek. Zobaczymy, czy to coś da, przynajmniej z tym z kilku bulwersujących tematów jeśli chodzi o ten biedny las...
Rowerowanie poranne, znów przy spoko aurze, choć na polach nieźle wiało. Ale generalnie jechało się spoko.
Miało dzisiaj lekko padać, ale na szczęście obyło się bez tego typu atrakcji. Miła niespodzianka. Na wszelki wypadek jednak pojechałem starą szosą. Fajna sprawia jest mieć dwie :)
W końcu wiatr się ogarnął i wiał jedynie umiarkowanie, ale jak zwykle w pysk. Mimo wszystko to sympatyczna odmiana.
Bażanta udało się wypatrzeć. Rowerówka z bezsensownej śmieszki. W niedzielę byłem na meczu Lech - GKS Katowice, głównie po to, żeby oddać hołd Jackowi Magierze, piłkarzowi w ogóle niezwiązanemu z Poznaniem, ale szanowanym chyba przez wszystkich, w tym przeze mnie. Minuta ciszy była przejmująca (tu nagranie), a mecz ciekawy. Dystans z dojazdem do pracy.
No, dzisiaj w końcu wiatr ciut odpuścił. Z naciskiem na "ciut" :)
Wyjazd skoro świt, w słońcu. Po wczorajszych opadach na szczęście zostały już tylko kałuże.
Trasa północna: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Swadzim - Sady - Napachanie - i powrót swoimi śladami.
Znikają kolejne pola i lasy, a rosną bloki. Biedne zwierzaki jeszcze jakoś sobie z tym radzą, nie mając wyjścia... Rowerówka dziś z Napachania. Dystans z dojazdem do pracy. I jeszcze krótki spacer po Dębinie.
Wczoraj w końcu miałem chwilę czasu, żeby zmienić przednie koło w T-reksie (tylne poleciało już w lutym), bo latało w każdą stronę, dzisiaj więc postanowiłem sprawdzić jak się jeździ na dwóch, które wyglądają tak samo, czyli nie są jeszcze aż tak bardzo usyfione :)
Test zdany, nic nie odpadło, prócz mojego łba na wietrze.
Jazda spokojna, z patrzeniem na pola, co się opłaciło: wpadła scenka rodzajowa żurawiowo-koziołkowa, niestety w siąpiącym deszczu.
Trasa: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada w tę i z powrotem - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Tak to ptaki potrafią usadzić ssaka :) Wartostrada przejechana. No i rowerówka. Do pracy rowerem nie jechałem, bo rozpadało się konkretnie.
Wieje, wieje i przestać nie chce. Dzisiaj gnoiło koncertowo, pomocy w postaci powiewu w plecy prawie nie było. A odczuwalna temperatura oscylowała grubo poniżej dziesięciu stopni, mimo że nominalnie była wyższa.
Czasu znów nie mam na nic, więc wpis bez głębszej treści. Jak to ostatnio u mnie bywa :)
W Dachowej drugi (a realnie czwarty, bo pierwsze trzy były w kupie) tegoroczny bociek. W sumie na pudle :) Odwiedziłem zalew w Szczodrzykowie, ale tam jeszcze nic specjalnego. Perkozy, łabędzie, gęgawy i łyski. Rwetesu póki co brak. Nad zalewem w Tulcach również raczej cisza. No i tyle. Wiało mi w pysk, następnie w pysk, żeby dla kontrastu później wiało w pysk.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"