Wpis na zasadzie CTR-C + CTRL-V. W sumie gdy czasu brakuje na wszystko, takie się przydają :)
Znów powolne i ostrożne turlanie się szosą, bo słonecznie i pięknie, ale na drogach jeszcze warstwa niepewności w temacie przyczepności.
Dzionek sponsorowali emeryci i inwalidzi, którzy dokładnie przede mną postanawiali wykonać misję przejścia na drugie strony ulic, w ilości hurtowej. Do tego wszelkiej maści śmieciarki, autobusy akurat wyjeżdżające z zatoczek, te klimaty. Średnią miałem "ustawioną: już na starcie.
Piękna jak zwykle Dębina odwiedzona: Przy niej, na Warcie, kormorany... ...a dalej na polach panie bażantowe. Dystans z dojazdem do pracy, już Czarnuchem.
Piękna jest zima, powoli uznaję ją za ulubioną porę roku, w przeciwieństwie do cholernego lata :) A zimowe kadry z Poznania uważam za najładniejsze: Z ptaków żuraw, kruk i czapla nad Wartą. Dystans z dojazdem do pracy.
Powrót na szosę zawsze mnie cieszy. Nawet jeśli odbywa się w warunkach zimowych, przy bardzo ostrożnej jeździe i z olewaniem średniej. Ale sama ta lekkość kolarki po prawie trzech tygodniach jazdy dwoma czołgami robi różnicę.
Wyjazd późno, po odespaniu. Zimno, ale bez mrozu, za to dość wietrznie, z kolei o dziwo słonecznie.
Sarenki bardzo ładnie dały się podejść. Takie to moje szosowanie, połączone z... łażeniem po polach :) I po lasach :) No i jeszcze spojrzenie na Dębinę. Ten widok niedługo ma zniknąć, a tu pojawić się płot, bo... bezpieczeństwo i sraczka w temacie ochrony wodociągów :( O to, żeby do tego nie doszło walczyłem przez ostatnie tygodnie, kosztem czasu, który mogłem przeznaczyć choćby na nadrabianie BS-a. Niestety, z machiną państwa się nie wygra :(
Kolejna pracująca sobota, niestety. No cóż, nie ma lekko, ktoś robić musi.
Na drogach bez syfu, syf też powoli znika z Wartostrady, choć tam aktualnie bardziej sytuacja przypomina Saharę przez zalegający piasek. Ale przynajmniej lód odpuścił.
No i najważniejsza informacja: na rzece Cybinie w Poznaniu zadomowił się bielaczek, przybysz z północy :) Piękny jest. A do tego wysyp kormoranów i czapli, w tym jedna biała. Magia :) Ogarnięta Wartostrada i mglisty klimat na kładce berdychowskiej. Dystans z dojazdem do pracy.
Drogi już ok, teraz w zamian zrobiło się ślisko w lasach :) Ale obyło się bez gleby, a mi chyba ta zima zrobiła dobrze jeśli chodzi o trenowanie techniki jazdy, czyli unikanie gleby.
Wyjazd jak zwykle poranny przed pracą. Wciąż Czarnuchem, bo jednak nie ma co szarżować. Jazda lasem na zasadzie "tup, tup, tup", co widać po średniej :)
Dzisiaj na szczęście wolne - gdybym miał dzionek pracujący, to bym znów nie pokręcił. Tym razem przez gołoledź, i to taką solidną. Jednak przed południem się ogarnęła i można było wyruszyć, choć jadąc bardzo ostrożnie.
Najważniejsza informacja: Czarnuch wyszedł na wolność :) Ratowanie starego koła było bez sensu, więc nabyłem nowe, do tego zamontowano mi cały napęd. Co prawda miałem to zrobić w lutym, ale awaria przyspieszyła transplantację. No i ok.
Oto podsumowanie aury. Czterech liter nie urwało: Ostatnie spojrzenie na czysty napęd i kawałek koła :) Ze zwierzaków zmarznięta czapla. Zobaczymy jak będzie jutro.
No niestety, stało się. W nocy napadało, a rano była taka breja, że asfaltu nie było widać - wolałem odpuścić niż po raz kolejny zakatować rower.
Zadowolony był tylko chomik. Zawsze ktoś :)
Wykręciłem na tym czymś 33 kilometry w czasie nieco ponad godziny.
Zdjęć z trasy brak :) Ale za to zaglądały mi do okna ptaki, które dokarmiam - między innymi bogatka i wróbel. Do pracy zrobiłem sobie sześciokilometrowy spacer,
Gołoledź, która miała być dzisiaj, pojawi się podobno jutro :(
Wrócił zamrażalnik. Ale razem ze słońcem, czyli o dziwo dzisiaj przy minus dziewięciu jechało mi się lepiej niż wczoraj przy minus dwóch, za to pod mocny wiatr i w szarości. Ot, rowerowe paradoksy.
Wyjazd oczywiście poranny, po kawce i z herbatą w termosie. Heksą, bo przyszłość Czarnucha się wyjaśnia.
Trasa tym razem południowa, bo chciałem sprawdzić stan przejezdności. Źle nie było, oczywiście pod warunkiem olania większości śmieszek :) Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Tak mnie przywitała Dębina: A tak inny las po drodze: Kolejny dowód na to, że mimo upałów da się zimą kręcić :) Udało się wypatrzyć kormorany, choć lekko nie było :) Do pracy rowerem nie jechałem. A na jutro zapowiadają jakieś oblodzenia i marznący deszcz. Jeśli będzie niebezpiecznie, ryzykować nie będę.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"