Kolejny dzionek spod znaku: byle do wolnego. A że wolne już jutro, to człowiekowi sympatyczniej na duszy :)
Wyjazd późno, po dziewiątej, ale o dziwo z zapasem czasu. Przydał się, bo wiało wciąż paskudnie, a ja kopać się z koniem, czyli walczyć, nie zamierzałem, tylko spokojnie, krok po kroczku emerycko kręciłem.
Pewna kropka wysoko na niebie mnie w pewnym momencie zaintrygowała. Kropką okazał się myszołów. Inna kropka już bardziej statyczna :) Oczywiście najważniejsza Kropa czekała w domu na spacer :)
Rowerówka z coraz wyższej trawy... ...a na koniec wrona siwa z Dębiny. Nawet typowo miejskie ptaki wiedzą, że ten las rządzi :) Dystans z dojazdem do pracy.
Na początek jedyny przyrodniczy sukces, bo straszna posucha się trafiła, nawet tam, gdzie zawsze było na bogato. Powód? Kajakarze, którzy darli ryja nieziemsko i wszystko wystraszyli. Jedynym odpornym był srokosz. Trochę spacerku sobie zrobiłem po miejscach znanych i kultowych. Jeszcze kościół w Rogalinie... ...oraz polska myśl techniczna: objazd ronda z... lewej, bo śmieszka w Świątnikach jest po prawej... Do tego załamało mnie jeszcze kilka rzeczy, ale nie mam siły już dzisiaj o tym pisać. Chory kraj.
Przyzwyczajony jestem do ryku F16-tek nad głową, ale dzisiaj zostałem zaskoczony Airbusem A400M Atlas :) Aż mi bażanty przestraszył, wcześniej pięknie ustawione. Rowerówka wciąż na żółto.
Sensowne zatrzymanie miałem tylko jedno, ale jestem z niego bardzo zadowolony, bo z sarenką popatrzyliśmy na siebie długo i bez stresu. Chyba :) No i jeszcze symboliczna rowerówka. Dystans z dojazdem do roboty.
Wczoraj jesień, dzisiaj już prawie zima. Co prawda taka lekka, z początku marca, ale zawsze :)
Osiem stopni i zimny, północny wiatr - no musiałem odkopać cieplejsze ciuchy i olać średnią.
Trasa znów kombinowana, ale dzisiaj odwrotnie niż wczoraj: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Hetmańska - Wartostrada do Hlonda i z powrotem - Hetmańska - Droga Dębińska - dom.
Windows dzisiaj pod cirrocumulusami. Chyba :) Odnalazłem rzepakowy domek. Katedra widziana z Wartostrady: Wczorajsza czapla dzisiaj tylko z oddali... ...ale za to wpadły w kadr sarenki z Koninka. Coraz więcej domów, a mniej miejsca do życia mają :/ Dystans z dojazdem do pracy.
Miałem dzisiaj szczęście - mimo wewnętrznego lenia, który jak zwykle mnie spowalniał z wystartowaniem, udało mi się to, co w tytule: zdążyć przed deszczem. Zaczęło padać kilkanaście minut po powrocie. No cud :)
Zrobiło się zdecydowanie chłodniej, a wiatr zmienił kierunek na północny, mocny i zimny. Jesień idzie!
Trasa kombinowana: Dębiec - Las Dębiński - Hetmańska - Wartostrada do Hlonda i z powrotem - Hetmańska - Starołęcka - Starołęka Mała - Minikowo - Starołęka Wielka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Na Cybinie, niedaleko Wartostrady, wypatrzyłem pięknego bażanta... ..oraz czaplę. Poza tym wszechobecny jest już rzepak... ...a ulubione aleje pięknie zielone. Do pracy rowerem nie jechałem.
Pięknie mi dzisiaj się ustawiła pliszka żółta. Pasowała do rzepaku :) Trochę mniej ładnie biedronka. A kotek w oddali, nad rzeczką. W końcu kolory są na stałe :) Dystans z dojazdem do roboty.
Jeszcze jeden, i ostatni na długi czas dzionek wolny, więc odsypianie na zapas :)
Wyjazd po jedenastej, początkowo w aurze pochmurnej, potem już słonecznie, ale nie za gorąco, czyli spoko. Szkoda tylko, że klasycznie wiało ciągle w pysk.
Rzepak już rządzi. I "pachnie" :) Odwiedziłem koniec świata :) Ze zwierzaków błotniak stawowy bardzo wysoko na niebie... ...oraz już zdecydowanie bliżej dzierlatka ze śniadaniem. Jutro powrót do pracowniczej rzezi :/
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"