Czwartek wolny. Cisza przed burzą, jaką jest pracujący weekend.
Rower po odespaniu, czyli późno :) Start koło jedenastej, gdy temperatura była już sympatyczna (10 stopni), niestety wiatr już nie - północno-zachodni, koszmarnie mocny i oczywiście zimny. Walki nie było.
Po czym poznać wiosnę? Ano po tym, że przed klimatycznym domkiem w Komornikach, tym sprzed wielu, wielu lat, zasiada pewna starsza pani ze swoim pieskiem :) Była już na tym blogu, ale fajnego klimatu nigdy za dużo :) Piesek, czyli Kluska, obszczekała mnie jak zawsze, ale też dała się pogłaskać, czyli chyba jestem już swój :) Rowerówka dzisiaj błękitna. Z dzikich zwierzaków wszystko z oddali: sarenki oraz myszołów. No i tyle. Jutro wracają chmury.
Ciągle mocno wieje, ale za to zrobiło się pochmurno. Hip, hip... :)
Wyjazd oczywiście przed pracą, w stanie niewyspania.
Trasa tym razem zachodnia, co oznacza jeden plus - wiatr zrobił się trochę cieplejszy: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcie - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Mało się działo. I dobrze :) Ale coś tam uchwyciłem. Żurawia... ...oraz... pieska daleko na polu :) Rowerówka dzisiaj poddrzewna... ...a czyste zło zakwitło i jest go więcej. Na deser dzięcioł z Dębiny. Dystans z dojazdem do pracy.
Ciągle wieje... Dobrze, że nie - cytując klasyka - ciągle pada :)
Czyli masakry ciąg dalszy - dzisiaj nawet nie starałem się walczyć o jakikolwiek wynik, nie było sensu.
Za to zrobiło się ładnie i słonecznie. Zawsze jakiś plus.
Trasa kombinowana, tworzona na żywca: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada w tę i z powrotem - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Trochę zwierzaków wpadło, głównie przy Wartostradzie. Czapla... ...gągoły z Parku nad Wartą... ...oraz żuraw z Kamionek. Rowerówka prześwietlona... ...za to F16-tki wyszły idealnie :) Dystans z dojazdem do pracy.
Jeszcze jeden wolny dzień i szansa na odespanie. Próbowałem na zapas, ale chyba znów się nie udało :)
Ciągle pochmurno i paskudnie, do tego wciąż mocny wiatr z północy. Do pakietu jeszcze doszedł deszcz, który dopadł mnie w okolicach Lusówka. Wczoraj zima, dzisiaj znów jesień. Ja jednak poproszę o wiosnę. Tylko lata mi nie serwować :)
Mimo szarego dnia udało się wypatrzeć pustułkę, jak widać ledwo, ledwo. Były też sarenki na odległość... ...a przy okazji wita jeden zaległy koziołek z wczoraj. Skasowali pomost w Lusowie :( Mimo ostrzeżeń, tylko jedna krowa się trafiła, ta za kółkiem. Choć to akurat nie był wół z Top Gun :)
W końcu - po tygodniu wczesnych pobudek - miałem okazję się wyspać. Bardzo, ale to bardzo tego potrzebowałem. Udało się :)
Wyjazd przed jedenastą, a w momencie gdy ruszałem, zaczął padać... śnieg :) Co prawda lekki i bez szans na utrzymanie się, ale jednak, po czwartkowej wiośnie, piątkowym lecie i sobotniej jesieni ta niedzielna wiosna "lekko" zaskoczyła. Do tego wiało, z północy, wciąż mega mocno. Wprost bosko.
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Garaszewo - Minikowo - Starołęka - Wartostrada w tę i z powrotem - Hetmańska - Dębiec.
Pod koniec zrównałem się z Kamilem, który wracał z Rogalinka i razem pokręciliśmy do połowy Wartostrady, a potem ja dalej walczyłem z cholerstwem, kolega miał bliżej do domu. Milo było znów pokręcić chociaż kawałek i pogadać :)
Średnia? Nie istniała.
Fotki. Mural z poznańskich Krzesin wciąż robi na mnie wrażenie. Na chwilę wjechałem i zjechałem na kładki berdychowskie. Wciąż jestem pełen "podziwu" dla wynalazców tych mega "intuicyjnych" ślimaczkowych podjazdów za grubą kasę. Na szczęście poznańska Głuszyna jeszcze jest w miarę dzika i można wciąż podziwiać mokradła. Żuraw ewidentnie zdegustowany warunkami :) Ciężki to był wyjazd.
Wolna, czyli mega zajęta sobota. Wstałem o siódmej, do kompa zasiadłem przed dwudziestą drugą.
O szczegółach pewnie jutro, dzisiaj tylko pokrótce o rowerowaniu.
Wyjazd około wpół do dziewiątej, w sporym - w porównaniu z ostatnimi dniami - chłodku. Ale za to - o dziwo - nie padało, choć miało. Miło :)
Wiało mega mocno z północy, ale trasa najpierw w tym kierunku, a potem na wschód, czyli: Dębiec - Las Dębiński - Hetmańska - Wartostrada do końca i z powrotem - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Najciekawsze spotkanie miałem na poznańskiej Głuszynie. Nagle coś mi przeleciało nad głową, z daleka myślałem, ze to czapla biała. Zeskoczyłem z roweru i zanim mi zniknęło, cyknąłem kilka niewyraźnych i tylko jedno w miarę ostre zdjęcie. No i jest zagadka, co to za drapieżnik. Uruchomiłem grupę znawców i rozgrzałem internet - nikt nie jest pewny. Są dwie opcje: bardzo jasny myszołów lub jastrząb żyjący na... Syberii. No ale aż tak się nie ochłodziło :) Poza tym już klasyki - kruki oraz żuraw. Obowiązkowa rowerówka... ...oraz dzisiejsza dynamika na niebie, oczywiście nad Dębiną. Padam na pysk, więc BS-a nadrobię najwcześniej jutro.
U boćków w Palędziu, hmm, dynamicznie :) Będą młode. Żółwik dzisiaj na fochu, ale razem z kaczkami :) No i poranna Dębina. Dystans z dojazdem do pracy.
Znów będę miał zaległości (kolejne) na BS, ale do końca weekendu nadrobię. Chyba :)
Wyjazd jak zwykle przed pracą, znów trasą kombinowaną, czyli najpierw na wschód, a żeby potem nie wpaść w remonty i objazdy, to w tę i z powrotem Wartostradą.
Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka -
Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Konininko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Wartostrada w tę i z powrotem - Dolna Wilda - Las Dębiński - dom
Mój ulubiony widok z północnej Wartostrady: A tu już słabszy, z nowej kładki. Przy okazji dowód na to, że "sezon" się zaczął i pismo obrazkowe jest zbyt skomplikowane. Żuraw się pod drzewkiem trafił. A przy okazji udało się chyba uchwycić majestat przyrody w ramach kontrastu. A na Dębinie pierwszy tegoroczny zaskroniec. I do razu XL :) Dystans z dojazdem do pracy.
No i nie powiem, już się dzieje. Krótka wizyta, a tu głowienka, perkoz, masa gęgaw, łyski, śmieszki i łabędzie. Pisałem, że wiało? :) Trochę głupio tak co miesiąc zmieniać plandekę, ale ważne, że zdążyli :) Dystans z dojazdem do pracy.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"