Jedna z moich ulubionych perspektyw z Lisówek dziś piękna: Ze zwierzaków dzisiaj jedynie... kruk przemawiający do gołębi. A co! :) Dystans z dojazdem do pracy.
Dwa dni wolnego i dwa całkowicie różne, prócz jednego, co je połączyło, czyli... cmentarze. No cóż, taki mamy czas.
Wczoraj wypad na grób babci, do Obornik Śląskich. Jak zawsze zrobiłem sobie przy okazji sentymentalny spacer, bo te okolice uwielbiam. No i trafił się zjawiskowy zachód słońca, udało się też zauważyć górki, co nie jest oczywistością w miejscu, które znajduje się jakieś dwadzieścia kilometrów na północ od Wrocławia. Coś czuję, że babcia mi to załatwiła :)
Dzisiaj już niestety pogodowy koszmar - deszcz, który trafił we mnie kilkanaście minut po wyjeździe Czarnuchem, a który chciałem połączyć z wizytą na poznańskim Junikowie, gdzie leży kilka osób z rodziny mojej żony. Generalnie się udało, ale dotarłem tam kompletnie przemoczony. Na szczęście akurat wtedy była przerwa i nawet wyszło słońce. Pojechałem się przebrać, ruszyłem na dokrętkę, z której wróciłem... mokry. Najbardziej szczęśliwa była pralka.
Zdjęcia. Najpierw te z wczoraj... ...no i z dzisiaj. Tutaj rowerówka z cmentarza (oczywiście prowadziłem) oraz sroka w kałuży. A odpocznę... w trumnie :)
Kumulacja zła. To, że padało, pół biedy, bo nagle wyszło słońce. Gorzej z wiatrem, który po prostu dzisiaj rzeźbił jak chciał, co w połączeniu z moją trasą (pola, momentami błoto i trochę lasu) spowodowało, że patrząc na średnią mogę już sobie dać medal dziarskiego emeryta :)
Wyjazd po ustaniu opadów, czyli w okolicach dziewiątej.
Zmiana czasu - lubię w tę stronę, nienawidzę w odwrotną :)
Tym bardziej mi dzisiaj pasowała, że w samo południe miałem prowadzić informacyjny spacer po Dębinie, a że dwunasta była w sumie trzynastą, to nie musiałem się jakoś mega wcześnie zrywać.
Wyjazd na zachód, przy wtedy jeszcze pięknym słońcu oraz paskudnym wietrze.
Wyjazd oczywiście poranny i w stanie niewyspania. Tym bardziej, że Kropa w nocy dokazywała.
Wyjazd bez atrakcji, prócz może pani na rowerze, która jadąc z naprzeciwka ładnie zasygnalizowała skręt w lewo. Spoko, tylko sygnalizowanie połączyła z manewrem, mimo że widziała, iż pędzę z naprzeciwka. Na szczęście mój ryk wymusił na niej jakąś dziwną ekwilibrystykę kierownicą i nie doszło do czołówki, ale było gorąco.
A po chwili jakiś debil wyprzedził mnie dostawczakiem na gazetę.
Na początek się wytłumaczę: ja naprawdę chcę być na bieżąco z BS-em, ale po prostu nawet nie mam kiedy się do tego zabrać. Wciąż walczę o Dębinę, a to pochłania sporo czasu, do tego doszły mi inne pola konfrontacji. Ale pamiętam i kiedyś na pewno to ogarnę :)
Dzisiaj wypad oczywiście poranny, niewyspany.
Trasa znów podobna jak ostatnio: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Stadko sarenek podptatrzyłem. No i jednego kruka. Obowiązkowa rowerówka. Dystans z dojazdem do pracy.
No, dzisiaj w końcu było przyzwoicie. Mniej wiało, ani nie padało, ani wielkiego słońca nie było, czyli po prostu w końcu dało się jechać. Emercyko, bo mi się walczyć nie chciało, jak zwykle.
Chciałoby się za to mieć wolne, ale niestety, praca.
Wyjazd na kubku kofeiny. Błogosławionym :)
Trasa taka sama jak wczoraj i przedwczoraj, a co, dzień świstaka sobie fundnąłem :) Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Udało mi się podejść sarenkę w poznańskiej Głuszynie. Godnie zapozowała :) Ładna DDR-ka? Pewnie tak. Szkoda, że w ogóle niepotrzebna i kosztem wycinki... Dystans z dojazdem do pracy.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"