Końcówkowo
Wtorek, 31 grudnia 2024
· Komentarze(10)
No to kończymy ten dziwny rok.
Na sam koniec wyprawa Czarnuchem, bo wciąż mokro i raczej średnio szosowo. No i wietrznie, więc to było człapanie, nie jazda.
Musiałem pojawić się dzisiaj w pracy, więc żeby zdążyć wykonałem ponownie kursik kombinowany: Dębiec - Las Dębiński - Dębiec - Świerczewo - Fabianowo - Plewiska - Gołuski - Głuchowo - Chomęcice - Rosnowo - Komorniki - Wiry - Luboń - Dębiec - centrum.
Najbardziej po powrocie bolało mnie... gardło. Takiego natężenia debili i bezczelnych gazeciarzy nie odnotowałem dawno - jeden na szczycie wiaduktu specjalnie wyprzedził mnie na milimetry pędząc na moje oko grubo ponad setkę, bo potem jeszcze popisać się driftem na zakręcie (poszła wiązanka, gdzie głównym bohaterem było porównanie do, hmm, mało rozgarniętego męskiego organu płciowego), a potem w Luboniu kretynka nie mogła poczekać tych 30 sekund, żeby wykonać bezpiecznie manewr, tylko oczywiście musiała zrobić to tak, że gdybym zdążył to lewym palcem mógłbym rozwalić jej lusterko (tu dowiedziała się o swojej cnotliwości i sposobie prowadzenia się). Ludzie, czy naprawdę nigdy się nie nauczycie się myśleć o innych????
Było jednak też trochę spokoju podczas kręcenia po moim ukochanym lesie, gdzie spotkałem znajoma czaplę, dość zamyśloną.


To w sumie nie koniec spotkań ze znajomymi :)


A reszta to już widziane z daleka: sarenki...


...żurawie...

...oraz myszołów, który zrobił to, co lubi najbardziej - zwiał dokładnie w momencie, gdy starałem się cyknąć zdjęcie :)


Rok kończę z wynikiem 20 000 plus, ale ile dokładnie - cholera wie. Jak znajdę czas to w końcu pododaję zaległe powroty z pracy i może wyjdzie mi jakiś wiarygodny wynik.
Spokojnego, zdrowego i rowerowego 2025 życzę! :)
Na sam koniec wyprawa Czarnuchem, bo wciąż mokro i raczej średnio szosowo. No i wietrznie, więc to było człapanie, nie jazda.
Musiałem pojawić się dzisiaj w pracy, więc żeby zdążyć wykonałem ponownie kursik kombinowany: Dębiec - Las Dębiński - Dębiec - Świerczewo - Fabianowo - Plewiska - Gołuski - Głuchowo - Chomęcice - Rosnowo - Komorniki - Wiry - Luboń - Dębiec - centrum.
Najbardziej po powrocie bolało mnie... gardło. Takiego natężenia debili i bezczelnych gazeciarzy nie odnotowałem dawno - jeden na szczycie wiaduktu specjalnie wyprzedził mnie na milimetry pędząc na moje oko grubo ponad setkę, bo potem jeszcze popisać się driftem na zakręcie (poszła wiązanka, gdzie głównym bohaterem było porównanie do, hmm, mało rozgarniętego męskiego organu płciowego), a potem w Luboniu kretynka nie mogła poczekać tych 30 sekund, żeby wykonać bezpiecznie manewr, tylko oczywiście musiała zrobić to tak, że gdybym zdążył to lewym palcem mógłbym rozwalić jej lusterko (tu dowiedziała się o swojej cnotliwości i sposobie prowadzenia się). Ludzie, czy naprawdę nigdy się nie nauczycie się myśleć o innych????
Było jednak też trochę spokoju podczas kręcenia po moim ukochanym lesie, gdzie spotkałem znajoma czaplę, dość zamyśloną.


To w sumie nie koniec spotkań ze znajomymi :)


A reszta to już widziane z daleka: sarenki...


...żurawie...

...oraz myszołów, który zrobił to, co lubi najbardziej - zwiał dokładnie w momencie, gdy starałem się cyknąć zdjęcie :)


Rok kończę z wynikiem 20 000 plus, ale ile dokładnie - cholera wie. Jak znajdę czas to w końcu pododaję zaległe powroty z pracy i może wyjdzie mi jakiś wiarygodny wynik.
Spokojnego, zdrowego i rowerowego 2025 życzę! :)





































































































