Tupu tup po śniegu... :)
Sobota, 21 stycznia 2023
· Komentarze(10)
Jakby to napisać... wesoło dzisiaj było :)
Wiedziałem, że ma padać. Tak koło południa. Wstałem więc wcześnie - jak na wolną sobotę - i ruszyłem koło dziewiątej.
Nie padało przez całe kilka minut. Potem zaczęło. Nie, nie było jeszcze południa, zdecydowanie :) Ale początkowo tragedii nie było - sypało raz mocniej, raz słabiej, ale dało się jechać. Obrałem taktykę ostrożną: najpierw glut, a potem się zobaczy. Czyli zrobiłem pętelkę: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Przeźmierowo - Batorowo - Wysogotowo - Junikowo - Plewiska - Kotowo - Dębiec.
Pod domem zaczęło być lepiej. No to ruszyłem dalej. I to było klu programu, bo pojechałem sobie Wartostradą. I dopiero wtedy zaczęła się zima. Genialnie było :) Oczywiście zero odśnieżania, bo po co? Śnieg był od zaledwie dwóch godzin. I w sumie bardzo się z tego cieszyłem, bo przynajmniej na rowerze dojechała ze mną głównie woda, a nie jakaś przenośna solniczka czy plaża.






Taki as się trafił. Z Koszalina. Prawie mnie przejechał. Na szczęście musiał zawrócić, a ja widziałem z tyłu radiowóz :)

W lesie też byłem, na chwilę.

Zwierzaki były. Hm, trzeba mi wierzyć na słowo, bo ani sarenki, ani myszołowa za bardzo w tych warunkach uchwycić nie zdołałem :)



Tak wyglądał rower po powrocie :)

Podsumowując: bawiłem się wyjątkowo dobrze. Wielkie pozdro dla wszystkich rowerzystów i biegaczy, których spotkałem (było kilku), walczących ze śniegiem i mega silnym wiatrem. A średnia? No cóż, miałem ją głęboko w... zaspie :)
Wiedziałem, że ma padać. Tak koło południa. Wstałem więc wcześnie - jak na wolną sobotę - i ruszyłem koło dziewiątej.
Nie padało przez całe kilka minut. Potem zaczęło. Nie, nie było jeszcze południa, zdecydowanie :) Ale początkowo tragedii nie było - sypało raz mocniej, raz słabiej, ale dało się jechać. Obrałem taktykę ostrożną: najpierw glut, a potem się zobaczy. Czyli zrobiłem pętelkę: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Przeźmierowo - Batorowo - Wysogotowo - Junikowo - Plewiska - Kotowo - Dębiec.
Pod domem zaczęło być lepiej. No to ruszyłem dalej. I to było klu programu, bo pojechałem sobie Wartostradą. I dopiero wtedy zaczęła się zima. Genialnie było :) Oczywiście zero odśnieżania, bo po co? Śnieg był od zaledwie dwóch godzin. I w sumie bardzo się z tego cieszyłem, bo przynajmniej na rowerze dojechała ze mną głównie woda, a nie jakaś przenośna solniczka czy plaża.






Taki as się trafił. Z Koszalina. Prawie mnie przejechał. Na szczęście musiał zawrócić, a ja widziałem z tyłu radiowóz :)

W lesie też byłem, na chwilę.

Zwierzaki były. Hm, trzeba mi wierzyć na słowo, bo ani sarenki, ani myszołowa za bardzo w tych warunkach uchwycić nie zdołałem :)



Tak wyglądał rower po powrocie :)

Podsumowując: bawiłem się wyjątkowo dobrze. Wielkie pozdro dla wszystkich rowerzystów i biegaczy, których spotkałem (było kilku), walczących ze śniegiem i mega silnym wiatrem. A średnia? No cóż, miałem ją głęboko w... zaspie :)








































































