Info
Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 213051.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.74 km/h i się wcale nie chwalę.Suma podjazdów to 711922 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Styczeń21 - 100
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 208
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
Wrzesień, 2020
Dystans całkowity: | 1757.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 61:07 |
Średnia prędkość: | 28.76 km/h |
Maksymalna prędkość: | 61.00 km/h |
Suma podjazdów: | 5053 m |
Liczba aktywności: | 30 |
Średnio na aktywność: | 58.58 km i 2h 02m |
Więcej statystyk |
- DST 62.60km
- Czas 02:13
- VAVG 28.24km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 212m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrzornik
Czwartek, 10 września 2020 · dodano: 10.09.2020 | Komentarze 10
W niewysypianiu się mam spore sukcesy, ale dzisiaj w nocy pobiłem chyba jakiś nieformalny rekord. Znów bowiem pies coś musiał pokątnie zeżreć i pół nocy było koncertowe - Kropa co chwilę bekała, czkała i - tu słowo z gwary poznańskiej - wiukałą. Średnio fajna sprawa, spokoju było maksymalnie przez godzinę. Oj, ciężko było.
Ruszyłem więc mega niekontaktujący. Pobudził mnie za to wiatr, który pozwalał sobie dzisiaj na zdecydowanie zbyt wiele, No i miejskie korki, które mnie zabiły do tego stopnia, że sam z siebie skorzystałem z kilku DDR-ek. A to już coś znaczy :)
Trasa północno-zachodnia, z kilkunastoma kilometrami typowo miejskich pieszczot: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań. Oj, ciężko było. Wynik więc masakrujący. TUTAJ Relive.
Tak generalnie to nie wydarzyło się nic ciekawego, fotek więc w sumie też takich nie ma, jedynie kilka pro forma. Tu albo będą stawiać jakiś cmentarz dla olbrzymów, albo kogoś wieszać :)
Tu klasyk z Koszalińskiej.
Tu agro show w wykonaniu ciągnika i mew.
A tu osiedle marzeń - z widokiem na żurawie.
Potem jeszcze prędko z Kropą do weterynarza (temat wstępnie ogarnięty, ale przed nami jeszcze dwie wizyty po zastrzyki) i do roboty (dystans wliczony). Miały być zdjęcia w WPN, ale przekładam na jutro, bo w robocie miałem taki kocioł, że ten wpis kończę dopiero przed 22.
- DST 55.20km
- Czas 01:56
- VAVG 28.55km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 194m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kondominacje
Środa, 9 września 2020 · dodano: 09.09.2020 | Komentarze 8
Start dzisiaj dość późny, ale dzięki temu trafiłem na moment, gdy poranne zachmurzenie zaczynało ustępować słońcu. Przy sympatycznych temperaturach (oczywiście nie mam na myśli upałów) to plus dodatni.
Wiało niby z południowego zachodu, ale gdy wracałem to już z północnego wschodu. Ot, typowość. Po pierwszych próbach walki stwierdziłem, że nie ma sensu i wybrałem tempo żółw+, skupiając się na słuchaniu audiobooka.
Trasa to rozszerzone odwrotne "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Zamysłowo - Będlewo - Dymaczewo Nowe - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Trochę dłużej, ale to dobry patent na moment, gdy skończą śmieszkę na moim stałym szlaku. Będzie opcja na ominięcie tego gówna. Tym bardziej, że okolice Będlewa są urokliwe.
Przy okazji po raz pierwszy zauważyłem, że w Dymaczewie Nowym jest krzyż ze starym (patrząc na dość archaiczne słownictwo) napisem.
Ptactwa dziś niewiele, trafiły się tylko w oddali kruki.
A po południu wypad z Kropą na Nadwarciański. Foty wkleję jutro (niewiele ich), dziś tylko jedna, klasyczna.
No i napotkany IC Heweliusz, pędzący z Gdyni przez Poznań do Wrocławia.
Coś jutro przebąkują o jakichś przelotnych opadach. Hm. Się okaże.
- DST 61.60km
- Czas 02:04
- VAVG 29.81km/h
- VMAX 57.10km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Postdrzemkowo
Wtorek, 8 września 2020 · dodano: 08.09.2020 | Komentarze 10
Dzisiaj zamiast ustawić drzemkę na - jak zwykle - dziesięć minut, całkowicie ją niechcący wyłączyłem. Efekt? Pobudka dobre pięćdziesiąt minut później niż zamierzałem. Z kolei efekt tego czynu? Niedopita kawa i wyjazd w niepotrzebnym pośpiechu.
Tylko trasa była bez niespodzianek, czyli klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Pogodowe kopiuj-wklej z wczoraj: fajna temperatura (od piętnastu do osiemnastu stopni), czyli super, ale mocny wiatr, czyli już nie super. Trochę mnie zmolestował po drodze, więc wynik trochę poniżej założeń.
Na fotki dziś nie miałem czasu za bardzo, wypatrzyłem więc tylko jakiś rodzimy okaz czarnej pantery na łowach... :)
...oraz rybaków na Jeziorze Dymaczewskim w Łodzi.
Reszta to dojazd do pracy.
Motywu przewodniego dziś brak, więc w zamian kaczka-zombie :)
- DST 61.80km
- Czas 02:07
- VAVG 29.20km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Drapieżnie :)
Poniedziałek, 7 września 2020 · dodano: 07.09.2020 | Komentarze 12
Dzisiaj typowy przedpracowy kurs, o pustym żołądku i na napędzie z jednej kawy. W milusiej temperaturze (jakieś piętnaście stopni w momencie startu, a osiemnaście podczas hamowania pod domem), lecz niestety ze zdecydowanie zbyt upierdliwym wiatrem.
Walczyć mi się nie chciało, a gdy po raz kolejny w tym miesiącu stanąłem w mega korku na styku Poznania i Plewisk, w ogóle się poddałem, Teraz już jest tam gnój, a co się będzie działo, gdy rozpocznie się budowa tunelu pod torami? Boję się myśleć - będę chyba musiał jeździć przez Berlin :) Z drugiej strony tak to jest - chce się mieć domek, gdzieś poza dużym miastem (bo tak taniej), ale blisko niego, na nowym osiedlu budowanym w tempie strusia pędziwiatra, a praca oczywiście w centrum aglomeracji. Dojazd obowiązkowo samochodem, bo komunikacja miejska gryzie (choć ostatnio ma to jakieś wytłumaczenie). No i jest rzeź.
Trasa zachodnia, kombinowana: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.
No i w końcu mam, na co czekałem. Udało mi się "upolować" myszołowa w locie, w miarę wyraźnie (choć jak zwykle bez cudów). Oczywiście wczoraj, gdy miałem więcej czasu, nie trafił się ani jeden, a dziś, gdy się spieszyłem, widziałem dwa w różnych miejscach. No i nie dało się nie zatrzymać :) Oto ten bliżej Palędzia...
...a tutaj inny, polujący w zbożu, udający, że mnie nie widzi :)
Między Trzcielinem a Dopiewem trafiła się jeszcze (chyba) znajoma kania ruda. Dwa różne drapieżniki w jednym wpisie - mogę zamykać bloga. Albo chociaż umierać :)
No i jeszcze żurawie. Do ich odlotu zostało mało czasu, więc korzystam.
Ten chyba pozazdrościł bocianom :)
Jeszcze obowiązkowa fota z rowerem...
...i trzeba się było zmotywować, żeby zdążyć do roboty. Jakoś się udało. Dystans zawiera ową misję :)
- DST 55.30km
- Czas 01:54
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 54.10km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Owocówka
Niedziela, 6 września 2020 · dodano: 06.09.2020 | Komentarze 9
Pochwaliłem wczorajsze warunki pogodowe, więc coś musiało się skopać - standard :) Dzisiaj znów wrócił mocny wiatr, reszta jednak pozostała na fajnym poziomie, tak temperatura , jak i sympatyczna aura. W sumie więc wygrywają pozytywy, lecz podmuchy skutecznie zniechęciły do walki.
Najważniejsze, że dzięki magicznemu słowie o kryptonimie "niedziela", udało mi się wyspać. Oj, rzecz u mnie niezbędna. Start nastąpił więc późno, koło jedenastej. Ale za to rano :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Zborowo - Fiałkowo - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.
Skoro pojawiło się Zborowo, to oczywiście chwila na Owocowej Plaży. Jak zwykle klasa. GOSiR z Dopiewa zadbał nawet o płyn dezynfekcyjny przy wejściu oraz komiks o... psiej kupie. To znaczy o tym, że akurat ta część jest dla ludzi, ale wydzielono specjalną dla czworonogów. Coby nie mówić o dopiewskich klimatach, mają one ręce i nogi. Tylko te ich koszmarne śmieszki...
Na polach ptactwa mało. Bardzo daleko w tle majaczyły tylko czaple białe, ale nie do wyzoomowania.
Trzeba było więc nadrabiać na spacerze z Kropą :)
Wleciały banały, czyli pani wróblowa...
...oraz kawka-pener, czyli z Dębca :)
Za to Kropa zaliczyła nową znajomość :)
- DST 63.60km
- Czas 02:07
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 246m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Skuping :)
Sobota, 5 września 2020 · dodano: 05.09.2020 | Komentarze 12
Dzisiaj skupiłem się na jeździe. Nie żebym szalał, ale starałem się nie zatrzymywać niepotrzebnie (oczywiście nie wyszło) i po prostu jechać. Tym bardziej, że obudziłem się zdeka za późno i czasu na zamulanie nie było.
Tempro wybrałem minimalno-szosowo-przyzwoite, ale bez mocniejszego ucisku na pedały. O dziwo pogoda była całkiem sympatyczna, jednym słowem idealny wrzesień: niecałe dwadzieścia stopni, wiatr do ogarnięcia, tylko ostatnie dziesięć kilometrów nie wiadomo skąd zaatakował mnie tryb "deszcz", przez chwilę na tyle mocny, że w Komornikach musiałem zatrzymać się pod wiatą.
No i trasa, moja wciąż ulubiona, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymavczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Niestety, cały czas demolka krajobrazu pod śmieszkę trwa.
Dobrze, że są jeszcze momenty, o których mogę napisać, że zielono mi.
Wpadłem sobie na chwilę na Osową Górę, zobaczyć, co tam nowego. Oczywiście nic, wciąż bez problemu można się tam rozpędzić po ponad 60 km/h. I niech się to nie zmienia :)
Raz się zatrzymać musiałem, bo czterech czapli na raz bym nie odpuścił :) Kompaktem o dziwo dało się je jakość uchwycić.
Spoko było, muszę przyznać, nawet mimo opadów. Oby więcej takich dzionków.
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aparatczyk
Piątek, 4 września 2020 · dodano: 04.09.2020 | Komentarze 12
Dwa dni bez szosy to jak na mnie dużo. Dzisiaj na szczęście nie lało, a jedynie co jakiś czas delikatnie mżyło, mogłem więc mtb-owy czołg zostawić w domu i pojechać najlepszym z możliwych sprzętów. Tęskniłem już :)
Wciąż wiało z zachodu, więc z wyborem trasy nie było kombinacji. Wpadła klasyczna pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań, tak jak na Relive.
Sama jazda była bez spiny, bardziej żeby sobie przypomnieć, co to ten rower szosowy :) Tym bardziej, że miałem inną misję - ostatnie kilka wypadów w te tereny zachwyciło mnie ilością przeróżnego ptactwa, które po sianokosach zaczęło penetrować pola, których akurat tam nie brakuje. Wziąłem więc ze sobą porządny aparat, naiwnie licząc na to, że uda mi się coś "upolować". Taka typowa antyteza pro-szoszona: zamiast ograniczać ciężar, specjalnie go zwiększyłem, a zamiast skupiać się na wyciąganiu średniej, jak debil rozglądałem się na boki szukając obiektów do sfocenia :) No ale co pro, to nie ja, i jestem z tego dumny :)
Finalnie kilka okazów wpadło, ale było tak fatalne światło, a i obiekty bardzo oddalone, że cudów nie ma, a raczej nieostrość zaawansowana. Weźmy na przykład takiego myszołowa, ptaka wybitnie płochliwego. Robiąc zdjęcia kompaktem, mam już swoją taktykę: wypatruję "ofiarę", podczas jazdy włączam sprzęt znajdujący się w kieszonce, nagle się zatrzymuję i staram uchwycić jakiegoś gnojka. Tu musiałem stanąć, zdjąć plecak, wyjąć sprzęt, odblokować, nie wiadomo czemu potwierdzić, że nie chcę formatować karty, skierować i... dupa. Sekundę później drapieżnika nie było. Tyle się udało zrobić.
Z żurawiami było łatwiej, choć też bez cudów.
Kruk też był mega daleko.
Za to zadowolony jestem z jednego. Na chwilę zatrzymałem się, żeby zdjąć niepotrzebną część odzieży, o tu, przed Dopiewem...
...i hen, hen, daleko, dokładnie na czubku drzewa rosnącego w kępie na horyzoncie, wypatrzyłem kanię rudą.
Trochę pikseloza, ale grunt, że cokolwiek widać. Przy okazji okazało się, że mam idealną ramę, od góry płaską, od biedy może służyć za statyw - bez tego nic by nie wyszło :)
Maiłem nadzieję na czarnego bociana, ale ten pokazał się tylko raz i zapewne wyemigrował. Szkoda.
Tyle kącika ornitologicznego. Na koniec powstająca dożynka z Dopiewa, dopiero druga w tym roku. Spodziewałem się, że będzie posucha, ale nie że aż taka.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 57.70km
- Czas 02:13
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 75m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Okienkowo
Czwartek, 3 września 2020 · dodano: 03.09.2020 | Komentarze 8
Uff... Mało brakowało, a dzisiaj nie byłoby nawet gluta. Jednak jakoś się udało.
Od początku. Od rana - zgodnie z prognozami - lało. Nie padało, a lało. O wyjeździe nie było mowy. No ale czasem bywam człowiekiem wielkiej wiary, tej rowerowej oczywiście, postanowiłem więc wykorzystać swoje zachomikowane nadgodziny i zakomunikować, że jedną dziś odbiorę. Dzięki temu była jakaś nadzieja, że może jednak? Wiele nie ryzykowałem.
No i stał się cud. Zaczęło się przejaśniać, więc pojawiła się szansa chociaż na krótki kurs Czarnuchem. No to ruszyłem na najbardziej klasycznego z klasycznych południowo-zachodnich glutów: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Plewiska - Poznań. Jeszcze po mokrych szosach, które zaczęły schnąć dopiero gdzieś w Komornikach.
Potem do domu, ogarnąć psa i siebie, a także podjąć decyzję co robić dalej. Niebo pokazywało już swoje ładniejsze, niebieskie oblicze, ja dokonałem swych obliczeń i wyszło mi, że brakujące niecałe dwadzieścia kilosów ogarnę rowerem. Na styk, bo na styk, ale dam radę. Udało się - z Dębca przez Warostradę do Malty, tam jedno kółko dokoła, a potem klucząc po mieście i przy okazji wykonując jedną misję, dotarłem do centrum.
Fotki z dzisiaj to minimalizm minimalizmów. Już samo to, że znalazłem okienko pogodowe, mnie cieszyło.
TUTAJ Relive.
Motywu zwierzęcego brak, więc uzupełniam o kaczki. Kaczki (te prawdziwe) zawsze są fajne :)
- DST 52.10km
- Czas 02:01
- VAVG 25.83km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czarnowidztwo :)
Środa, 2 września 2020 · dodano: 02.09.2020 | Komentarze 5
Z dzisiejszymi opadami było jak z polskim rządem i Covidem - najpierw wirusik był, potem magicznie zniknął, by finalnie znów się pojawić, tylko mocniejszy. Wszystko zgodnie ze standardem, tylko wyborów u mnie po drodze zabrakło :)
Generalnie sądziłem, ze będzie gorzej, bo przynajmniej początkowo tylko kropiło. Gdyby nie ostatnie kilka kilometrów, mógłbym nawet uznać, że jechałem o suchym tyłku, tym bardziej, że Czarnuchem. Poza tym trochę wiało, ruch się zrobił już typowo jesienny, a korki w takich Plewiskach można było liczyć na kilometry. Ot, normalność.
Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Najważniejszym wydarzeniem dnia było przyuważenie czarnego bociana. Rzadki to widok, więc straciłem sporo czasu, żeby cokolwiek było widać na zdjęciach, bo zoom był już na wykończeniu. Niewyraźny, ale jest.
Trafiły się znów czaple, i to dwie.
Były też kruki, ewidentnie szukający dobrej miejscówki do zamieszkania. I to tu, a nie w jakimś Kraaaaaa-kowie :)
Poza tym szarość, burość. Jutro może być gorzej, bo od rana ma lać intensywnie - się zobaczy.
Do pracy dziś rowerem nie jechałem, bo pływam średnio :)
- DST 53.50km
- Czas 01:53
- VAVG 28.41km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiosnosiennie
Wtorek, 1 września 2020 · dodano: 01.09.2020 | Komentarze 11
Po intensywnej zawodowo końcówce miesiąca w końcu udało się wyspać. Z okazji dnia wolnego, Co prawda nie ze długo, bo znów jakieś upady miały się koło południa pojawić (finalnie przyszły dopiero wieczorem), ale to zawsze coś.
Rano obudziły mnie jakieś bluzgi i wulgaryzmy, co jakiś czas słyszalne pod oknem. No tak, pierwszy września, bąbelki ruszyły do szkoły :) Przełożyło się to też na widocznie większy ruch na drogach oraz korki tam, gdzie występował korytarz między autami a budynkami szkolnymi.
Wiało z północy, ale po raz kolejny przez miasto pchać się nie zamierzałem. Wyjątkowo ruszyłem najpierw na wschód i południe, a dopiero potem odbiłem już wybitnie pod wiatr. Nie walczyłem, założyłem sobie tempo emeryckie, tak też cały wypad się skończył. Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Skałowo - Kostrzyn, gdzie zrobiłem nawrotkę i pokręciłem swoimi śladami.
Zerkając na pola... wiosna przyszła :) Ale nie, to nie rzepak, a gorczyca. Przynajmniej jak na moje.
Przejeżdżając przez Skałowo wyhaczyłem miejsce, skąd jabłuszka idą w świat, mniam...
...oraz uchwyciłem czworonogi "reklamujące" tamtejsze schronisko.
Obok krążyło kocie dziecko kukurydzy :)
Gdzieś tam ledwo uchwyciłem niewyraźnie myszołowa.
A po południu załatwianie kilku pierdół i spacer z Kropą. Spotkałem drzewo-monstrum, któremu najbliżej do raka czy kraba...
...oraz zgniłą (chyba) hubę. Taką widziałem po raz pierwszy.
Aha, należy pamiętać, że w okolicach jednego kościoła na Wildzie niemile widziane są sowy. Jawna dyskryminacja! :)
Jutro typowy pracujący dzień, do tego deszcze od samego rana. Może być kicha :/