Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 241638.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.48 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 790037 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2020

Dystans całkowity:1829.80 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:64:00
Średnia prędkość:28.59 km/h
Maksymalna prędkość:56.50 km/h
Suma podjazdów:4922 m
Liczba aktywności:31
Średnio na aktywność:59.03 km i 2h 03m
Więcej statystyk
  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Suchowiększość

Sobota, 2 maja 2020 · dodano: 02.05.2020 | Komentarze 16

Dzisiaj udało się przejechać suchym kołem. Nooo, prawie, bo gdzieś w połowie wypadu doznałem zaszczytu lekkiego pokropienia, ale wbrew obawom nie przerodziło się to w jakiś mocniejszy opad. Za to wiało konkretnie (przynajmniej tam, gdzie byłem, czyli na polach, polach oraz jeszcze polach), więc nawet nie starałem się walczyć – bo po co, skoro i tak stoi się na przegranej pozycji?

Trasa zachodnia: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca – Luboń – Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Dopiewiec – Palędzie – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive.

Focić nie było za bardzo czego - nuuuuuda: rzepak oraz jakieś dziwne drzewka.
Klasyczny wiosenny, wielkopolski motyw kolorystyczny
Dziwne drzewka. Bardzo dziwne :)
Po drodze praktycznie bez żadnych przygód. Wyjątek był jeden, potwierdzający fakt, iż rodacy wracają do swojej drogowej (nie)normalności. Ich przedstawicielem był jakiś Szeryf Lubonia, który na ulicy Poznańskiej, bocznej, z małym ruchem, strąbił mnie, machając łapkami niczym jakiś domorosły hiphopowiec, sugerując zapewne, że po lewej mamy DDR-kę. Otóż nie mamy, bo to chodnik z dopuszczeniem rowerów, ale to zapewne zbyt skomplikowane dla niektórych istot niemyślących. Tym samym już wiem, że świat się wcale nie zmienił – debile tylko znów po miesiącu okupowania kanapy zaczęli wyłazić na powierzchnię. Niestety, nie byłem w stanie dogonić owego klaksoniarza, a szkoda, bo się nawet lekko stęskniłem za takimi akcjami. Pozdrowiłem tylko serdecznie werbalnie, sugerując, hmmm, oddalenie się w te pędy, motyla noga :)

Aha, jeszcze na Głogowskiej przyuważyłem pana Krzysia :) Wisi chłopak tam zapewne nielegalnie, bo prawo zakazuje umieszczania banerów na wiaduktach bez zgody administratora, a nie zakładam, żeby w tym przypadku taka wydana była – raczej zadziałali tu samowolnie ludzie ze sztabu B[x]saka lub jego miłośnicy. Mają przecież teraz sporo wolnego czasu, skoro szkoły zamknięte :)

Czas na podsumowanie kwietnia: w trudnych czasach spod znaku Krótkiej Higieny Życia Psychicznego (na razie wyciszonej) udało się wykręcić różnymi rowerami 1626 kilometrów, ze średnią niemal równą 28 km/h. Jednak zdecydowaną wygraną kwietnia jest Kropa, z którą udało się łącznie przejść grubo ponad 180 kilometrów. Aha, właśnie sobie uświadomiłem, że zapomniałem podsumować też marzec (ups) – tam rowerowania było trochę więcej (1774 ze średnią 27,7 km/h), ale spacerów trochę mniej – 160 kilometrów. Nie da się ukryć, że łażenie wymagało kreatywności, w związku z genialnymi działaniami niektórych, których logika boli...

...ale po włączeniu było już zdecydowanie łatwiej :) Dzisiaj też. Pies jeszcze korzysta, od przyszłego tygodnia będzie niestety to o wiele rzadsze.
Za kijkiem płynie Warta :)
Mobilna kosiarka :)




  • DST 55.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Majówka deszczówka

Piątek, 1 maja 2020 · dodano: 01.05.2020 | Komentarze 16

Nie powiem, żebym został zaskoczony porannym deszczem. Miało padać i bardzo dobrze, że zaczęło. Przyroda odetchnie, a i my również, bo rządzący będą mieli jeden argument mniej w temacie zamykania lasów, tyle że tym razem zapewne rozsądnego.

Odespałem sobie, po raz kolejny. Oj, będzie mi tego brakowało. A że wciąż kropiło to miesiąc rozpocząłem od d...eszczu strony i wybrałem się na spacer, przy okazji odbierając od Teściowej zapas truchła dla psa :) Na Dębinie tłumów na szczęście nie było, za to natrafiłem na radiowóz. Policjanci bardzo mili (bez maseczek), powiedzieli "dzień dobry" i docenili kijek w pysku Kropy :)

Po powrocie, gdy na moje oko szosy już wyschły, mogłem zbierać się na rower. Oj, miałem nadzieję, że uda się to wykonać suchą stopą. Jak było? Hm :)

Początkowo aż za fajnie. Podejrzane :) Pod niezbyt mocny (!) południowo-zachodni wiatr zacząłem wykonywać "pandeminium" - z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Krosinko i Dymaczewo docierając do Będlewa.
Las przed Będlewem
Drzewa żywe, drzewa martwe

DDR-ka w Łęczycy
A za nim już wiedziałem, że będzie "ciekawie".
No to już wiedziałem, że na sucho nie dojadę
Przejaśnienia były, ale nie u mnie :)
Nie było wyjścia - trzeba było skorzystać z gościnności przydrożnej wiaty :)



Przy okazji zapoznając się z ludową mądrością :)

Po kilku minutach ruszyłem, bo przestało lać. Na chwilę. Potem znów zaczęło. Ale już byłem kompletnie przemoczony, więc w sumie było mi obojętne. A co się stało przy okazji? Ano wiatr się zmienił na... północno wschodni. Grrr. Ale jakoś udało się dokręcić, przez Zamysłowo, Stęszew, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Nawet udało się dogonić trójkę szoszonów.

No nie było lekko, ale ważne, że maj jakoś tam rowerowo rozpoczęty. Jedno muszę stwierdzić - wyjazd na krótko nie był najlepszym pomysłem :)

A na koniec szpaki...
Szpaki dwa
...i motywy z Dębiny.
Kret w lesie :) - Las Dębiński, Poznań
Na szerokości - Las Dębiński, Poznań
Mostek - Las Dębiński, Pozmań
Na te barwy  warto było czekać - Las Dębiński, Poznań