Dzwońcowo i gazeciarsko
Piątek, 11 grudnia 2020
· Komentarze(8)
Ostatni póki co w miarę luźny, a jedyny w pełni wolny dzionek za mną - nastąpiło kolejne wyspanie. No i znów nie zdążyłem rano z pieczywem :)
Wyjazd godzinę wcześniej niż wczoraj, czyli po jedenastej. I od razu miłe zaskoczenie - co prawda jest zimno, ale już tak nie wieje. Można było człapać spokojnie i bez nerwu.
Nerw za to zdarzył mi się gdzieś na piątym kilometrze, w Luboniu (no bo gdzie?), na głównej ulicy o nazwie Sobieskiego. Przed jednym ze świateł nagle zobaczyłem po swojej lewej gazeciarza, ale takiego, który jakby za punkt honoru postawił sobie bliższą znajomość mojej kierownicy z jego lusterkiem. Zazwyczaj staram się być spokojny, pokażę gestykulacją, żeby odbił, coś tam krzynkę. Dziś już nie wytrzymałem i walnąłem dłonią w karoserię, oczywiście niezbyt mocno. To w sumie była samoobrona. Zostawiłem delikwenta za sobą, wyprzedzając z prawej i zatrzymałem się na światłach. Widząc, że się szyba otwiera, odezwałem się pierwszy:
- Wyprzeda się o metr, a nie o centymetr! - pokazałem do tego za pomocą łap, jaka jest różnica między jednym a drugim.
Nastąpiło skupienie, chwila ciszy, a w końcu:
- Ale ty jechałeś za mną!
O co mu chodziło, nie mam pojęcia. Wyjaśniłem więc tylko szybko (już w ruchu, bo zapaliło się zielone), że akurat rowerem mogę z prawej brać takich ćwoków jak on. Nie wiem czy o to chodziło, bo na dalszy dialog nie było szansy - widziałem już tylko znikającą rejestrację PZ (a jak!).
Dobra, czas na trasę. Południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Ciągle szaro, ale zatrzymałem się na jednej se swoich stałych miejscówek, mając nadzieję na uchwycenie jakiegoś ptaszyska. Udało się, co prawda nic spektakularnego, ale za to żywego na maksa, czyli dzwońca. To taki jeden z europejskich kanarków, przynajmniej jeśli chodzi o barwy :) Szkoda, że światło było paskudne, bo wyszło nieostro.


Tu nie jestem pewien, co to za ptak (chyba też ów dzwoniec), ale lekko mi zaorał błędnik :)

No i ulubiona brama, lub jak kto woli drzwi do lasu :)

Od jutra znów maraton dwunastkowy :/ Idę się pochlastać.
Wyjazd godzinę wcześniej niż wczoraj, czyli po jedenastej. I od razu miłe zaskoczenie - co prawda jest zimno, ale już tak nie wieje. Można było człapać spokojnie i bez nerwu.
Nerw za to zdarzył mi się gdzieś na piątym kilometrze, w Luboniu (no bo gdzie?), na głównej ulicy o nazwie Sobieskiego. Przed jednym ze świateł nagle zobaczyłem po swojej lewej gazeciarza, ale takiego, który jakby za punkt honoru postawił sobie bliższą znajomość mojej kierownicy z jego lusterkiem. Zazwyczaj staram się być spokojny, pokażę gestykulacją, żeby odbił, coś tam krzynkę. Dziś już nie wytrzymałem i walnąłem dłonią w karoserię, oczywiście niezbyt mocno. To w sumie była samoobrona. Zostawiłem delikwenta za sobą, wyprzedzając z prawej i zatrzymałem się na światłach. Widząc, że się szyba otwiera, odezwałem się pierwszy:
- Wyprzeda się o metr, a nie o centymetr! - pokazałem do tego za pomocą łap, jaka jest różnica między jednym a drugim.
Nastąpiło skupienie, chwila ciszy, a w końcu:
- Ale ty jechałeś za mną!
O co mu chodziło, nie mam pojęcia. Wyjaśniłem więc tylko szybko (już w ruchu, bo zapaliło się zielone), że akurat rowerem mogę z prawej brać takich ćwoków jak on. Nie wiem czy o to chodziło, bo na dalszy dialog nie było szansy - widziałem już tylko znikającą rejestrację PZ (a jak!).
Dobra, czas na trasę. Południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Ciągle szaro, ale zatrzymałem się na jednej se swoich stałych miejscówek, mając nadzieję na uchwycenie jakiegoś ptaszyska. Udało się, co prawda nic spektakularnego, ale za to żywego na maksa, czyli dzwońca. To taki jeden z europejskich kanarków, przynajmniej jeśli chodzi o barwy :) Szkoda, że światło było paskudne, bo wyszło nieostro.


Tu nie jestem pewien, co to za ptak (chyba też ów dzwoniec), ale lekko mi zaorał błędnik :)

No i ulubiona brama, lub jak kto woli drzwi do lasu :)

Od jutra znów maraton dwunastkowy :/ Idę się pochlastać.
































































