Zaczynamy :)
Środa, 1 stycznia 2020
· Komentarze(12)
No to nadszedł ten nowy, 2020 już rok. Wizualnie prezentuje się on całkiem ładnie, bo dwie dwudziestki wyglądają jak żółwik goniący żółwika lub ślimak ślimaka, więc taki zapewne będzie on u mnie w praktyce :)
Oczywiście - jeśli nie ma jakichś przeciwności nie do pokonania - staram się zawsze pokręcić pierwszego dnia stycznia. Dziś się udało, nawet szosą (a raczej wyrobem szosopodobnym, jakim jest Ventyl po latach poniewierki ze mną). Było wietrznie i zimno, ale za to sucho, więc powstrzymam się od większych narzekań :)
Trasa pierwotnie miała być północna, bo na taki wiatr wskazywały prognozy, jednak w porę się zorientowałem, że kłamią, wybierając kierunek południowy. Tym samym wykonałem "odwrotne kondominium": Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.




Ruch rowerowy całkiem spory (nawet na odcinku Dymaczewo - Mosina jechałem z jednym sympatycznym szoszonem z... Lubonia), nie zabrakło niestety też i kilku debili za kierownicami czterech kółek.
Z mało przyjemnych rzeczy: PKP kosi na potęgę. Tu - na Czechosłowackiej - do tej pory malowniczy, zadrzewiony teren wygląda aktualnie tak:



Jak widać w prawej części szyldu - wycinkę wykonywali fachowcy jakich mało. Choć w sumie, patrząc na nazwę firmy, trafili idealnie :) OK, rozumiem, że drzewa MOGĄ stanowić jakieś zagrożenie podczas ostrych wichur, ale czy naprawdę jedynym wyjściem - zamiast na przykład kompleksowego przeglądu i poświęcenia tych, które rzeczywiście są słabe lub stare - jest tworzenie takich łysych, smutnych przytorowych pustyń? :/
Jeszcze słówko o Sylwestrze. Specjalnie nigdzie nie wychodziliśmy, żeby opiekować się czworonogiem, tymczasem Kropa okazała się ponownie psem mającym wszystko w dupie, a przy największej kumulacji ludzkiej głupoty jedynie zaczęła szczekać. Tak, ona jest hardkorem :) Aha, przy okazji polecam trzeci (jeszcze nie obejrzany w całości) sezon "Watahy" - rewelacja.

No to raz jeszcze wszystkiego najlepszego. Tym razem muzycznie i klasycznie :P
Oczywiście - jeśli nie ma jakichś przeciwności nie do pokonania - staram się zawsze pokręcić pierwszego dnia stycznia. Dziś się udało, nawet szosą (a raczej wyrobem szosopodobnym, jakim jest Ventyl po latach poniewierki ze mną). Było wietrznie i zimno, ale za to sucho, więc powstrzymam się od większych narzekań :)
Trasa pierwotnie miała być północna, bo na taki wiatr wskazywały prognozy, jednak w porę się zorientowałem, że kłamią, wybierając kierunek południowy. Tym samym wykonałem "odwrotne kondominium": Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.




Ruch rowerowy całkiem spory (nawet na odcinku Dymaczewo - Mosina jechałem z jednym sympatycznym szoszonem z... Lubonia), nie zabrakło niestety też i kilku debili za kierownicami czterech kółek.
Z mało przyjemnych rzeczy: PKP kosi na potęgę. Tu - na Czechosłowackiej - do tej pory malowniczy, zadrzewiony teren wygląda aktualnie tak:



Jak widać w prawej części szyldu - wycinkę wykonywali fachowcy jakich mało. Choć w sumie, patrząc na nazwę firmy, trafili idealnie :) OK, rozumiem, że drzewa MOGĄ stanowić jakieś zagrożenie podczas ostrych wichur, ale czy naprawdę jedynym wyjściem - zamiast na przykład kompleksowego przeglądu i poświęcenia tych, które rzeczywiście są słabe lub stare - jest tworzenie takich łysych, smutnych przytorowych pustyń? :/
Jeszcze słówko o Sylwestrze. Specjalnie nigdzie nie wychodziliśmy, żeby opiekować się czworonogiem, tymczasem Kropa okazała się ponownie psem mającym wszystko w dupie, a przy największej kumulacji ludzkiej głupoty jedynie zaczęła szczekać. Tak, ona jest hardkorem :) Aha, przy okazji polecam trzeci (jeszcze nie obejrzany w całości) sezon "Watahy" - rewelacja.

No to raz jeszcze wszystkiego najlepszego. Tym razem muzycznie i klasycznie :P








