Wspomniana ładność: Moja największa dzisiejsza radość - ziomek się pojawił i czekał. Dawno go nie było, już się martwiłem. Uff :) Glaskanko było obowiązkiem. Były jeszcze żurawie... ...oraz kruk incognito :) A do pracy Czarnuchem, bo przy okazji wpadłem na serwis. Od pewnego czasu bowiem już bałem się jeździć tym rowerem, bojąc się, że amortyzator skończy w tysiącach kawałków. Dźwięki z niego wydobywały się kosmiczne, to już był ostatni dzwonek. Zresztą wystarczy spojrzeć jak wyglądał po dwudziestu kilku tysiącach kilometrów przejechanych w najgorszym syfie :) Przeszczep się udał. Oczywiście wziąłem budżetówkę, bo inwestować w ten rower już nie ma sensu, ale jestem zadowolony, że przynajmniej ta część mi nie odpadnie :)
Też słyszałem, że zdania są podzielone. Ja tam się nie znam, od dziecka jeździłem po górach na sztywniaku, na starym Authorze i bez udziwnień :) Ale obiecałem sobie, że przynajmniej co jakiś czas poproszę o sprawdzenie czy wszystko w amorze działa tak jak powinno, choć znając życie podda się prędzej już cały rower niż ta część.
Amor widać, że dużo przeżył. Ja mam mieszane uczucia o tych smarowidłach. Mycie goleni wilgotną szmatką po każdej jeździe pozwala mi zrobić ponad 60k na jednym amorku.
Psiak jak zawsze sympatyczny ;) Do całorocznego roweru budżetowy najlepszy i najtańszy, choć sztywny widelec też nie był by głupim pomysłem, jak w planach nie ma szybszej jazdy po większych wertepach, tylko cenowo wypada na początku trochę drożej od taniego amora.
Huann - tak właśnie zakrzyczałem! I dałem po hamulcach :) Hehe, u mnie z założenia amory wysokobudżetowe zawsze odpadały, bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"