Było blisko zaskoczenia i niespodzianki. Bo rano nie padało. I mnie lekko zmyliło. Na szczęście lata doświadczeń robią swoje i wiedziałem, że w przypadku pogody i rowerowania nigdy nie należy być optymistą, więc nie wybrałem się szosą, a Czarnuchem.
To był dobry wybór, bo już gdzieś na piątym kilometrze pojawił się lekki śnieg, który potem zamienił się w całkiem mocny śnieg, a finalnie w śnieg z deszczem. Nic fajnego, ale i tak lepsze to niż ulewa w czystej postaci. A że warunki znów zmasakrowały mi średnią? No trudno, życie :)
O dziwo kilka fotek wpadło, bo taki śniegodeszcz nie ingeruje tak bardzo w aparat jak sam zacinający deszcz. Więc: zasypane żurawie... ...sarenki... ...oraz trznadle. No i obowiązkowa szaro-bura rowerówka. Dzisiaj rowerem do pracy nie jechałem.
Napiszę ino, że oberwaliście puszkiem o wiele mniej niż my :P. Przy najbliższej okazji pewnie wkleję zdjęcie piątkowego armagedonu ;/. U was za to (co widać po fotkach) mocniej wiało :PP
Gratki za udane zdjęcia w takich warunkach! U mnie tego dnia na jakieś dwie godziny zrobiło się typowo biało, całe szczęście wraz z nastaniem wieczoru wszystko się stopiło :)
A, widziałem to coś na radarach ;-) Było ryzyko, że popołudniu dotrze do nas, przynajmniej jeszcze wczorajsze prognozy tak twierdziły, ale ostatecznie nie doszło.
Grunt, że zwierzaki dają radę. Grunt to nastroszyć piórka i zmienić się w kuleczkę :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"