Nastała zimosień. To moja autorska nazwa tego cholerstwa, który aktualnie rządzi. Czyli: resztki liści wciąż żółte, ale przysypane śniegiem. Tak wyglądał dzisiejszy poranek.
Jeszcze póki co dzionek wolny, więc zacząłem od spaceru z Kropą, oczywiście po Dębinie. Pies lubi śnieg, w przeciwieństwie do deszczu. Ja tam nie lubię ani jednego, ani drugiego :)
W tym czasie sypało raz mocniej, raz słabiej, ale że temperatura była koło zera, to z dróg płatki szybko znikały, a kompromisowo trzymały się w lesie. Taką wersję zimy uznaję za rozsądną :) Potem późne śniadanie, odczekanie aż przestanie sypać i na rower. Tym razem błędu nie zrobiłem i wybrałem Czarnucha :) Jazda powolna i ostrożna, średnią miałem gdzieś. Tym bardziej, że wiało, choć już słabiej niż ostatnio.
Trasa niezmiennie ta sama, po polach: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo -
Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie -
Gołuski - Plewiska - Poznań. Pod koniec nawet zaczęło się przejaśniać. Spotkałem kruki i myszołowy podczas obiadu. Ale za cholerę nie wiem, co było w menu. Najpewniej jakaś gęś.
Komentarze (11)
Dokładnie. Zimno jest problemem najmniejszym, gorzej z ziarnem na fotach :)
Kolzwer - witamy psiaki w klubie :) Fajnie, że chociaż one się cieszą :) Dobrze, że zwierzęta potrafią czyścić środowisko, nic się nie zmarnuje - ta martwa gęś (?) została zjedzona, zapewne nic nie zostało, a my wyrzucamy jedzenie na potęgę, żeby dzień później kupić nowe...
Meteor - jest jeszcze kilka autorskich nazw listopada, ale boję się cytować :) Padlinożercy najwięksi na świecie to przecież ludzie, wystarczy spojrzeć do lodówek :)
Malutky - okolice Poznania mają specyficzny mikroklimat: największe cholery pogodowe przechodzą w wersji lekkiej. Śląsk ma gorzej, współczuję :/ Myszołowy były dwa, jeden uciekł, drugi chwilę później również, jednak w świecie ptaków czarne rządzi :)
Andale - dzięki :) To brak słońca "zrekompensował" śnieg. Niespecjalnie dobra zmiana :)
U nas tak sypło dzisiaj, że opadłe liście się ukryły pod 10 cm warstwą białego nie mówiąc o drogach, na których leży błoto pośniegowe,abo śnieg ubity w przypadku dróg 10 kolejności odśnieżania :). U ciebie z tego co widzę to przynajmniej drogi czarne, że można się jednak gdzieś wybrać na rowerze. Tu dopóki nie stopnieje to przynajmniej ja mam przerwę od kręcenia. A myszołów to chyba czekał na swoją kolejkę do stołówki.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"