Pyknąłem sobie dzisiaj "kondominium". A co, raz na jakiś czas trzeba sobie przypomnieć, jak urzędnicy pod płaszczykiem "polityki rowerowej" potrafią spieprzyć nawet najlepszą trasę.
Pamiętam, że kilka lat temu jeździłem tamtędy (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań) co kilka dni. Wystarczyło przemęczyć się jazdą przez Luboń, a potem zaliczyć (lub nie) gównośmieszkę w Łęczycy, by polecieć Szosą Poznańską przez WPN, a potem delektować długimi prostymi do Stęszewa i potem praktycznie do Poznania. Teraz niestety jest "lepiej" po Polsku, czyli absurd goni absurd. A ja, jako świadomy rowerzysta, zgodnie z logiką wybieram inne drogi, gdzie jeszcze nie zdążono mnie uszczęśliwić na siłę. Dzisiaj odświeżyłem sobie pamięć, na jakiś czas starczy.
Przynajmniej słonecznie było, choć zapowiadano deszcze. Wiało mocno, ale mimo wszystko wyjątkowo dość sprawiedliwie, z południa. Tu najsmaczniejszy smaczek. Tak, to wjazd na DDR. W Kanale Mosińskim rośnie młode łabędzie pokolenie :) A po południu szybkie spojrzenie na parowóz. Niestety znów z Poznania do Wolsztyna jedzie... tyłem.
Komentarze (5)
Czyli trzeba nie jeździć, żeby zminimalizować ryzyko. Logiczne :)
Łapałem przez ostatnie trzy weekendy - okazało się, że remont taboru był i puszczali albo spalinowe, albo EZT. Jak raz zapomniałem, to wyjechał parowóz, więc ratowałem sytuację po usłyszeniu go podczas spaceru po Dębinie :)
W swojej okolicy za często jeździłem wojewódzką do rodziny i chyba przez to powstała tam śmieszka :) Fajne maluchy, a z parowozem wychodzi, że trzeba go łapać jak wjeżdża do Poznania ;)
Marecki - Grety nie pytałem, ale nawet ja, jako ekolog domorosły, uznaję parowozy za mniejsze zło niż SUV-y z kierowcą jako jedynym użytkownikiem auta na podobnej trasie :)
Andale - ale ja się przecież nigdzie nie wpisywałem oficjalnie :) No dobrze, tylko raz wywołałem aferę, w której któryś z prezesów Mrówki do mnie dzwonił z przeprosinami za swojego kierowcę :) Ale to było po powstaniu tych absurdów :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"