Gąsiorkowo
Najpierw musiałem odespać urlop. Jak zwykle :) Dobrze, że zaplanowałem jeszcze wolne po nim.
Odsypianie zostało wspomożone przez deszcz, który pojawił się jakoś po dziewiątej. Na szczęście potem przestało padać, choć nie do końca - dopadło mnie jakoś w połowie, na szczęście zapobiegliwie wyruszyłem Czarnuchem.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Kormorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Dzionek zrobiły mi gąsiorki - pani oraz pan, które bacznie mnie obserwowały, a potem zajęły sobą, między innymi samiec dokarmiał samicę, prawdopodobnie przed złożeniem jaj.





A w Trzcielinie...

...akcja integracja :)






Debili drogowych oczywiście nie zabrakło, przecież żyjemy w Polsce, ale trafił się również pozytyw - na styku Wirów i Komornik, na wąskiej drodze, zatrzymałem się przed zatoczką, bo wiedziałem, że autobus za chwilę będzie wyjeżdżał (nie włączył jeszcze kierunkowskazów, ale pasażerowie już wsiedli), co kierowcę tak zdumiało, że najpierw mi pomachał przez okno, potem wyciągnął kciuk w górę, żeby po ruszeniu jeszcze podziękować awaryjnymi. Można? Można :)
A jutro chyba w końcu uda mi się zabrać za nadrabianie BS-a :)








