No nie było dzisiaj lekko. Jesień chwilowo wróciła.
Rano padało, potem przestało, więc ruszyłem, żeby trzy minuty później znaleźć sobie przytulny schron pod wiaduktem na Dębcu, tak lunęło. I żeby nie marnować czasu, jeździłem sobie jak głupi pod tym wiaduktem w tę i z powrotem :)
Gdy przestało, pojechałem dalej, podziwiając... piękne niebo. Zwariować można.
Tak było, gdy już deszczu nie było :) A tak wspomniane trzy minuty po starcie. Kładka berdychowska rośnie. No trudno. Na razie wciąż jej budowa blokuje przejazd. Jedna z moich ulubionych ulic - Cmentarna. Jechałem tak, żeby obyło się bez ofiar. Kilku potencjalnym musiałem pomóc się ewakuować. No i jeszcze polująca pustułka. Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (5)
Kolzwer - podoba mi się to omijanie u Ciebie :) Dzięki!
Meteor - dziwne, ale może winniczki są szybsze i już zdążyły uciec? :)
Sezon winniczkowy ;-) Aczkolwiek jak ostatnio jechałem podeszczow, to nastawiłem się na slalomy i ewakuacje winniczków tam gdzie zawsze... a ich nie było, tylko kilka bezskorupkowców.
U mnie do południa było szaro i nijako, po południu chmury straszyły i jak zwykle wszystko poszło bokiem :) Podoba mi się ten widoczek z wiaduktu nad torami. No i oczywiście należy pochwalić pomocną dłoń dla winniczków ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"