Istniało spore ryzyko, że dopadnie mnie deszcz, jednak na szczęście obyło się bez. Za to wiało.
Dzionek zrobił mi dość cierpliwy błotniak stawowy, który siedział sobie na jakimś słupku na polu. Oczywiście w oddali, więc musiałem zrobić podchody, żeby go uchwycić. Jakoś się udało. Poza tym żurawie... ...oraz ciekawska dymówka. A aura? Taka sobie. Dojazd do pracy Czarnuchem, bo ryzyko opadów wciąż istniało.
Aaaa, bym zapomniał. Wczoraj piękna pełnia była, choć nie miała lekko :)
Komentarze (10)
Dzięki :)
Na szczęście to już nie te czasy, gdy człowiek patrzył na średnią. Teraz można się porozglądać :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"