No i nadeszło największe pogodowe gówno. Dzisiaj w cieniu temperatura dochodziła do 35 (!) stopni, a w słońcu... Nie wiem, bałem się wtedy patrzeć w licznik.
Miałem wstać wcześnie, żeby wyjechać przed największą parówą, ale się nie udało. Bo... było za gorąco, żeby się wyspać. Błędne koło. A nawet dwa.
Wiało z południa, więc wybrałem się znów do Radzewic. Chętnie, gdyż miałem przyzwolenie na zostawienie roweru i spokojne pójście na spacer, bez martwienia się, że ktoś mi go zwinie. Tak też zrobiłem, ale szybko się ewakuowałem - z powodów wiadomych. Oddychać się na polu nie dało, mimo że wiało.
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice. I powrót swoimi śladami.
Fotki. Na początek te ze spaceru.
Dostojka latonia. Gąsiorki. Dziwnie biała pliszka siwa. Łabędzie. Odlatująca czapla. No i radzewickie widoczki. Strażnicy Agroturystyki też dzisiaj mieli dość :) Co się zresztą dziwić? W drodze powrotnej musiałem dwa razy się zatrzymać, żeby kupić cokolwiek zimnego do picia, bo bym zdechł, tak mi czacha parowała. Aha, liczyłem na cień, ale dopiero podczas jazdy przypomniałem sobie, że przecież lasami pod Poznaniem zarządza Nadrzeźnictwo Babki... Więc tam, gdzie kilka lat temu był zielony tunel, aktualnie jest pustynia :(
Z atrakcji jeszcze rzadko widziane krówki. I kawałek Dębiny. Jakoś przeżyłem ten straszny dzień.
Huann - potwierdzam potwierdzenie :) Do tego łapali rowerzystów jeszcze sprzed czasów dronów. Teraz drony są, a cywilizowanej śmieszki nie ma. Polska.
Lapec - fajnie, że Tobie się podoba. Przepraszam, ale nie polubię tej opinii :) Tatry fe, przynajmniej latem, pełna zgoda. Beskidy mniej, ale też się kończą. Tylko Rudawy Janowickie! :)
Potwierdzam, dojazd z Władka do Helu rowerem to 30 kilometrów trzęsienia siodełka: kostka, a pod koniec piaszczysto-korzeniasta droga. Pojechałem raz zaliczyć brakujące gminy i mi wystarczyło. Poza tym same plusy, a że to (niewielkie) miasto, więc nawet w październiku jest się gdzie zatrzymać i gdzie zjeść. A wakacujnych tłumów już brak.
Huann - październik wszędzie jest super, Hel(loł)! :)
Lapec - schłodziło, tak do dziewiątej. O jedenastej już nie dało się oddychać :)
JPbike - no i fajnie, Hel jest genialny. ale jeśli wybierasz się rowerem, to polecam czołg, bo tam jest "droga rowerowa" :) Nawet w październiku policja zaproponowała mi wybór: ryzykowanie życiem, albo mandat. Wybrałem pierwsze :)
Meteor - dmuchał, ale w czerep :) No nie chciało mi się, ale skoro już targałem aparat, to głupio by było z niego nie korzystać...
Huann - Hel latem? Byłem raz. Nie chcę więcej, bo ludzkość wkurza bardziej niż temperatury, które - trzeba przyznać - są tam niższe. Nie popieram :) Hel najlepszy jest pod koniec października - polecam!
W takie dni jak ostatnio ledwo się powstrzymuję, by nie rzucić wszystkiego w Boruty i nie wynieść się na Hel. Tam zawsze chociaż o jedno "el" chłodniej niż w piekle.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"