Najważniejszy news jest taki, że wczoraj odebrałem z serwisu Czarnucha. Udało się spod ziemi ściągnąć bębenek i wymienić go, tanie to nie było, ale najważniejsze, że jest sukces. Czyli koło znów się kręci, STaRuch może dalej odpoczywać :)
Nie znaczy to, że jeździ się łatwo. Bo rower to jedno, a aura drugie. I mimo, że było dzisiaj naprawdę pięknie, bo wróciło na chwilę słońce, a na niebie cudownie szalały chmury, to wiatr wciąż masakrował i był chyba najmocniejszy od ostatniego tygodnia. Momentami, naciskając na maksa na pedały, ledwo wyciskałem kilkanaście kilometrów na godzinę. Za to powrót był całkiem sympatyczny :)
Najpiękniejsze było Jezioro Lusowskie. Na wodzie unosiło się spore stado łysek. Kawałek dalej, w Lusówku, widziałem olbrzymie mewy siwe (to chyba one). Jedna była w trakcie zamachu na trucicieli od fajek :) Były też sarenki, straszne śpiochy. Śmieszka Lusówko - Zakrzewo w końcu odśnieżona. Z pięknymi chmurami nad nią. A ja po raz pierwszy sobie uświadomiłem, że jest po prawej rów, a nie ma biało-czerwonych barierek. Można? Można. No i jeszcze motyw kibicowski. W sumie dobrze oddaje formę Lecha na początku rundy wiosennej :) Dystans zawiera dojazd do pracy oraz wieczorny odbiór roweru z serwisu.
A jutro pogoda ma wrócić do standardów spod znaku "gnój" :/
Komentarze (13)
To pewnie te w jasnym malowaniu - zawsze jakieś inne mi się wydawały :)
Skoro nawet Ciebie "ruszają", to wierz mi, że na Dębcu nie mamy łatwo. Zdecydowanie zbyt często lubią sobie nad moim mieszkaniem przelecieć :)
F-35 za jakiś czas u nas się pojawią, oczywiście z szachownicą na skrzydłach, zresztą nie ma co się podniecać - mi mocne wrażenia dostarczają przeloty F-16 w okolicach Krzesin - ten huk jest dla mnie taki mega głośny i to mimo mojego niedosłuchu ... :)
Czarnuch cieszy się zapewne co najmniej tak samo, jak ja :)
Oj, mewy bywają mega cierpliwe, przynajmniej śmieszki. Te bardziej morskie są dla mnie nowością do focenia, ale dają radę i nie robią pod górkę, choć oczywiście trzeba wyrobić sobie traperskie podejście do tematu :) A eFy? Nie znam się na nich, czasem tylko zmasakrują mi bębenki i dadzą się uwiecznić :)
No to fajnie że Czarnuch wraca do wykonywania zadań specjalnych :) Zacnie uwieczniłeś mewy w locie. Z tym dopiskiem "zamach" to fakt - mewa szykująca się do ataku wygląda o niebo lepiej od najlepszego myśliwca (np: F-35) :)
Meteor - na szczęście się kręci :) U mnie potem też te paski się zamieniły. Łyski były bardzo dzielne, nawet bardziej ode mnie w tej z góry przegranej (jeśli chodzi o średnią) walce.
Huann - wiatr nie wybiera: niszczy wszystkich. A po południu w sumie było tak samo jak u Ciebie, jeśli Cię pocieszy łączenie się w Komorze :)
A w mieście Uć na zmianę deszcz i śnieg i deszcz i śnieg i deszcz, a teraz zaczyna do pełni szczęścia podmarzać to, co padało i się topiło cały dzionek. Tylko wiatr się zgadza - a widoków mogę jedynie szczerze pozazdrościć.
A jednak się kręci ;-D O, u mnie też dziś na chwilę wyszło słońce - ale jak U ciebie na drugiej fotce jest pasek chmur pośrodku, to u mnie był taki pasek bez chmur.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"