Wiedziałem, że ma padać. Tak koło południa. Wstałem więc wcześnie - jak na wolną sobotę - i ruszyłem koło dziewiątej.
Nie padało przez całe kilka minut. Potem zaczęło. Nie, nie było jeszcze południa, zdecydowanie :) Ale początkowo tragedii nie było - sypało raz mocniej, raz słabiej, ale dało się jechać. Obrałem taktykę ostrożną: najpierw glut, a potem się zobaczy. Czyli zrobiłem pętelkę: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Przeźmierowo - Batorowo - Wysogotowo - Junikowo - Plewiska - Kotowo - Dębiec.
Pod domem zaczęło być lepiej. No to ruszyłem dalej. I to było klu programu, bo pojechałem sobie Wartostradą. I dopiero wtedy zaczęła się zima. Genialnie było :) Oczywiście zero odśnieżania, bo po co? Śnieg był od zaledwie dwóch godzin. I w sumie bardzo się z tego cieszyłem, bo przynajmniej na rowerze dojechała ze mną głównie woda, a nie jakaś przenośna solniczka czy plaża. Taki as się trafił. Z Koszalina. Prawie mnie przejechał. Na szczęście musiał zawrócić, a ja widziałem z tyłu radiowóz :) W lesie też byłem, na chwilę. Zwierzaki były. Hm, trzeba mi wierzyć na słowo, bo ani sarenki, ani myszołowa za bardzo w tych warunkach uchwycić nie zdołałem :) Tak wyglądał rower po powrocie :) Podsumowując: bawiłem się wyjątkowo dobrze. Wielkie pozdro dla wszystkich rowerzystów i biegaczy, których spotkałem (było kilku), walczących ze śniegiem i mega silnym wiatrem. A średnia? No cóż, miałem ją głęboko w... zaspie :)
Komentarze (10)
No nie zniknął :) To znaczy już tak, bo odwilż :)
Ale tak, bez soli i piasku jechało mi się naprawdę fajnie :)
Btw: no dobra, dawno tego nie pisałem: ale przynajmniej nie było upałów :)
XD. Tam nie ma co odśnieżać :P. Do tego temperatura dodatnia, to zaraz ten milimetr śniegu zniknie :)). I w ogóle to bym gonił stamtąd ciężki sprzęt coby nie popsuli asfaltu :PP. O osobie z Koszalina nic nie napisze heh ;)
BTW: no dobra, dawno tego nie pisałem - oddawać upały :P
Matiz17 - hej, to Wartostrada, łącząca północ i południe Poznania wzdłuż Warty. Mega świetna, bo niemal bezkolizyjna, pozwala oszczędzić wiele czasu. Wymaga jeszcze dopracowania kilku detali i będzie idealnie :) Niestety istnieje pewnie stowarzyszenie o nazwie Rowerowy Poznań, które zrobiło wiele dobrego, ale ostatnio poczuło się zbyt pewnie i uważa, że na przykład jej przedłużenie przez środek lasu to pomysł warty lobbowania. Aktywnie torpeduję te chore pomysły, na szczęście nie muszę tego robić sam.
Miciu - hehe, Polska, mieszkam w Polsce, hu hu hu... :) Ile razy dziennie słyszysz dźwięk klaksonu?
Toż to nie ma co odśnieżać :D U mnie pobudowali kładki, ścieżki, a po opadach śniegu tam w ogóle nikt nie zagląda i tygodniami nie da się jeździć, bo pług nie wjedzie, za wąsko :D
Huann - zdecydowanie Cię rozumiem, gdyby nie to, że jak bite od zawsze dziecko wierzyłem pogodynkom, a potem wydawało mi się, że już może być tylko lepiej, też bym dzisiaj olał rower. No ale cóż, nie ma tego złego, bawiłem się świetnie, poza tym dzięki temu mam kolejny argument za tym, że wszelkie śmieszki rowerowe powinny być dopuszczone, a nie obowiązkowe, do tego odśnieżanie jest bez sensu, bo przecież drogi są publiczne, więc należy nimi jeździć. Gównoburzę oczywiście już zacząłem od swojego poznańskiego podwórka, zapewne za jakiś czas się nim pochwalę :)
Andale - wow, szacun, mi by się już wtedy nie chciało wyjeżdżać :) Jak miło, że w końcu miasto olało solopiaskowanie, napędy już dziękują na zaś :)
Brawo, mnie takie warunki zniechęcają do jazdy głównie ze względu na ślizgawicę. Gdybym mieszkał w środku lasu, pewnie bym pojeździł po świeżym śniegu, ale konieczność dojazdu tamże miejskimi ulicami /dedeerami skutecznie mnie zniechęciła, zwłaszcza, że wczoraj uskuteczniłem myjkę, która podrożała o 50%. A jak się myje rower, to potem pogoda na bank się knoci, nie ma zmiłuj :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"