Idzie zima. Dzisiaj jeszcze nie było to specjalnie odczuwalne, ale co się odwlecze...
Po wolnym poniedziałku przyszedł niestety pracujący wtorek. Czyli poranne wstawanie, brak czasu na cokolwiek, takie tam atrakcje.
Wiało z zachodu, tam więc się skierowałem i zrobiłem polną, przewianą standardową pętlę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewo -
Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie działo się absolutnie nic wartego uwagi. Zero. Nawet zwierzaki widziałem tylko w oddali, do tego na niebie, więc nie było sensu bawić się w focenie. Nowa śmieszka za Komornikami ma już swoich adoratorów: Ok, rozumiem, awaria, ale można było troszkę inaczej...
Jeszcze news, dość świeży. Do tej pory moi ulubieni myśliwi potrafili pomylić z dzikiem na przykład rowerzystę, łosia, grzybiarza czy (to akurat fajne) ziomala po fachu. Ale mamy chyba wygranego w tej rywalizacji: zwyrol trafił w... dom :)
Na koniec zaległy kowalik tańczący na rurze :) Dystans z dojazdem do pracy. Czarnuchem, przez Dębinę.
Komentarze (10)
Ja się trzymam wersji, że Trzcinką zajął się jakiś przejeżdżający tamtędy weterynarz, wyleczył i trzyma u siebie. Trzeba mieć złudzenia...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"