Wiem, wiem, rok 2022 ma zaledwie tydzień, ale biorąc pod uwagę bogactwo tego, co udało mi się dziś zobaczyć, ciężko będzie ten dzień przebić :)
Przede wszystkim dzisiaj w końcu nic nie musiałem. Wstać wcześnie, spieszyć, coś ogarniać. Nie odpocząłem przez święta, bo mieliśmy gości, Sylwester też był pracujący, za to dzisiaj pełen luz - wolny dzień bez planów.
Najpierw więc poranny spacer z Kropą. Dębina jak zwykle najpiękniejsza bez ludzi, czego w weekendy oczywiście mieć nie mogę.
Około południa za to na rower. Pogoda była jak na styczeń idealna: piękne słońce, drogi suche, choć jeszcze z fragmentami lodu na poboczach, na termometrze jeden stopień na plusie. Tylko wiatr dawał dać znać o sobie, ale że - jak wspomniałem - nigdzie się nie spieszyłem, to postanowiłem się nim nie przejmować. Średnia zimą nie istnieje, była tragiczna, pewnie bym mógł mieć ją ciut lepszą, ale trafiło się tyle przystanków, że... nie mogłem :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Miała być bardziej na południe, ale podmuchy były zmienne i wybrałem wersję sprawdzoną. Zdecydowanie nie żałuję.
Po korkowej traumie w Luboniu (fascynujące jest to, że tam prawie zawsze jest zator), moją mekką jak zwykle okazały się Lisówki i Trzcielin. Odcinek między nimi ma może dwa kilometry, a czułem się jakbym wygrał w zwierzęcej loterii :) Zacznę od smaczku nad smaczkami, czyli stada jeleni (z daleka sądziłem, że to "banalne" sarny, ale po przyjrzeniu się okazało się, iż miałem honor oglądać łanie i młodziaki właśnie tego gatunku). Przebiegły się między wsiami, w Trzcielinie grzecznie spojrzały na szosę, sprawdzając czy nic nie jedzie, i pognały w las. Cudowny widok. Wspomniane sarenki były również, a owszem, kawałeczek dalej. W oddali jeszcze żuraw i kruk... ...sam kruk, już bliżej... ...oraz dzierzba gąsiorek do kompletu :) Widziałem też za Dopiewcem lisa, ale niestety w wersji już średnio żywej :/
A w samym Trzcielinie ktoś na mnie czekał :) No nie mogłem olać Trzcinki, w żadnym wypadku. Kij, że zmarzłem, pieszczoty się należały :) Jak zwykle żal było odjeżdżać.
Aha, rower jeszcze trzeba obowiązkowo wkleić :) Oraz... eee... kanapę. Luboń, nie ma się co dziwić :) Jeszcze zachodzik... ...i można zakończyć ten wpis.
Komentarze (18)
Dzięki :)
Co do sarenek to chyba po prostu zmieniłem trochę kierunek kręcenia - moje ulubione kiedyś "kondominium" zostało ościeżkowane, co oznacza, że nie chce już mi się tam kręcić. Miejsce roweru, może poza miastem, gdzie czasem DDR-ki pomagają, jest na drodze. Plus z tego taki, że odnalazłem inne rejony, bardziej "osarenkowane" :)
Faktycznie bardzo udany dzionek, piękne stado i ptaszyska oraz wieńczący to wszystko słoneczny widok z klimatem. Swoją drogą ostatnio u siebie też widuję dużo więcej saren, niż w poprzednich latach.
Biorę ile wlezie. Ja tam się - jak sądzę - z nimi dogadam :)
Niestety, mordercy z nominowanego przez PiS Ministerstwa Rolnictwa mają w planach wybicie prawie wszystkich dzików w Polsce. Bo wiadomo, że ASF przenosi nie rolnik-syfiarz, nie menda-myśliwy, który narąbany w trzy dupy ciągnie za sobą zwłoki, tylko dzika świnia w lesie, która jak wiadomo codziennie przebywa w chlewniach... :(
Przecież krótkie spodenki zakłada się przy plus 15... :)
Ręka pewnie została w rękawiczce, tylko piwko odpadło :)
Marecki - oj tak, słonko rządziło :) Kurde, dzięki, przecież ja nawet na PBS napisałem, że srokosz, skąd mi się ten gąsiorek wziął? Dzięki, zaraz poprawiam.
JPbike - oj był :) Dzięki, kotek jest ewidentnie chętny do współpracy w temacie portretowym :)
Eliza - ale by było super :) Dziękuję!
Huann - oj, nie kracz... Ale niestety możesz mieć rację :/ Tu oddamy biednemu kościołowi kawałek parku narodowego, tam zarobimy na milionerze kosztem przyrody, w całej Polsce wybijemy wszystkie dziki... Polska współczesna [rzyg];
@Trollking - ostatni przypadek zmniejszenia Świętokrzyskiego PN źle wróży na przyszłość :/ Za trochę możemy zobaczyć hotel typu Gołębiewski na wydmach w Słowińskim, albo miasteczko narciarskie na Kasprowym i nie tylko...
Dębina podlega pod miejskie, ale one i tak są pośrednio rządzone centralnie. Miasto ma swoje do powiedzenia, ale jeśli jakiś debil z centrali coś zarządzi, nie ma dyskusji :/ Bo, jak wiemy, las nie jest dla nas, już nie mówiąc o zwierzętach, tylko dla leśników.
Dobrze, że są jeszcze parki narodowe. Choć i tam zaczyna się chrzanić. Aktualna władza już tam swoich (czyli myśliwych) usadowiła.
Twrch Trwyth to po naszemu zapewne Chrum Chrum, ale zamiast Cioci Prosiaczka z Misia Uszatka mamy tu okaz pełną gębą - znaczy ryjem!
Smutne, że Dębina podlega pod LP - sądziłem, ze to Lasy Miejskie (podobnie jak "mój" las). Wtedy wygląda to naprawdę inaczej, niemal idealnie: ewentualne cięcia robione są pod kątem pielęgnacji (inna sprawa, czy zawsze dobrze trafione), a nie produkcji.
Do pełni szczęścia, oprócz rzecz jasna Kropy, żółwia i kogóż tam jeszcze zabrakło chyba tylko Dzikiego z Dębiny, zatem zapodaję krrrtką histrrrrię jego brrrtha:
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"