I w sumie, hmmm, było. Pod pewnym względem. Dzisiaj na termometrze nie zaszczyciło nas czterdzieści na plusie, a "zaledwie" jakieś trzydzieści trzy czy cztery. Normalnie komfort taki, że hoho. Oczywiście walczyłem ostro. O to, żeby przeżyć, a nie o średnią.
Wróciłem na zachodnie szlaki i ponownie wykonałem klasyka: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Zysk z tego taki, że tam przynajmniej nie ma wahadeł co osiem kilometrów, a minusem był absolutny brak cienia.
Kilka ptaków za to wpadło. Wysoko na niebie błotniak stawowy, jak na moje samica... ...zmęczony życiem myszołów na polu... ...obok którego spacerował bociek... ...a i wróbelki potrafią wyglądać kolorowo w zieleni, która wyjątkowo zdarzyła się w Trzcielinie. Klasyk dzisiaj upalny. Gdy w Gołuskach stanąłem na chwilę, żeby uwiecznić kotka... ...przypadkowo trafiłem na taki widoczek. Dobrze wiedzieć, że i pod Poznaniem można się poczuć jak gdzieś głęboko na Podkarpaciu czy innym Podlasiu :)
Jeszcze ważka z Dębiny, która ewidentnie też szukała ratunku przez słoneczną masakrą. Z choróbskiem powoli wygrywam, choć jeszcze trochę mnie trzyma, a biorąc pod uwagę, że w nocy było tropikalnie, przez co spałem łącznie może ze cztery godziny (mimo że zmogło mnie przed jedenastą), raczej nie sądzę, żebym miał siłę dzisiaj nadrabiać BS-a. Ale może chociaż spróbuję :)
Komentarze (6)
Marecki - dzięki i wzajemnie. Oby szybko Cię to gówno odpuściło. Niech już będzie zima, przynajmniej nie będziemy dziwnie chorować :)
Huann - ajajaj... Jedyny plus jest taki, że jak czytam macie faktycznie ogarniętą panią weterynarkę. Tobik, zdrówka! A ja też dziękuję za życzenia :)
Hipek - o kurczę, a ja jedynegowhistoriiistniejącegopapieżaboponimżadeninny wzrokowo nie odnotowałem robiąc fotę. Dzięki za zauważenie szczegółu w tym okołoboskim klimacie :) Patrząc na tę zagrodę, to plony bywają jedynie z zasiłków, bo KRUS chyba już tam nawet nie puka, odgórnie odpuszczając. Co do ujęcia drapieżników w locie: to skomplikowane. Zaczyna się od tego, że trzeba obiekt zauważyć. No bo kto normalny jadąc szosą patrzy co chwilę na niebo i pola, zamiast cisnąć? Potem, w zależności od tego, gdzie ów się znajduje (jak na niebie to luz, od razu nie zniknie, gorzej, gdy stacjonuje, trzeba udawać, że ma się go gdzieś i w "biegu" otwierać plecak - tak, plecak, jakie to nieszoszonowe - licząc, że nie odleci i dopiero się zatrzymać) działać. Na te, o które pytasz, czyli w locie, jest tylko jeden patent- nauczyć się swojego aparatu i wiedzieć, czy jest sens w ogóle klikać. Najczęściej robię jakieś dziesięć zdjęć, wychodzą (ujdą) może ze dwa, trzy. Bom amator. Są ludzie, którzy robią fotki idealne - ale po pierwsze innym sprzętem, po drugie potrafią dla nich siedzieć na jakiejś czatowni przez kilka godzin. Szacuneczek dla nich :)
O, cztery matkiboski i papieszpolak - to jest jakieś magiczne kombo? Daje +10 do plonów czy coś?
Jak się takie ptaszyska łapie w locie? Długo musisz sterczeć w jednym miejscu, żeby dziada uchwycić, czy to już jest tylko cyk, przystanek, cztery fotki w tym dwie przyzwoite i jadę dalej?
@Trollking - o, co myśmy przerobili z naszą panią weterynarz, to już epopeja ;) Jeszcze przed nadmorskim wyjazdrm brał antybiotyk, bo miał kolejno przeziębienie i zapalenie ucha. Do tego wieczne problemy żołądkowe, więc antybiotyk był ostatecznością. Ale jakoś mu pomogło. Niestety, teraz znów powtórka, ale antybiotyk odpada, bo mu zaszkodzi na wszystko inne. Poza tym to klasyczne zapalenie gardła od leżenia na zimnych płytkach w upał, albo wiatraka lub przeciągu...
Teoria z wyrównywaniem temperatury ma sens, zatem życzę 36.6 /15-20 ;)
Zaskoczę, bo pewnie będąc zdrowym bym tego upału nie wytrzymał. A tu nagle temperatura na zewnątrz niewiele niższa od tej w środku i... da się jakoś działać. Widocznie tak musiało być ;)
Kotka jeszcze nie oswoiłem. Jeszcze :)
Kurczę, Kropie pomogło na kaszel zmiksowanie: jeden dzień antybiotyk i steryd, potem sam antybiotyk, potem znów miks. Może warto zasugerować weterynarzowi? Zdrówka i wyspania Wam życzę!
Od samej myśli o pięciu dychach w słońcu można się pochorować, tak więc tym bardziej dla mnie nie do pojęcia wcielać taki zamiar w czyn będąc chorym. Ale może to taka metoda, że jak się jest chorym, to od pięciu dych w słońcu już się pochorować nie można? ;)
Kotek ma ciut szemraną grzywkę, ale na szczęście klasyczny koci wąs ;)
U nas z kolei już dobry tydzień pies przeziębiony (nawet brał zastrzyki), więc tutaj kto inny kaszle - ale ja tak samo niewyspany: wczoraj 4 godziny, dziś 5,5...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"