Rano obudziłem się lekko kaszlący, a mniej kichający. Ciężko powiedzieć, czy to dobra zmiana, ale żyję :)
Na rower dało się ruszyć, to najważniejsze. Temperatury u mnie brak, za to na dworze... aż żal pisać, więc wspomnę tylko, że o dziesiątej było już plus trzydzieści. Masakra.
Trasę wybrałem bardziej zacienioną, czyli południową, w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, gdzie nastąpiła nawrotka.
Prócz tego, że się smażyłem i smarkałem, nic ciekawego. Jakby wspomniane przed chwilą czynności były ciekawe... :)
Jakieś tam zdjęcia robiłem, ale... zapomniałem wziąć do pracy kartę pamięci :) Więc tylko poczęstuję dzisiaj tymi z telefonu.
Taaaaaką bestię widziałem: I taką: To chyba krzyżak, raczej nie tygrzyk, ale pewny nie jestem.
Rowerowe motywy to chwila nad Kanałem Mosińskim... ...oraz na Dębinie, w drodze do pracy. Znalazłem kolejne pole słoneczników. Jako że zwierzaków mało (choć doliczam uciekającą pszczółkę), to w zamian Kropa, której dzisiaj spacerem nie męczyłem, tylko chwilą kijkowania pod domem... ...oraz czapla z Dębiny z ostatnich dni.
Pewnie na niego trafię, gdy będzie siedział na moim anielskim egzemplarzu barszczu Sosnowskiego. Przekonam się o tym, gdy wpadnę im znienacka w objęcia :D
Współczuję spotkania, ale nie ma co się zrażać - mnie na tysiące spotkanych psów dwa ugryzły, z tym jeden tak, że do dziś mam bliznę. Powstrzymał go... inny. Więc po prostu nie trafiłeś na swojego tygrzyka-stróża :)
Tygrzyk (albo i nie tygrzyk) mnie kiedyś strasznie pokąsał w Beskidzie Niskim - było to 25 lat temu, a kilka śladów (w tym sporą gulę) mam do dzisiaj. Ale ugryzł mnie centralnie w miejsce, które parę dni wcześniej poparzyłem barszczem Sosnowskiego... ogólne brr.
Pszczółka wraz ze słonecznikiem (i tradycyjnie Kropą:) "robią" wpis!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"