Tym razem szosą i bez deszczu. Jednak po wczorajszym prysznicu dopadł mnie lekki katar. Oby na nim się skończyło.
Fotki symboliczne. Ale cieszą, bo młode kokoszki z Trzcielina dały się bliżej obejrzeć.
No i klasyczny klasyk.
Po powrocie jeszcze spacer po Dębinie...
...i wizyta u kota. Tak, TEGO kota (zdjęcie archiwalne):
Małe przypomnienie: w tamtym roku odeszła niestety teściowa, pozostawiając po sobie tę bestię. Oczywiście to wyrażenie jest wzięte w cudzysłów, zwierzak miał za sobą trzy ciężkie miesiące, podczas których przebywał głównie sam, a potem stracił swoją panią. I zdziczał. Mnie kojarzył z całym złem, bo na mnie z racji logistyki spadły głównie wizyty "dokarmiające". Miał prawo reagować tak, jak widać. W ciągu miesiąca musieliśmy zdać wynajmowane mieszkanie, z racji na psa wziąć sieroty nie mogliśmy i byliśmy w czarnej wiadomo co. I stał się cud - po ogłoszeniu na jednym z portali zgłosiła się dziewczyna z wielkim sercem, która zdecydowała się adoptować Micię. I kot wylądował w raju, o czym dzisiaj się przekonaliśmy, bo w końcu udało się zgrać na kawkę i ciacho.
Kotka stała się szczęśliwym pieszczochem i panią na włościach :) Nawet dała mi się pogłaskać, choć bez wielkiego entuzjazmu.
Jak dobrze, że są jeszcze na świecie tacy ludzie, którzy potrafią dać istocie w potrzebie drugie życie. Mega, mega szacun.
Przy okazji jeszcze kadr z Jeżyc...
...oraz nagrany wczoraj rower z Parkinsonem :) Aż żal, że mieszczuchy będą w Poznaniu tylko do końca roku.
Komentarze (8)
Słowo klucz: "sprawniejszych" :) W mieszczuchach takie pojęcie nie istnieje.
Kokuszunia faktycznie potrafi zauroczyć :)
Ty Mici nie widziałeś wcześniej. Ona teraz jest fit :)
Lapec - hehe, no tak, innej opcji nie było :) Dwie-trzy sekundy maks i gleba gwarantowana :) Kibicem Polski nie jestem, ale zawsze patrzę na nich z większą sympatią niż na Portugalczyków, Włochów czy Węgrów, więc... niech mają :) No pewnie, że milo. Jednak co miłośnicy zwierząt, to miłośnicy zwierząt. Jakoś tak... chce się z nimi utrzymywać kontakt i o nich pisać :)
Kolzwer - dzięki :) Oj tak, lepiej nie mogła trafić. Ma tam raj :) Ten rower mi też lekko rozwalił, choć bardziej błędnik :)
Ekstra foty ptasich maluchów! Kotka ewidentnie trafiła we właściwej ręce, po zdjęciach widać przemianę niczym u Kmicica :) Rower z Parkinsonem, albo z ADHD, krótko mowiąc - rozwala system :)))
A tak swojego czasu trąbili, że obowiązkowo przynajmniej jedna dłoń musi trzymać kierownicę - tu najwidoczniej nie muszą o tym przypominać :DDD
W kwestii rowerowej to kataru (a raczej Kataru), życzę ino w TV przy okazji (jak największej ilości) meczów Polaków :)
Kocia akcja super! Fajnie też że kontakt jest utrzymany :). Mici (a raczej MICI - kawał kota heh) 200-tu kocich lat. Do mnie też Pani z azylu z Tarnobrzegu piszę i prosi o fotki Pchły, a ostatnio nawet się odezwała dziewczyna co Majkę znalazła na węglu :). Miło :))
Huann - coś w tym jest :) Oj, cieszy, cieszy, bo czasy mamy faktycznie średnie... Kot zyskał drugie, chyba nawet lepsze życie, do tego został gwiazdą :) Raczej się nie zmienia, za to kierowca wydaje się godny zaufania :)
JPbike - no proszę, czyli choroba się rozprzestrzenia :) Przyznam, że dla mnie to - na szczęście - nowość.
Rower Parkinsona widziałem przedpremierowo, więc potwierdzam: choroby, nieszczęścia i bliźniacy chodzą (co najmniej) parami :)
Przemiana Bestii w (niemal) Hostię zdecydowanie najjaśniejszym punktem w ostatnio niestety dość (jak dla mnie) z różnych powodów mrocznych czasach. Takie wieści cieszą więc tym bardziej :)
Ciekawe, czy VW przed pracą zamienia się np. w czarną wołgę z przyciemnianymi szybami? ;D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"