Jechało się ciężko, więc - jak to ostatnio mam w zwyczaju - nie walczyłem. Bo kopania się z wietrznym koniem oduczyłem się już dawno temu.
W końcu coraz częściej widać żurawie, co cieszy. Dzisiaj wpadły na granicy Gołusek i Palędzia. W Trzcielinie nuuuuda, w Lisówkach słonecznie :) Do pracy rowerem. A na koniec wczorajsza nie-pełnia :)
I chyba też bogatsze, bo ja chodzę w bluzie w domu zimą nie ze względu na ekologię, ino na stan portfela :D. Tak, nauczy oszczędzenia energii (świeczki już mam w gotowości) z takich samych powodów co pisałem zdanie przed :D
Marshall też nie znosi upałów - trochę bardziej puchaty od Kropy jest :). Wychodzi, robi swoje i po pięciu-dziesięciu minutach jest nazot w domu na zimnych płytkach :). Spacery to wieczorem - da się :)).
Lapec - jak wiesz, nie można :) Bo trzeba psa wyprowadzić tak czy siak, na przykład :) Na tak zwanym zachodzie (na przykład w Holandii) normą jest, że nie grzeje się na maksa, tylko utrzymuje temperaturę w okolicach maks 20 stopni. Jak komuś zimno, to ubiera bluzę, a nie siedzi w koszulce. Ale to społeczeństwa dojrzałe ekologiczne, chorujące pewnie tak samo jak my :)
Lapec - ładne mi porównanie: pójście do kościoła z grubymi murami oraz chomika w domu, w którym nie da się wytrzymać mimo nawet tysiąca wiatraków :) Trzymajmy się tego, że taka ciężka zima będzie miała plusy: pandemia nauczyła ludzi mycia rąk (dopiero teraz!), może to nas nauczy oszczędzania energii. Oby!
SlaBo - przecież 18 stopni jest komfortowe, gdyż ani nikomu nie jest za gorąco, ani za zimno. Nie grozi udar oraz zamarznięcie. Nie przyjmuję argumentu :) Poza tym, Panowie, rower to nie wszystko. Trzeba jeszcze na przykład wyjść z psem. Tego się nie robi raz dziennie - cierpi pies, cierpi opiekun. Wyjdźmy poza ludzkie postrzeganie świata, wtedy stanie się ono bardziej obiektywne.
Bo prowokowałeś, Trollkingu, wyrażając nadzieje na temperatury nieprzekraczające 18 stopni. A tak to ja nie pozwalam! To gwarantuje zejście poniżej obiektywnego komfortu termicznego. Ja lubię, jak latem jest lato i cieszy mnie, gdy najwyższa temperatura dnia sięga tych 24 - 28 stopni. Ot gorąco, ale nie upalnie. Jak są upały powyżej 30, to niczym mama Lapeca, staram się je wyprzedzać i wtedy idę na rower przed upałami. Ewentualnie po. Bo młody to ja byłem dawno temu, to się już nie wróci. :P
Z tymi starszymi ludźmi pełna zgoda. Moja matka mega ciężko znosi upały. Dlatego do sklepu chodzi przed 08:00 rano, a w niedziele do kościoła na 07:00. Później siedzi w domu i nie marudzi :P. Trasę do i z pracy można pokonać klimatyzowanym środkiem transportu publicznego :). Rower można odstawić i po-chomikować w domciu :)). Opcję walki z upałami (jak widać) istnieją :))) Dobra, i tak dla równowagi przy obecnych (o przyszłych nawet nie chce myśleć) cenach gazu/węgla/prądu zimą ... zamarzniemy xD.
Co do wiatru, to pełna zgoda - duje aż za mocno ostatnio heh.
A wiesz, że między innymi też? Cała moja rodzina cierpi z powodu upałów. A ja jestem jej emanacją. Poza tym mam wielu znajomych nienawidzących temperatur 30+.
SlaBo - nie tyle nie pasują, ile należy mieć świadomość, że to często gnojki jakich mało wśród zwierząt. Nie wiem skąd Twoje podejrzenie, że pogoda czyta mojego BS-a, ale zupełnie nie czuję się winny :) Ja przynajmniej nie cieszę się na upały tak jak Ty (jeśli dobrze pamiętam), kompletnie nie myśląc o wielu osobach, na przykład starszych, dla których egzystencja w takich warunkach bywa ryzykowna dla życia.
Huann - a wiesz, że nigdy nie widziałem bociana nad Luboniem? Nawet one wiedzą, że to samo zło :) Popieram, z tym, że generalnie upałom mówię NIE!
Ale - hehe, no... prawie wszędzie. Ale nie zawsze :) Czaple widuję częściej, to fakt.
Pewnie są. Żurawie bywają wszędzie, przynajmniej w sezonie, potem tylko punktowo. Uwielbiam te ptaki, bo w przeciwieństwie do arcypolskich bocianów białych (nie mylić z czarnymi!) nigdy nie żrą swoich dzieci, nie wyrzucają ich z gniazda, nie zadziobują i raczej preferują dietę roślinną. Do tego część z nich pozostaje w Polsce, cudownie klangorując. Walkower na ich rzecz w przedbiegach :)
W sumie motyw z serem by mnie przekonał do zdobywania kosmosu. Żaden inny :)
Ciekawe, czy żurawie zapuszczają się do Puszczy Zielonka? W sumie miałyby najbliżej. Ostatnio był program o tym, że Księżyc to tak naprawdę zamaskowana baza obcych. Ja tam sądzę raczej, że to kosmiczny ser!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"