Było o tyle fajnie, że rano wszechobecna pochmurność dawała żyć. Uwielbiam latem brak słońca, szczególnie gdy towarzyszy mi zieleń, tak jak na poznańskim Sypniewie. Troszkę wcześniej, na Głuszynie, wpadło kilka okazów. A konkretnie: kruki, żurawie i bażant. W Borówcu kolejny przykład miłości Kościoła katolickiego dla braci mniejszych. Jak mniemam, chodzi o to, że psia kupa nie jest boża, nawet ta pozbierana. Co innego niż ta wykonana przez pana księdza. Przy okazji taki baner. Banał - przecież to polscy użytkownicy dróg są ekspertami od autostrad do nieba, szkoda tylko, że potrafią również zabrać tam tych, którzy wcale nie chcieli... Jeszcze F16-tka... ...oraz motyw z Dębiny, już słoneczny. Choć nieśmiały :)
Ale przecież fundacje o tym wiedzą. Schroniska też, jednak tam selekcja jest mniejsza, ze względu na obłożenie. Znam ludzi, którzy znają się na ludziach i dlatego właśnie wolą działać na własną rękę w temacie adopcji niż w instytucjach, które nie dają gwarancji wiarygodności, bo gmina gminie nierówna.
Nawet nie adoptując samemu, aż tak bardzo odizolowany od informacji nie jestem. A im mam koleżankę, kociarę, która ma i swoje kody i prowadzi preadpocje w ramach współpracy z jakąś fundacją, która też monitoruje. Ale nie wszyscy biorą psa ze schroniska. A i przy tych ze schronisk, z tego co wiem, zdarzają się wpadki z właścicielami. Jak komuś zależy na prezencie pod choinkę, to pewnie dobrze nakłamie. Począwszy od tego, że absolutnie to nie pod choinkę.
Nie mam czasu na wertowanie, ledwie ogarniam swoje wpisy :)
Gdybyś jednak CHCIAŁ MIEĆ ZWIERZAKA (tryb przypuszczający), to byś wiedział, że schroniska i fundacje mają swoje sito. Obowiązuje ankieta, potem wizyta przed, następnie po, do tego pewne zobowiązania, na przykład w temacie sterylizacji. Na szczęście ci z ludzi, którzy są dobrzy, wiedzą, iż reszcie nie należy ufać i zabezpieczyć zwierzaka, szczególnie najbardziej pożądanego, czyli rasowego. Niestety nie mają mocy kontroli owej reszty :/
I notabene właśnie potem jak tacy, co im za dużo pracy, wezmą psa, to ja potem zeskrobuję kupę z buta. Może trzeba zatem wymagać egzaminów i kontroli dla posiadaczy i kandydatów na posiadaczy psów czy innych biednych stworzeń. Skoro jesteśmy społeczeństwem, jakim jesteśmy.
Nie nadaję się do opieki nad zwierzętami. Za dużo pracy. Lepiej mi odwiedzić kogoś podobnego do Ciebie i w ten sposób za darmo i bez wysiłku wygłaskać cudzego psa lub kota. Tylko frajda, bez obowiązków. :P
Zaopiekuj się psem, przecież jesteś zapewne jednym z tych dobrych ludzi, masa fundacji ma tęskniących za ludzkim dotykiem podopiecznych, które właśnie na Ciebie czekają :) Więc nie, nie jestem radykałem, ludzie są potrzebni, na przykład do adopcji, skoro już wilka uczłowieczyli :)
Psie gówna nie są winą psów, mimo że je tworzą. Tylko ludzi. To naprawdę nie jest skomplikowane :)
Umówić się można, że nie będą wpuszczać na trawnik skośnookich. To ma taki sam sens.
Dzięki za sympatię (odwzajemniam!), ale mnie bardziej męczy ludzkie podejście do tego, że świat należy do nas.
"Widać" - od razu poczułem wyższość Twojego radykalizmu. Tak, jestem mendą, psa nie mam, mieć nie planuję. W zasadzie to mogę być nawet człowiekiem, bo i tak dla Ciebie najlepiej jakby ludzi nie było, a same psy. :P
I oczywiście przy Twoim podejściu nie mam nawet co mówić, że psy lubię, nie licząc tych, które mnie atakują, bo przecież lubić nie mogę, skoro nie lubię wchodzić w psie kupy na chodniku.
Przecież możesz na wsi dbać o psa dobrze, nikt nie broni. A co do zakazów. No ja tu akurat mam wspólnotę, nie spółdzielnię. Także mieszkańcy na coś się umówili. Taki los. Pewnie czasami musisz się też ugiąć na jakiś kompromis z żoną.
I nie zapominalscy mnie martwią. Ale jeden uzna, że ustalenia wspólnoty go nie dotyczą lub zakaz wejścia na plac zabaw i tam psem pójdzie defekować. A inny, że sprzątanie go nie dotyczy, bo psia kupa rzecz natury.
PS Wbrew pozorom piszę to z dość dużą sympatią. Po prostu trochę mnie ta skrajność męczy. :P
Aha, zapomniałem o sprzątaniu - jakoś nie mam z tym problemu. Noszę ze sobą zawsze kilka woreczków i częstuję "zapominalskich". No dobra, może prócz dresów, tu faktycznie nie ryzykuję, ale przecież to nie psy są winne, że mają ludzi debili obok siebie. Myślę, że ich weekendowe rzygi na trawnikach po grillu lub meczu stwarzają co najmniej porównywalne "zagrożenie" :)
Kolzwer - niestety, zgodnie z aktualną doktryną to drzewa są mordercami, nie ludzie olewający przepisy, więc alejek coraz mniej :( Na terenach kościelnych wciąż średniowiecze, nie ma się co dziwić :)
SlaBo - też na części osiedla mam taki zakaz. Oczywiście olewam, bo jest on niezgodny z przepisami - nie można zakazać zwierzakowi wydalać. Wszelkie tego typu wewnętrzne ustalenia spółdzielni mieszkaniowych można o trawę podetrzeć :) Widać, że nie masz psa, zachęcam do odkrycia tej niesamowitej międzygatunkowej relacji. Problemem nie jest to, gdzie się ma czworonoga, ale jak się nim zajmuje i ile poświęca się mu czasu. Myślę, że często te betonowe psiaki są bardziej szczęśliwe niż te latające po wsiach, sfrustrowane tym, że nikt nie poświęca im sekundy uwagi. Ja mam to szczęście, że kilkaset metrów od domu jest las, więc w ogóle nie wiem o co kaman.
Chyba mam zakaz wyprowadzania psów na zamkniętym terenie (z jednej strony, z jakimś placem zabaw) pod blokiem. Ja jestem jeszcze bardziej zacofany, bo nie uważam, by bloki wśród betonozy były dobrym mieszkaniem dla psów. I przez wzgląd na psy i przez wzgląd na to, że nigdy się nie upilnuje zabierania po pupilu jelitowych ładunków.
Aż chciało by się, żeby w ostatnie dni wszystkie drogi były zacienione taką zielenią. Nie sądziłem, że jeszcze stosuje się te zakazy wyprowadzania pupili, widać co najmniej zacofanie..
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"