Skoro wróciłem na stare śmieci, to stara fota. Ale wykonana ciut inaczej :) W Trzcielinie bagienko wciąż stoi. I bardzo dobrze. Tylko Trzcinki wciąż brak :( Jest jakiś jeden kotek, ale się chowa i widać tylko uszy. Czas na resztę zwierzaków. Sarny, jak zwykle. Żurawie, jak często, ale tym razem bardzo daleko. Był sobie jeszcze szpak. I pliszka, za którą nieźle się nalatałem. Ale mam :) Dystans zawiera dojazd do pracy.
Dzięki :) Szpaki faktycznie rządzą, ale pliszka była jedna. Każdy rasowy szoszon by mnie wyśmiał, gdy mając akurat wyjątkowo wiatr w plecy dałem po hamulcach na widok biało-czarnej petardy, po czym spędziłem kilka minut czekając, aż wróci na swoje miejsce :) Starzeję się.
Kolejny wysyp przyrodniczy. Szpaki przyleciały już na dobre i zawładnęły drzewami. Pliszki siwej jeszcze w tym roku nie miałem okazji spotkać, więc gratki za spotkanie. Kotek nieźle zakamuflowany :)
Pytałem... Pani, który zawsze mnie pozdrawia i widziała kilka razy, że kot na mój widok leciał po głaski jak na dopalaczach, też jej nie widziała... Zresztą to samo z Czarnką. Nie ma ich :/ Ale fakt faktem, że bywały długie miesiące bez kotów, a potem nagle wracały. Tego się trzymam :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"