No. Wiatr w końcu trochę (i pewnie tylko na trochę) wyluzował. Dało się dzisiaj jechać, a nie walczyć o każdy metr. Oczywiście do ideału wiele brakowało, ale najważniejsze, że było lepiej.
Obrodziło w gazeciarzy i im pokrewnych. Najpierw, co mi się nigdy nie zdarza w Poznaniu, a już na zadupiach co jakiś czas, w Kamionkach prawie staranował mnie morderca w autobusie linii (chyba) 512, którą obsługuje jakaś firemka-widmo. To samo mi się przydarzyło w przypadku debila w ciężarówce na wysokości Gądek. Ale i tak wygrała pani, która wjechała mi pod koła z biedronkowego parkingu. Ale ta przynajmniej potrafiła się zachować - zatrzymując i przepraszając, twierdząc, że mnie nie widziała. Nic dziwnego jeśli patrzy się tylko w lewo :) Ale wybaczyłem.
Fotki. Trafiły się żurawie po domowemu, ale szybko odleciały. W Szczodrzykowie... ...klasyka ostatnich dni - gęgawy... ...łyski... ...i jeden perkoz. Jeszcze Dębina... ...i na koniec kolejny przykład polskiej myśli technicznej w temacie śmieszek. Przecież wiadomo, że do ruchu włączać się najlepiej pod kątem 90 stopni, do tego po kostce. To DDR-ka w Szczodrzykowie. Dystans zawiera dojazd do pracy.
Komentarze (9)
I to nawet nieświadomie, bo ja tam mam na liczniku 30-40 km/h :)
Niby zaostrzenie taryfikatora mandatów i poprawa bezpieczeństwa na drogach, ale na gazeciarzy psychopatów nie ma rady. Do rowerowych sportów ekstremalnych, obok grawitacyjnych dyscyplin czy jakichś totalnych ultra maratonów należy dołożyć spokojną jazdę po drogach wsi i miast w PL
Ciesz się, że w ogóle masz wjazd na jezdnię, bo wiele śmieszek w Polsce kończy się znakiem, choć od ulicy dzieli ją np. pas zieleni albo wielki krawężnik :D
Gazeciarze to zło, którego w PL niestety nie da się zlikwidować, bo większość polskich kierujących nie powinna nawet myśleć o wsiadaniu za kierownicę, właśnie z braku myślenia. A ptaszorki piękne.
Ładna pogoda i na drogach coraz więcej brawury, dzisiaj na centymetry wyprzedził mnie dostawczak, oczywiście na trzeciego i na zakręcie. Sam też o mały włos nie rozjechałem beztrosko wchodzącego na śmieszkę smartfonowego młodzieńca. Świetna seria ujeć, dla mnie foto nr 1 to gęgawy ;) Na ostatnim zdjęciu przynajmniej pomyśleli o zjeździe, bo niestety wiele śmieszek nadal kończy się fatalnie z koniecznością skakania z wysokiego krawężnika, albo jazdy po trawie...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"