Dzisiaj przedpracowa klasyka - czyli człowiek niewyspany, nienajedzony, ale kręcić musi.
Trasa wschodnia, bo znów zaczęło stamtąd wiać. I niestety na polach wciąż upierdliwie. Z Dębca przez Las Dębiński. Starołękę, Minikowo, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Gądki, Robakowo, Dachowę, Szczodrzykowo, Śródkę, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Minikowo, Starołękę i Dębinę do domu.
Trzy razy bym zginął, raz przez nieustąpienie pierwszeństwa, dwa razy na... rondzie, w sumie z tego samego powodu. Dzień jak co dzień. Polacy za kółkiem są groźniejsi niż rosyjskie wojska.
Było szaro i ponuro, więc z fotkami średnio. Za to złapałem zająca. Ale na szczęście takiego prawdziwego, który na chwilę wynurzył się z pola i szybko odkicał w nieznane ;) Reszta fotek ze Szczodrzykowa. Samotna łyska... ,,,oraz śmieszki. Jedna strasznie rozgadana... ...a druga bawiąca się w linoskoczka :) Dojazd do pracy roweren. Na tym odcinku chciano mnie zabić tylko raz, więc można napisać, że było wyjątkowo spokojnie.
Lapec - no tak, nic tak nie motywuje do patrzenia dookoła siebie jak konieczność płacenia za czyszczenie krwi z maski z własnych pieniędzy :) Hehe, na to nie wpadłem, ale śmieszka (ptak, nie droga) faktycznie wygląda jakby trenowała :)
Kolzwer - dzięki :) Niestety, zaczynają się najgorsze miesiące dla całorocznych rowerzystów - trzeba uważać na dosłownie wszystko. Niedługo sezonowcy zaczną atakować z powietrza...
Marecki - też nie widziałem. Do tego dnia. Ale - jak już wiesz - chyba one też zaczęły sezon :)
Szary dzień u Ciebie, ale zwierzaki na fotach to wynagradzają, u mnie przez większość dnia było słońce, szkoda, że siedziałem na 12-ce w pracy. Podczas dojazdu też o mały włos uniknąłem potrącenia i jeszcze czołówki ze smartfonowym rowerzystą, ale to już chyba standard coraz cieplejszych dni...
No niestety, mnie też ostatnio "przygazeciło" => trzeba doczekać tam do maja. Między listopadem a kwietniem puszki zapominają że rowerzyści istnieją pfff...
Linoskoczek czeka zapewne aż jakieś auto pod nim zaparkuje :D. Pozycja wyjściowa już przygotowana :DD
Eliza - przeczytałem ten wpis. Dodam, że mój znajomy, który hobbistycznie dorabia sobie dowożąc żarcie, też dziś ledwo uniknął śmierci. Zdecydowanie za dużo tego jak na jeden dzień :/
Huann - taka to nasza "cudowna" słowiańska mentalność. Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, jedna wielka masakra - strach się bać, czymkolwiek się jedzie. A przecież przepisy są takie proste do ogarnięcia...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"