Na wschodzie (tym europejskim) coraz "ciekawiej". Putin wymyślił (według przecieków) prowokację - rosyjskie samoloty wleciały na chwilę z terytorium Białorusi na Ukrainę, zbombardowały jakieś obiekty i wróciły. Cel: pretekst do rewanżu, czyli wzięcie udziału w wojnie wojsk kolejnej mendy, czyli Łukaszenki. To jest szyte tak grubymi nićmi, że nawet białoruskie organizacje pozarządowe szkolą poborowych (a ostatnie kilka dni to ostra mobilizacja rezerw), że najlepiej w ich sytuacji jest się pokojowo poddać Ukraińcom. Jest to jakieś wyjście.
Ja też byłem dzisiaj na wschodzie. Ale tym bliskim, pod Poznaniem. Stamtąd bowiem wciąż wieje, ciągle paskudnie i przejmująco zimno, dlatego ponownie wybrałem sobie do jazdy Czarnucha.
Trasa krojona na żywo: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Skrzynki - Kórnik, tam nawrotka do Borówca, następnie Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom. A potem do pracy.
Ten Kórnik wymyśliłem w ostatniej chwili. I nie żałuję. Odwiedziłem tam kilka ulubionych miejsc. Zamek... ...rynek... ...promenadę... ...kórnickie rzeźby... ...Wisławę Szymborską i kotka... ...hotel dla owadów... ...oraz same Jezioro Kórnickie. Niestety musiałem dwukrotnie zaliczyć Zemstę Adolfa. Jej, cholera, nic nie ruszy :/ Ze zwierzakami skromnie. Jedynie daleko, daleko sarenki... ...oraz samotny myszołów. Za to zaatakował mnie... Bączek :) A w sumie to mały głód mnie skierował w jego wnętrze. Gdyby nie to, że zmarzłem solidnie i że sytuacja na świecie ogólnie jest średnia, byłoby spoko. A tak? Przynajmniej na fotach przywiozłem trochę słońca :)
Komentarze (13)
No tak, koty oczywiście rządzą. A pani Wisława z tego co wiem nie miała nic przeciw temu :)
Cholera, za głośno pisałem o tych remontach widocznie :)
Roadrunner - dzięki :) Ale było już to miejsce, w ostatnią urodzinową stówę je opisywałem :)
Marecki - mała miejscówka, a arcyciekawa, polecam. Zakładaj ten hotel, super makra będą :)
Kamil - ja tam uwielbiałem takie motywy od dziecka. I wyrosło ze mnie to, co wyrosło :) Nie jesteś pierwszą i ostatnią ofiarą tego cholernego słownika :)
Ależ ciekawie ująłeś te instalacje w Kórniku - tego co wisi kolanami do góry to nie widziałem, do tego wcześniej nie zwróciłem uwagi na fałszywie pozłacane szczęki...
Pogoda tylko z pozoru idealna przez to lodowate powietrze. W Kórniku kilka pewien dłuższy czas temu na kilka dni była moja siostra, więc na sporej ilości zdjęć miałem okazję podejrzeć jak to tam wygląda :)
Huann - fajna trasa. Prócz Śremu :) No niestety, czasem młodociani mają więcej rozsądku niż dorośli. A w sumie to chyba najczęściej mają... Czytałem o tym patencie, ma tylko jeden mankament: w dniu wygonieniu wojsk Putina nad Polskę nadlatuje na 99% atomówka :/
Bitels - Kórnik coraz piękniejszy. Wiem, że lubisz to miejsce :) Oby te przewidywania okazały się błędne... Miejmy nadzieję, że ujawnianie przez wywiad USA zamiarów powstrzyma Putina od takich kroków. Choć z tą mendą nic nie wiadomo.
Kórnik piękne miasto. No i promenada w końcu widać na zdjęciach też piękna. Co do sytuacji na Ukrainie to spodziewany jest atak chemiczny, zanim w ciągu najbliższych siedemdziesięciu paru godzin ruszy szturm na Kijów. Jeśli te przewidywania się spełnia, to na Ukrainie będzie masakra, a Unia I NATO będą musiały podjąć radykalne kroki, żeby nie stracić wiarygodności. Ogólnie coraz mniej ciekawie się robi.
Kórnik miałem przyjemność oglądać piękną złotą polską jesienią w październiku 2010 roku. Bezrowerowo niestety. A wcześniej tylko bez zwiedzania - tranzytowym rowerowym przejazdem z Łodzi nad morze via... Dolny Śląsk ;) Kornik był wówczas na trasie ze Śremu (tak, wiem...;) do Kostrzyna, Pobiedzisk - i dalej Wągrowca.
"Na wschodzie bez zmian", zaś dziś widziałem fantastyczny (w sensie sci-fi) pomysł zakończenia wojny: Ukraina wypowiada wojnę... Polsce, następnie od razu się poddaje - i wojska polskie w ramach NATO wkraczają na Ukrainę wyzwalając ją od ruskich i wspólnie przywracając pokój. Podobno wymyśliły to jakieś dzieci podczas zabawy - a to niestety świadczy, że dzieci znów się bawią, jak kiedyś - w wojnę :(
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"