Jechało się przyzwoicie, ale walczyć nie chciałem. W sumie mocniej depnąłem dopiero, gdy mogłem podłączyć się na chwilę przed Dopiewem pod ciągnik. I okazało się, że nie jestem tam sam, bo już "kołował" za nim inny szoszon. Z nim sympatycznie pokręciłem sobie do Gołusek, gdzie każdy udał się w swoją stronę. Aha, sam zagaił, że ciągle wieje w pysk, ja nie poruszałem pierwszy tematu! :)
Zadziwiająco słonecznie było jak na koniec października. Ptactwo jeszcze średnio się pokazuje. Wpadł tylko jeden niewyraźny myszołów, z bardzo daleka, Od kilku dno coś mi pływało pod nogami podczas jazdy. Dzisiaj już konkretnie, więc zacząłem się tym interesować - no i proszę, korba miała takie luzy, że można by zorganizować małą huśtawkę. Przed pracą zawitałem więc do niezawodnego serwisu Mroza, żeby sprawdzili czy wystarczy dokręcić, czy do wymiany cały suport. Oczywiście okazało się, że to ta druga opcja. Plus jest taki, że w końcu da się pewne rzeczy załatwić od ręki, więc odebrałem rower tego samego dnia. Podobno wkład był tak zmasakrowany, że wzbudził uznanie nawet doświadczonego serwisanta. Kolejny nieplanowany wydatek tego roku za mną :/ Na koniec kadry z Dębiny z ostatnich dni. Pojawiły się w końcu kosy, co cieszy mnie bardzo, bo to towarzyskie ptaszki. Kropa jak zwykle w swoim żywiole... ...a generalnie już bardziej kolorowo w tym roku nie będzie.
Komentarze (14)
Wniosek jest jeden - dla depczących nie ma rzeczy niezniszczalnych :)
Przez większość serwisantów ten typ suportu jest uznawany za prawie niezniszczalny, ale to chyba tylko w przypadku typowego Kowalskiego. Ja swój już musiałem serwisować, dystansów takich nie robię, ale lubię depnąc i pewnie swój udział miały w tym przewożone często ładunki.
Lapec - o proszę, fajno, zapewne uda się zgrać :) Rowerowo wpadacie czy spacerowo bardziej? Taaaa, tereny wodne i mrozik "uwielbiam" w połączeniu :)
Marecki - dzięki :) Z suportem wyszło w praniu, że mała korekta była potrzebna, bo podkładka wymusiła... wymianę linki. Ale to też dziś od ręki, już po kosztach.
Będzie kolorowo :). Masz to załatwić, bo wpadamy w sobotę ze Szpilbergiem na Wichrowe na trzy dni coś pokręcić :). Szachty czy Dębina oczywiście obowiązkowa :)
Zimne nóżki (czy tam stópki)? Polecam katowickie Trzy Stawy o poranku :)))
Jak się używa, to się zużywa. Dobrze, że się nie rozleciało nagle podczas mocniejszego depnięcia, bo to grozi nieprzyjemnościami - i to nieprzyjemnie nieprzyjemnymi!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"