Dzisiaj - mimo że przed południem nie padało - wyjechałem ponownie Czarnuchem. Jednak te kilka kilogramów więcej pod obywatelem dawało mniejszą szansę na to, że odlecę :) W sumie był to dobry pomysł, bo średnia byłaby porównywalnie słaba, a mniej się wkurzałem.
Były momenty, gdy na polach wyciągałem 15 km/h. I to przy mocnym stąpnięciu na pedały :) Jednak trzeba przyznać, że był i moment po nawrotce, gdy na prawie płaskim wyciągnąłem ponad 55 km/h, co w przypadku roweru MTB już coś znaczy.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. W Lisówkach na chwilę zrobiło się nawet słonecznie. A ulubiona droga jeszcze trzyma klimat zieleni. Znów spotkałem kruka. Ale mi zwiał. Na samym starcie zostałem zablokowany przez aspirantów straży. Oj, poleciałyby mandaciki... :) Potem jeszcze dojazd do pracy z zahaczeniem o Dębinę. Tam też wiało :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"