Czarnowidztwo :)
Wyjazd w okolicach 8:30, w pełnym słońcu i idealnej temperaturze 17 stopni. To rozleniwiło mnie na tyle, że od samego początku postanowiłem olać średnią i po prostu jechać tempem emeryckim. Udało się.
Trasa ponownie zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Było o tak:

Rzadko dopada mnie głód poranny na trasie, ale dziś to był właśnie jego dzień. Zatrzymałem się więc na sznekę. Motywacją dodatkową do tej decyzji był jeszcze wlekący się traktowa, którego za cholerę nie było jak wyprzedzić :)

Żurawie dzisiaj tylko dwa, w tym jeden młodziak. To znaczy trzy, ale jeden się schował w zbożu.


W Komornikach zaciekawiła mnie intrygująca elewacja na jednym z przedszkoli. Taka... czarna :) Fajnie. Czekam tylko na tych, którzy zaczną protestować, że to jakaś antypolska ideologia czarności, czy czegoś tam. Są kwiatki i ptaszki, więc ekologizm też się podepnie :) A potem to już z górki - wprowadzi się jakiś stanik wyjątkowy i pozamyka.


Gdy podjeżdżałem pod dom, dostałem info, że mam przesyłkę w paczkomacie, więc zajechałem. A zamówiłem rzecz wydawałoby się banalną, czyli kabalek. Jednak w przypadku zegarka Polar to niestety nie jest taki banał - złącze jest specyficzne, a gdy zobaczyłem koszt oryginału (prawie 80 złotych), czym prędzej uruchomiłem wujka Allegro i udało się dostać zamiennik, połowę tańszy. Działa. I bardzo dobrze, bo przez ostatnie dwa dni musiałem wrócić do Stravy w telefonie - tragedia. Z ciekawości włączyłem sobie głosowe informacje o autopauzie, lekko się obawiając, że zakłócą mi one słuchanie muzyki, audiobooków czy TOK FM. "Na szczęście" niepotrzebnie się martwiłem - autopauza nie zadziałała ani razu, mimo że w takim Luboniu stałem na światłach kilka razy po parę minut. Tym samym minus gównianej apki stał się w sumie jej plusem :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.








