Były obawy, że dzisiaj w ogóle nie pokręcę. Prognozy nie napawały optymizmem, krople obijające parapet nad ranem również. Mimo wszystko udało się jednak dzisiaj pokręcić.
Oczywiście z okazji warunków znów na drogi wyjechał Czarnuch. Początkowo w deszczu, który na szczęście potem ustał. Jednak basen w butach pozostał ze mną do końca :) Typowa popadaka.
Absolutnie nic ciekawego po drodze się nie wydarzyło. Co jest samo w sobie ciekawostką :)
Było szaro i brzydko, takie więc foty. Tylko z Lusowa. Jedyny zauważony plus to woda, która ponownie znalazła się w strumyku prowadzącym do Jeziora Lusowskiego. Motyw zwierzakowy (prócz tych smętnych kaczek powyżej) to czapla ćwicząca seppuku na Dębinie :) Do pracy nie pojechałem rowerem - znów padało :/
Oj faktycznie - czuję się (ledwo) żywy po przebyciu ostatnio piechotką przez 4 dni ok.140 km-ów. Ale od dwóch dni czilałt z M. i psem, czyli psacery w rozsądnej dawce ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"