No. W końcu mogłem znów wsiąść na szosę. Deszcze póki co odeszły, dwa dni jazdy na czołgu były fajne, ale jednak mój żywioł to cienkie kółka i asfalt, więc oczywiście dylematu z wyborem pojazdu nie miałem.
O dziwo warunki były, nie bójmy się tego powiedzieć (nawet ja to zrobię!), niemal idealne. Temperatura 20 stopni maks, nieupierdliwy wiatr (chyba z północy) oraz niebieskie niebo. Czy nie może być tak codziennie?
Trasa zachodnia, choć lekko kombinowana: najpierw na chwilę na Debinę, potem przez Świerczewo do Plewisk, następnie zaliczyłem serwisówki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska, docierając w ten sposób do Poznania.
Wspomniana Dębina nie była przypadkowa, a zaliczona z pewnym zamiarem - od jakiegoś czasu nie widziałem bowiem lochy z młodymi (tylko samotnego samca). Zacząłem już się martwić, czy coś im się nie stało, a jak wiadomo najbardziej podejrzane są w tym przypadku Lasy Państwowe i ich przyjaciele-gnoje, czyli myśliwi. Na szczęście okazało się, że po prostu dzicza rodzinka zmieniła grafik i obecnie wychodzi szukać żarcia w innych godzinach :) Udało się zrobić zdjęcia telefonem, uspokoić spanikowaną parkę z psem, która po raz pierwszy trafiła na dzikie świnki, pomóc jej piękniejszej połowie przejść obok nich (sama poprosiła), cyknąć motywy pod światło, takie tam :) Jednym słowem - 800 metrów od domu miałem już temat do wpisu i mogłem wracać, ale oczywiście tego nie zrobiłem. Z innych motywów: będąc w Fiałkowie zajechałem do Koprasa, bo wystawił sporo eksponatów na zewnątrz. Jest co podziwiać. A wszystkiego pilnuje strażnik historii :) Generalnie dobrze się jechało. Niestety potem trzeba było do pracy :(
Nie wiem czy ma, ale jedno jest pewne - jakie te stare auta były z klasą, a nawet duszą. Nie to co teraz, brzydkie puchy przeładowane elektroniką :)
Pewnie da się tam umówić na wizytę w muzeum. Ja kiedyś wlazłem pod plandekę w jakąś niedzielę, choć chyba nie do końca legalnie, ale nie było o to kogo zapytać :)
A czy właściciel ma w kolekcji mój faworyt - Forda F1?, zresztą kupiłbym takiego gdybym miał więcej czasu na dodatkową pasję, póki co na półce stoi model w skali 1:25 :)
DaruS - czyli debilka i debile... Przynajmniej ta pierwsza chciała pewnie dobrze :/
JPbike - to fakt, rządzi. Zresztą większość wozów tam to robi ;)
Roadrunner - to chyba Transit MK1, ale pewien nie jestem :) Dziki raczej sobie na to nie pozwolą, na ich szczęście :) Witam w klubie zaszoszonowanych! :)
Takiego Forda z ostatniego zdj chcial bym mieć. Jaki to model. Czekam kiedy ludzie będą z dzikami na smyczy chodzic jak z psami hehehh. Co do roweru to szosa to mój żywioł, lubie w terenie jeździć ale szosa to szosa. Obecnie to wolal bym sie mniej męczyć na szosie niż na tym mtb co mam ze sobą
Tak w Toruniu jak były dziki na blokowisku (ponoć 60 sztuk) to kobita schabowe z okna im rzucała. Pomijając fakt ludzkiego jedzenia, to taki ''świński'' kanibalizm... oczywiście rozwiązali ''problem'' po swojemu czyli odstrzałem.
DaruS - one się nie musiały zadomawiać, bo las to ich teren :) Ludzie muszą się nauczyć, jak z nimi żyć, co staram się uświadamiać jak tylko mogę. Debili je dokarmiających człowieczym żarciem niestety nie brakuje :/ To w sumie nie do końca muzeum, ale stacja kontroli pojazdów z przesłaniem :)
Huann - dokładnie! :)
Kuba - tak z dzikami, jak i miejscówkami :)
Marecki - pewnie dlatego, że stały się atrakcją, się pochowały i zmieniły grafik. To mega mądre zwierzaki, wiedzą co robią. A matka jest geniuszką, uczy młodzież wszystkiego, co sama potrafi. A co do średniej - to jest (powinna być) normalna wartość szosą, ale ostatnio ciężko ją osiągnąć. Jak nie miejskie klimaty, to upierdliwiec wiatr z każdej strony. Dzisiaj w końcu nie musiałem na niego narzekać i było ok :)
Dziczki widzę zadomowiły się na dobre, ale skoro nie są agresywne to nawet miły element spaceru. W muzeum bym się odnalazł, lubię takie moto rupiecie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"