Nikt nie mówił, że rowerzysta będzie miał lekko. No i dość często nie ma. Dzisiaj mnie na trasie zlało, potem wysuszyło, a potem zlało. Na szczęście niespecjalnie mocno, do tego latem, więc specjalnie marudzić nie zamierzam.
Wyjazd przed dziewiątą, na zachodnie rubieże i niemal standardową trasę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.
Nie cisnąłem, jak zwykle. Ziewałem. Też jak zwykle :)
Najfajniejszym momentem dnia było spotkanie koziołka sarny, całkiem dorodnego zresztą, pasącego się blisko drogi między Trzcielinem a Dopiewem. Nauczony doświadczeniem, najpierw przejechałem obok niego jak gdyby nigdy nic, patrząc nawet w oczy, udając, że nic a nic mnie nie obchodzi, by po kilkudziesięciu metrach zatrzymać się za drzewem i cyknąć na szybko fotę. Oczywiście wyczuł mnie po sekundzie i na ostrzejsze ujęcie czasu nie miałem, ale przynajmniej coś wyszło. Mądry zwierzak wie, że z człowiekiem trzeba uważać, bo pewnie mendy myśliwskie już kogoś z jego rodziny skasowały... Eh, aż się nie mieści w głowie jak można być takim zwyrolem, żeby czerpać radość z mordowania tak pięknych istot. Jeszcze za Dopiewcem przyuważyłem jednego, jednak bardzo daleko, zajętego nadzorem nad autostradą :) A poza tym Lisówki nie zawiodły. Mrocznym klimatem balotowym... ...jak i kolejną dzierzbą gąsiorek do kolekcji. Można się pobawić w jej szukanie na fotce. A tu już bardziej w detalach :) Dystans zawiera dojazd do pracy, starym crossem, bo tylko on aktualnie się do tego nadaje.
Lapec, spośród siebie, jak mniemam ;) Poprę i dopłacę ;)
Oho, znów Vlad Bandito będzie nadziewać :D
Ja wczoraj dokonałam zamoczenia na jakieś 15-20%, kiedy rower zatrzymał się na środku "jeziora" ;], zamoczenie za pół łydki :D Pół godziny ulewy w czasie burzy i moja trasa znów zmieniła się z Krainę Wielkich Jezior.
Fajny koziołek :). Mam w domu też taki róg (no trochę mniejszy) ale znalazłem go normalnie - w lesie przy drzewie, na grzybach ;]. A co do myśliwych, to czekam aż pójdą po rozum do głowy i zaczną co roku najsłabszego odstrzeliwać :DDD.
Ja na moim przednim przejechałem 34 tys. km i właśnie zauważyłem, że obszar ścieralny jest wklęsły. Za długo zwlekam :D Byłem w Rybczyńskim w weekend pierwszy raz i oglądałem asortyment. Są vis-a-vis Term Maltańskich.
Pewnie tak zrobię, ale w sumie myślę nad nowymi kołami, bo te już mają ponad dwa lata, a to już jak na moje dystanse sporo. Czasem lepiej wydać raz na jakiś czas kasę i mieć spokój niż co jakiś czas latać do serwisu... Jeszcze analizuję temat, bo mam sporo innych niezbędnych wydatków. Między innymi.. koła :) W mtb.
Może zamów jakiś zapas szprych, jeśli z ich dostępnością jest taki kłopot, a masz takie niestandardowe. Aczkolwiek w Rybczyńskim na Malcie mają koła z płaskimi szprychami, więc może znalazłby się tam jakiś zapas.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"