No. Dzisiaj mogę w końcu napisać, że pogodowo było ok. Również w temacie wiatru. Po porostu był, ale lekki, do tego specjalnie nie przeszkadzał. I za to mu wyjątkowo brawa :)
Wyjazd wcześniej niż wstępnie planowałem, ale pies sobie zażyczył wyjść w celu załatwienia pilnej potrzeby w nietypowej dla siebie godzinie, więc nie było już sensu się kłaść.
Trasa to po prostu w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo. Tam nastąpiła nawrotka.
To akurat było zgodne z planem, bo postanowiłem zawitać w okolice stawu w Szczodrzykowie, który jest prawdziwą kopalnią ptactwa wodnego. Nie zawiodłem się. Szkoda tylko, że moczykijów było od cholery, przez co skrzydlate przeniosły się na drugą, bardzo odległą stronę. Coś tam się jednak uchwycić dało. Przede wszystkim młode kokoszki, niegdyś nazywane... kurkami wodnymi :) Poza tym ujął mnie jeden z perkozów, który upolował rybę po to, żeby przekazać ją młodemu. Były również łyski. Stare i młode. Po drugiej stronie drogi chowała się w trawie czapla biała. Oczywiście nie mogło zabraknąć śmieszek. I to wszystko w jednym, wybitnie rolniczym miejscu. Przydałoby się takie pod domem, choć akurat w tym temacie, tylko bardziej leśnym, nie mam na co narzekać :)
Komentarze (16)
Kolzwer - czyli wiemy gdzie szukać :)
Marecki - dziękuję :) Czaplę robiłem na maksymalnym zoomie, więc nie zdążyła się przestraszyć.
Kolzwer - dzięki :) Tak, miejsce jest w tygodniu spokojne, co najlepsze - paskudnie brzydkie samo w sobie. Gdzieś przy drodze, na tyłach wielkiego zakładu rolniczego... A tu proszę, ptactwo je uwielbia.
Tom, można się samemu zgubić i zapaść w tych widokach. Najlepiej, rzecz jasna, poza sezonem. Połoniny zawsze są oblegane ( Caryńska i Wetlińska ), Wielka i Mała Rawka, Tarnica, ale głównie od Wołosatego ( ja zawsze idę z Mucznego przez Bukowe Berdo ). Ostatnio godzinami nikogo nie spotykaliśmy. W tamtym roku zrobiłam trasę przy trójstyku granic ok. 30km i spotkałam na szlaku może 15 osób. Bieszczady wyciszają, uspokajają. Kiedy wysiadam w Mucznem czuję spokój. Poczucie, że jestem w tym miejscu, w którym powinnam być.
Pojedźcie koniecznie i bierz ze sobą wszystkie aparaty :)
Evita - Bieszczady to jedyny rejon Polski (poza okolicami Elbląga), gdzie jeszcze nie byłem. Oczywiście do nadrobienia :) Szkoda tylko, że się spóźniłem o wiele lat, żeby to zrobić. Kiedyś dzikość tamtejsza była mityczna, teraz niestety jest podobno jak wszędzie, czyli niefajnie dzięki rodakom w swej masie.
Lapec - mnie też żrą, mam Dębinę pod pyskiem, ale jakoś żyję, więc też byś wytrzymał :) Śmieszka faktycznie dość długo tam siedziała, kto wie? :)
Jak bym miał takie jeziorko przy chacie, to pewno by mnie już z Wami nie było xD. Zostałbym wyssany przez te bzyczące dziadostwo :D. Sama Ślepiotka mi już mega "po żyłach" daje :D
Ostatnia Śmieszka wygląda jakby z prądu dostała :D
Evita - powiem szczerze, że też mi brakuje :) Ciągle pędzę, a nawet jak mam wolne to nadrabiam miliardy spraw. Te kilkanaście minut słuchania i zerkania na ptaki dobrze mi zresetowało łepetynę. Kurde, zazdroszczę Ci, że będziesz... prawie u mnie. Ja mam wakacje zawalone, najwcześniej pojawię się w Sudetach pewnie we wrześniu.
Meteor - niestety ostatnio każdy kawałek zalesionego lub zawodnionego terenu jest pełne ludzkiego robactwa. Irytuje ono bardziej niż to prawdziwe :) A już patrzenie na bezmyślne często twarzy moczykijów, którzy mają dookoła piękny, żywy świat, jednak wolą gapić się w linkę, która ma służyć docelowo eksterminacji, wprost męczy psychicznie.
Ja miałem bliskie spotkanie z perkozią rodzinką, gdy wyłaziłem z namiotu, bo były na bajorku obok... ale tak spylały, że nawet nie mogłem się dobrze przyjrzeć, a co dopiero strzelić fotki, więc nawet nie mam pewności, że perkozy.
Fajnie poobserwować zwierzeły :) Ja ostatnio wszędzie pędzę i nigdzie na dłużej nie mogę nacieszyć się przyrodą. Brakuje mi takiego długiego zanurzenia i obserwowania różnych gatunków, jak u Ciebie. To mega odpręża i otwiera głowę. W drugiej połowie lipca chyba wskoczę na kilka dni w Twoje rodzinne strony ( Świeradów ), więc może choć na chwilę bez dzika Floresa uda się posiedzieć w ciszy :D
A ja za niedługi czas zawitam do prawdziwego ptasiego raju u ujścia Wisły. I pewnie zaobserwuję najwyżej połowę tego, co Ty w takim, skądinąd sympatycznym, acz niewielkim Szczodrzykowie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"