Dzisiaj wyszło słońce i o dziwo nie zostało to zaproponowane w pakiecie z ukropem. Miło.
Oczywiście musiał być minus. Jaki? No jaki? Ano wiatr :) Dodam, że gdy na odcinku między Dopiewem a zjazdem na serwisówki kręciłem razem z jednym sympatycznym kolarzem, on sam zaczął marudzić, że jak wyjeżdżał to wiało mu w pysk, a teraz wieje w pysk. Nie mogłem się nie zgodzić.
Byłem w Lisówkach. Zaskoczenie, prawda? :) Tym razem jednak dojechałem do samego końca świata... ...gdzie nawiązałem kolejne znajomości, pytając panią z dziećmi i pieskiem o to, czy gdziekolwiek tutaj jest agroturystyka, bo z chęcią bym się tam zalogował na kilka dni i pozwiedzał tamtejsze lasy na spokojnie. Niestety, tak jak sądziłem, prócz DPS-u, gdzie niestety czworonogów nie akceptują, kiszka :/ No ale za to dowiedziałem się, że i tu pojawiają się wilki, a poza tym zakumplowałem się z Czarusiem :) Cóż, głaskanko było naturalną koleją rzeczy... Z dziećmi mam dokładnie odwrotnie, najlepiej jak najdalej od nich, poza tymi mi znanymi :)
Uchwyciłem też drapieżnika na niebie. Niestety był tak wysoko, że ledwo co widać, więc mogę tylko domniemywać, że to kania ruda, choć też trochę mi błotniaka przypomina. I bądź tu mądry :) Potem już tylko do pracy, bo sobota niestety pracująca :/
Komentarze (16)
Oj tak, wiatr bez wiatru jest wiatrem wymarzonym :)
Wilki przynajmniej by się treścią ogniska nie interesowały :)
Oczywiście, że realnie nie wiało ciągle w pysk. Ale tak jak mówił rowerowy kolega - ani przez chwilę nie pomagał. To się odczuwa solidnie dopiero podczas jazdy szosą, gdy wiesz, że przez cały dystans ciśniesz, a stopuje Cię powietrze. Choćbyś się zes...tarzał, to nic nie zrobisz.
Ja mam tak generalnie ze zwierzakami. Nawet z dzikami :)
Ja się z tym nie zgodzę, prędkość wiatr wg wskaźników była mała chcemy czy nie. Więc mówienie, że przeszkadzał jest nie na miejscu. To tylko odczucie, przewrażliwione ...
Raz jeszcze napiszę, że jadąc szosą patrzy się na wiatr inaczej. Jesteś lżejszy, bardziej Tobą pomiata, młynek bardziej wkurza. No i samo to, że jedziesz po drogach, nie po lasach, nic Cię nie chroni, szczególnie tam, gdzie ja kręcę, czyli na zachód od Poznania. A dziś po raz kolejny się przekonałem, że to nie tylko moja opinia :)
Łoj tam łoj tam, coś wiało, ale żeby przeszkadzało to nie. Chyba mam inną skalę upierdliwości, bardziej odporną, albo przyzwyczaiłem się już i nie zwracam na to uwagi. Chodź ostatnio coś swojego rytmu jazdy nie umiem znaleźć.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"