Powoli wraca motyw parówy, na szczęście dzisiaj było jeszcze do wytrzymania. O kilka dobrych stopni za dużo, żebym czuł się komfortowo, jednak w porównaniu z ostatnią kilkudniową rzezią nie było najgorzej.
Wyjazd po odespaniu, chciałoby się dłużej, ale tak perspektywa temperatury, jak i planów na dzień na to nie pozwalała.
Wiatr nie chciał pomagać. Tylko tyle o nim napiszę :)
Zatrzymałem się na chwilę w Fiałkowie, przy słynnej stacji pana Koprasa. I jednocześnie stacji Poznań Główny, znanej chyba już daleko poza Wielkopolską. W końcu miałem czas dokładniej obejrzeć tamtejszy samolot. Ciekawe, czy kiedyś uda się go w całości zrekonstruować? Wziąłem ze sobą tylko kompakt, do tego żadne ptactwo nie chciało się prezentować, więc jedynie symboliczna fotka dymówek. Za to ostatnio na Dębinie trafiłem na młokosa, czyli młodego kosa :) Dał się podejść niemal pod sam dziób zanim odleciał. Aha, wczoraj byliśmy u znajomych w Tulcach, przy okazji fundując sobie spacerek. W tamtejszym lesie jakiś czas temu stworzono ścieżkę edukacyjną, przy okazji karczując kawał lasu. A szczytem abstrakcji, z której słynie działalność Nadleśnictwa Babki, jest tablica przestrzegająca przed zanieczyszczeniem środowiska ustawiona przy... świeżej wycince. No i jeszcze wspólne foty dwóch czarnuchów, czyli Kropy i Pioruna :) Nawet języki w upale mają takie same :) PS. Brawo Czechy!
PS 2. Brawo Belgia. Żeluś go home, wraz z ekipą portugalskich rzeźników :)
Komentarze (15)
Dzięki w imieniu jęzorów :)
Akurat o silniku nie myślałem, ale przynajmniej o kompletnym nadwoziu :)
Lapec - istni potomkowie Napoleona :) Taaa... albo pod rzeźnią "robimy to dla was, malutkie prosiaczki, cielaczki i kurczaczki. Bo świat jest zbyt okrutny, żebyście się męczyły"...
Evita - jako rasowy troll wiem, co piszesz :) Tylko wraz z rozszerzeniem się neta dopiero teraz mam naprawdę zszargane imię :)
Samolot to już raczej "na żyletki" ... choć ma pewno minimalnie większe szanse na przetrwanie, aniżeli lasy w okolicach Babek. Tablica niszczy - teraz czekam aż koło kurzej fermy dadzą taką z "kochamy zwierzęta" albo coś w tym stylu ... xD.
Roadrunner - polecieć to już nie poleci, chyba że z wiatrem :)
Marecki - to miejsce prawdziwego miłośnika techniki, autorskie muzeum motoryzacji, takie tam. Kosik dał się podejść na wyciągnięcie ręki :) Szkoda, że światło nie dopisało akurat.
No ale ja przecież napisałem jedynie, że nie chciał współpracować, nie że był mocny :) Wiał tak jakoś dziwnie, najpierw z zachodu jak jechałem na zachód, a potem jak na złość już zrobił się typowo północny, czyli z boku. Od Więckowic więc zamiast oczekiwanej pomocy miałem lekką upierdliwość.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"