Pogoda trochę zluzowała, nie wiało już tak koszmarnie, postanowiłem więc zaryzykować i pokręcić dzisiaj szosą. Blat jeszcze do mnie jedzie, za szybko na sprawnym lekkim rowerze nie usiądę, więc póki co muszę sobie radzić.
Kręciłem powolutku, krokiem jeżdżącej baletnicy, byle nie zostać zaskoczonym przeskokiem napędu. Oczywiście zaskoczony zostałem, nie raz i nie dwa. Co najmniej trzy. A nie więcej niż tysiąc :)
Nie było lekko, nie tylko w temacie technicznym. Również mentalnym. Najpierw na serwisówce mało brakowało, a zostałbym skasowany przez gazeciarza w ciężarówce z firmy "Dolata", a kawałek dalej przez troglodytkę z telefonem przy ryju na rondzie. Gdybym nie wrzasnął, byłbym rozjechany mając pierwszeństwo. Ot, Polska.
Taki ładny "hamerykański" autobus dowozi klientów szkoły na poznańskim Fabianowie. Fajny. Tym bardziej jeśli się jest miłośnikiem South Parku :) Tutaj kolejny dowód wyższości roweru nad samochodem. Myk myk i korek w Plewiskach przed przejazdem ominięty. Obowiązkowa fota z rowerem znów wypadła przy stawie w Więckowicach. Przed pracą (dystans zawiera dojazd do niej) udało mi się jeszcze polecieć z Kropą na szybko na Dębinę, gdzie spotkałem ładnie współpracującą żabkę wodną. Chyba już mnie zaczynają poznawać, bo z reguły ostatnio są nad wyraz grzeczne i spokojne :) Cóż, a mistrzostwa trwają. Patrząc na pierwszą połowę meczu ze Słowacją (w przerwie kończę wpis) wszystko jest w normie :) A tak przy okazji... to faktycznie jest wyzwanie...
Tak, to sprzed "Ery Kluski". Dzisiaj byśmy mogli dorzucić parę rzeczy, co te "wstrętne bachory" wyprawiają, bo wtedy bazowaliśmy na naszych doświadczeniach ze szkolnych wycieczek ;-)
Takiego school busa widzieliśmy w muzeum motoryzacji w Otrębusach - stał między ogórkiem, a londyńskimi piętrusami ;-) Można je wszystkie wynająć na jakiś kurs. Z lavinką nawet nakręciliśmy filmik przy tych autobusach: https://vimeo.com/38702572
Huann - kiedyś się słuchało tam relacji, na naprawdę wysokim poziomie. W tematach sportowych zapewne taki pozostał. I tylko takich :)
Kolzwer - świat jest mały :) Ja też to wiedziałem, ale siedziałem w pracy, więc miałem do wyboru kiłę albo syfilis :)
Evita - i pewnie jeszcze lepiej żabiera się za konstruowanie akcji :) Brawo Flores, brawo żaba, brawo Hiszpania (już niedługo). O tyle fajnie, że bez dylematu będę mógł później Szwedom kibicować, bo jak na moje Skandynawia mogłaby zająć miejsca od 1 do 3, a w sumie to 4, ale niestety Norwegia się do ME zakwalifikowała.
Żab z gracją ;) Mecz mecz mecz... no, widzieliśmy. Flores jest zdecydowanie lepszy w obronie. I w ataku. I biega szybciej. I przystojniejszy jest. Chętnie obejrzę łomot sobotni :D
Takiego żołtego Amerykańca przejazdem przez Cz-we spotkałem dwa lata temu, teraz wiem gdzie trafił ;) Z góry wiedziałem, że w meczu nic ciekawego nie przegapię, więc zająłem się czymś całkiem innym i to był słuszny wybór :)
A ja na działce nie mam TV, więc po raz pierwszy chyba od czasów podstawówki wysłuchałem relacji na żywo w radio :) Spośród niezliczonych kwiatków reporterskich tego teatrzyku wyobraźni najcudowniejszy (początek II połowy) brzmiał: "Naszych zawodników, choć nie mogą tego państwo widzieć, możemy poznać po czerwonych spodenkach, białych koszulkach i czerwonych twarzach - ze wstydu, złości - a może daremnego wysiłku". Ryknąłem tak, że wiewiórki z drzew w promieniu kilometra pospadali!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"