Na dzisiejszy wyjazd wybrałem górala. Po pierwsze dlatego, że pogoda była niepewna, a po drugie - że jeździ. W przeciwieństwie do szosy, o której raczej nie można do końca tego powiedzieć.
Wyjazd koło dziewiątej, bo dzionek pracujący. Czyli czas naglił.
Nie przedłużając, oto coś co zrobiło mi wyjazd. W wysokich trawach na trasie między Trzcielinem a Dopiewem, gdzieś pomiędzy rzepakiem a innym zielskiem, wystawały jakieś dziwne krzaczki :) Oczywiście nie mogłem się nie zatrzymać i nie sprawdzić co to. Aparat w ręce i... niespodzianka. Wielkie, potężne stado jeleni się pasło, oczywiście bacznie mnie obserwując, jednak chyba czując się bezpiecznie. Oto co udało mi się uchwycić. Czterech liter nie rwie, bo odległość była spora, a i obiekty sprytnie ukryte, ale i tak jestem zadowolony :) Przepiękne istoty, nie ma co.
A tak poza tym to trochę pokręciłem się po lesie w Lisówkach. Odwiedziłem jeszcze jedną ambonę, mniej wypasioną niż ta "moja". Na szczęście żaden gnój w środku nie siedział :) Tyle. Generalnie fajny wypad, na luzie, szkoda że nie miałem więcej czasu (dystans zawiera dojazd do pracy).
Aha, a sama jazda Czarnuchem raz na jakiś czas może sprawić frajdę. Jednak już tęsknię za czystą szosą :)
Komentarze (20)
Gravelem choćby po większym piachu nie pojedziesz, a na drodze ładnie się nie rozpędzisz. Gravel to jak na moje jedynie idealna opcja dla Polski - taka kolarka dla miłośników jazdy po rodzimych kostkowych wynalazkach antyrowerowych. Jakby towar wymyślony specjalnie po to :)
A ja bym z kolei gravela chętnie przygarnął. W mojej okolicy byłby bardziej praktyczny niż szosa a na asfalcie zapewne szybszy niż ''góral''. Nie miałem okazji jeszcze przetestować, natomiast ostatnia jazda szosą skończyła się szlifowaniem mokrej zebry na przejściu.
Oglądając na telefonie słabszej jakości nie widać, a sam motyw wystających wśród bujnej trawy głów i poroży jest genialny! Po jeździe w terenie zawsze dużo czyszczenia i zawsze tak jakoś szybciej czas mija, ale ilość km już niekoniecznie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"