Generalnie to dzisiaj moja szosa powinna wylądować w serwisie. I by wylądowała, ale znów pokonały mnie przejściowe chwilowe. Sprawa jest dość skomplikowana, więc ją opiszę, a co :)
Gdy w tamtym roku, pod jego koniec, oddawałem rower do naprawy, "zabił" mnie Covid. A konkretnie dostępność części. Z kasetą i łańcuchem nie było problemu, ten zaczął się przy doborze blatów, które również padły. Na większy czekałem dobrych kilka tygodni, małego po prostu nie było. W końcu ten pierwszy dojechał do mnie z Niemiec. Ząbki w drugim wydawały się ok, ale w praktyce łańcuch nie chciał ich przyjąć, więc finalnie przez cały czas jeździłem na dużym, co jakiś czas sprawdzając jedynie czy może im większe zużycie, tym się komponenty ze sobą polubią. No się nie polubiły, dzięki czemu jestem chyba pierwszym na świecie człowiekiem, który zajechał blat przed kasetą. Brawo ja. Inna sprawa, że aktualnie robią taki szajs, że wytrzymałość elementów to na moje oko połowa tego co przed kilku laty.
Wracając do niedoszłego serwisu. Bogatszy o doświadczenie zacząłem kompletować zestaw od zimy. Udało mi się nabyć łańcuch, kasetę, kółeczka, a nawet duży blat. W tamtym miesiącu z radością odnotowałem, że pojawił się również ten mały, zamówiłem i niedawno odebrałem. Po otwarciu paczki okazało się, że... to nie ten. Wszystko się niby zgadzało, nawet ilość śrub, poza ich rozstawem :/ Zorientowałem się wczoraj. Wyszło na to, że na stronie sklepu coś źle kliknąłem. Oczywiście zrobiłem zwrot (wrrr), chciałem wymianę, ale znów historia się powtórzyła - brak właściwych na stanie. Kolejny raz ratunek przyjdzie z Niemiec, za... co najmniej sześć dni. A ja już mam dość kupowania części - to jest tak porąbane i można się walnąć na tylu szczegółach, że czuję się serwisowo zgwałcony :) W sumie pewnie jak już wszystko będę miał okaże się, że znów coś nie pasuje... Okaże się przy całej operacji, do októrej dojdzie być może za tydzień.
Uff. A teraz do samej jazdy. A w sumie to "jazdy", bo pokonywanie kilometrów na T-reksie to aktualnie stąpanie po rozbitym szkle. Nigdy nie wiem, kiedy przełożenie mi samo przeskoczy, prócz jednej zasady - zawsze gdy ruszam. Dreptanie pod wiatr to niemal modlitwa do Boga Zębatek Rowerowych o jak najmniejszy wyrok kary. Trochę lepiej idzie z wiatrem, ale jak wiemy to kategoria na wymarciu.
Skoro Lisówki, to wiadomo, że nastawiałem się na zwierzaki. Nie zawiodłem się. Ma 'mojej" ulubionej polnej drodze (tu pięknie z góry ujął ją ostatnio dronem JPbike) przyuważyłem zająca. Jako człowiek siłą rzeczy doświadczony i świadom płochliwości tego gatunku pojechałem najpierw dalej drogą jak gdyby nigdy nic, po kilkudziesięciu metrach położyłem rower w krzakach, przygotowałem aparat i dopiero wtedy, niczym traper, spróbowałem ująć uszatka. Zdążyłem zrobić kilka ujęć i już go nie było. Ale dobre i to :) W Trzcielinie zaś czekał dobry znajomy :) Znów pozdrowiła mnie jedna pani, która kursuje tam z pieskiem, czyli jestem swój :) Okazało się, że żółw jest już bardzo (jak to pani ujęła "baaaaaaardzo") stary i znany mieszkańcom, a ja dostałem podziw za to, że chce mi się tu jeździć "aż tak daleko rowerem" (w końcu to całe 25 kilometrów w jedną stronę, hehe). Jakby co w ciemno przyjmuję obywatelstwo honorowe Unii Trzcielińsko-Lisówkowej. Nie ma takiej? To się założy :)
Aha, jeszcze kania ruda, ale niewyraźna, bo ledwo ją przez sekundę przyuważyłem wśród drzew. Reszta dystansu to dojazd do pracy. Czarnuchem, bo szkoda mi nerwów na szosowanie w aktualnym wydaniu.
Komentarze (12)
To nie żart, to tragedia :/ Dzięki, a żółw owszem, znów jeden z inwazyjnych, ale skoro żyje tu podobno od lat to pewnie ma do tego więcej praw niż niejeden z tych, którzy go za to hejtują :)
Dostępnośc może i wraca, ale 100 % wzrost cen za części został, to jest jakiś nieśmieszny żart. Zdjęcie z uszatym super, ale podoba mi sie bardziej kadr środowiskowy aniżeli portret. Ten zółw nie jest inwazyjny ?
Lapec - operator drona zapewne swego czasu podziękuje :) Hehe, jak wiadomo rower jest przewidziany do pokonania dziennie plus minus pięciu kilometrów. Chodnikiem obowiązkowo :)
Evita - o gościówo! :) miło, że się podobało, choć nie do końca wszystkie elementy były przewidziane. No ale skoro to dzień dziecka, to tak :) Tylko o drażach nie wiedziałem... że takie w ogóle są :) Coś czuję, że serwisant po zobaczeniu danych już planuje L4 :)
Roadrunner - zdecydowanie nie siedzę, co na razie kosztowało mnie tydzień opóźnienia z wymianą i koszt zwrotu. To przekonuje mnie, że na przyszłość lepiej zostawić temat fachowcom :) Zając odważny nie był, tylko ja, nauczony doświadczeniem, wiedziałem jak go podejść na te kilka sekund :)
Ktoś kto na co dzień nie siedzi w składaniu i kompletowaniu to może się zdziwić z tą kompatybilnością, też to przerabiam. Super zajec , odważny jakiś taki
O gościuuu! Na jednej focie: Lisówki, szarak, maki i chabry ( ukochane kwiaty me ) - toż mam Dzień Dziecka :D Może jeszcze draże Korsarz w gratisie do foty i jestem w niebie :D
Po ostatnim serwisowaniu kompletnym z wymianą pół roweru ( jak zwykle ) i masakrach z blatami przednimi podzielam Twój ból ;) Jeszcze nigdy nie miałam tak fatalnie zmienionej kasety, korby, a przesiedziałam wtedy ok. 3h po odebraniu, bo ciągle nie wchodziły przednie blaty. I po roku - nadal jeżdżę tylko na największym! Za chwilę czeka mnie pełen serwis, bo ja raczej indolentna jestem, poza wymianą dętki ;) i już widzę minę gościa rozkładającego mi leżak i wręczającego ( hope ) drinka z palemką, bo szybko stamtąd nie odjadę ;p
Kozlwer - no właśnie... W jednym z moich ulubionych serwisów, prowadzonym zresztą przez byłego reprezentanta Polski, z grubsza raz w roku pracownicy wysyłani są na szkolenie, żeby jakoś to ogarniać. W tym roku postanowiłem ambitnie być mądrzejszy niż ustawa przewiduje i... mam za swoje :) Dzięki :)
Huann - zwierzęce szaraki są więcej warte niż ludzkie barwne buraki, to fakt :) No i zgadza się - ogarnięcie szosy w tych czasach przypomina przebijanie się przez dżunglę. Do tego na odległość :)
Szarak na drodze (mimo, że szary) zawsze dodaje kolorytu - w przeciwieństwie do drogowego buraka (nawet niekoniecznie czerwonego).
Przygody serwisowe mam już na szczęście za sobą, po ponad roku bez generalnego serwisu do wymiany był cały napęd i trochę drobiazgów. No, ale u mnie to inna, łatwiejsza bike''a - zarówno w kwestii sprzętowej, jak i kilometrażowej.
Zkup części nie jest wcale taki łatwy, jeśli ktoś nie interesuje się szczegółami technicznymi. Standardów mocowań i rozmiarów jest obecnie od groma, sam nie raz wertowałem internet (głównie fora), czy przeglądałem dostępne w sklepach części porównując czym się ze sobą różnią, co oznacza na nich każda cyfra, czy litera. Pomocne są też specyfikacje dostarczane przez producentów, albo instrukcje dla serwisantów/sprzedawców (takie też da się ściągnąć, najczęściej jednak w pełnej wersji są obcojęzyczne). Na to wszystko potrzeba wielu godzin, nie zawsze się to jednak opłaca, jeśli nie ma się takiego "technicznego instynktu".
Fajne ujęcia z kicajem, a osobnik z Trzcielina zawsze warty odwiedzenia :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"