Powrót do szarej rzeczywistości i porannego wczesnego wstawania... No nie tęskniłem, nie będę ukrywał :/
Wyjazd po ósmej, a na dzień dobry korek. A następnie korek. By w końcu trafić na korek. I tak dobrych kilka razy, istny korkociąg. Wczoraj miałem przedsmak, ale dzisiaj już była pełna kumulacja. Oczywiście w tylko jednym na piętnaście aut siedział ktoś więcej niż kierowca - z nudów liczę takie rzeczy, wyłączając z tego dostawaczki oraz inne pojazdy, gdzie da się stwierdzić, iż ktoś jest w pracy i nie ma alternatywy do wyboru środka transportu. Wnioski każdy może wysnuć sobie sam.
Trasa północno-zachodnia: z Poznania do Plewisk, porem znów do Poznania, na Junikowo, dalej przez Skórzewo, Wysogotowo, Batorowo, Lusowo, Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę, Skórzewo oraz Plewiska do domu. Oj, ciężko było.
Fotek nie robiłem zbyt wiele, bo się spieszyłem. Tym bardziej, że gdy zatrzymałem się na chwilę w Lusowie i zrobiłem rytualny spacerek na mostek, zgubiłem licznik, który zawsze przekręcam, żeby nie liczył dystansu podczas łażenia. Zorientowałem się na tyle późno, że w desperacji zacząłem prawie nurkować łapą pod wspomnianym mostkiem, oczywiście niczego nie znajdując. Wściekły na siebie miałem już odpuścić, ale zrobiłem jeszcze ostatnią rundkę nadziei po trawce przy ścieżce i zguba na szczęście wróciła do mnie. Uff. Jakby nie patrzeć ponad stówa do przodu :)
Zeszło mi na powyższym dobre dziesięć minut, więc jedynie cyknąłem fotę na tle plaży i tyle. A że ani ptactwo, ani żadna gruba zwierzyna się nie pojawiła, jest dzisiaj tu łyso. Za to mam smaczek z drogi do pracy. O nowej DDR-ce na Dolnej Wildzie już wspominałem, ale dziś trafił mi się kurier na wyższym etapie antyrowerowej ewolucji - pewnie świadom, że za takie parkowanie ktoś mu cyknie fotkę. na wszelki wypadek... zdemontował tylną tablicę (z przodu nie sprawdziłem, bo ów fakt zobaczyłem dopiero na zdjęciu). Można? Nie można. Ale jak widać można :) No i na koniec kadr z Dębiny. Przyroda się nie poddaje, i bardzo dobrze!
Lapec - ja też już o tym pisałem, ale jakiś czas temu było... lepiej. Wychodził mi pasażer w jednym na dziesięć aut. Teraz jest jeden na piętnaście. Boję się, co będzie dalej :/ Pięknie podsumowałeś tę mentalność dziwnych ludzi... Przeraża, że oni wciąż się mocno trzymają. Zakładam, że jedyny rozwinięty mięsień, jaki przy okazji hodują, to ten piwny :) Ja bym się najbardziej cieszył jakbym odnalazł swoją zgubę, a kawałek dalej jej równowartość w gotówce :)
Roadrunner - pomysł spoko, tylko że jeśli ów wykrywacz jest w Polsce i tutaj coś zgubisz, to zanim po niego pojedziesz i wrócisz to pewnie już zguba będzie miała nowego radosnego opiekuna :)
A to już kiedyś pisałem że w Poznaniu jest masa aut i w większości ino kierowca. Gadałem też o tym z kolegą Bolechowa - nie widzi problemu xD. On w jedno miejsce, żona w drugie, a nie czas tracić. Dzięki temu ... oboje stoją w korku i ... narzekają na rowerzystów :). Zresztą tak samo jak mój kolega kurier => btw: takie parkowanie to dla niego norma xD.
Znaleziona zguba cieszy nawet mocniej, niż znalezione pieniążki, o większej wartości niż nasza strata ;))). Przynajmniej u mnie :))).
Evita - hehe, no coś w tym jest, ale ja już naprawdę liczyłem straty :) Korzeń jest idealnie położony, idealnie w swoim cieniu...
Marecki - dzięki :) No niestety, zastaw się a postaw się. To znaczy auto. Czasem nawet słupki nie pomagają...
Kolzwer - dokładnie, ostatnio stałem się uboższy o kolejne słuchawki, które ewidentnie wziął ktoś idący za mną, bo zorientowałem się dość szybko. Tu musiałem reagować jeszcze sprawniej :) Za miejscówkę dzięki, a kurierzy to potrzebny zawód, szkoda, że sami sobie robią antyreklamę...
Najważniejsze, że zguba znaleziona, bo taką często ktoś lubi się "zaopiekować". Trzy razy spotkałem się wczoraj z zaparkowanym na ścieżce samochodem kurierskim, z czego raz ledwo w ogóle przecisnąłem się między nim, a drzewami i płotkiem na pasie zieleni, nie wspominając o kilku osobówkach zagradzających wjazdy i zjazdy z DDR-ek na ulicę. Ekstra miejscówka na koniec.
Podoba mi sie ostatni kadr.. Niestety samochodziarze totalnie mają w dupie użytkowników ścieżek rowerowych. Traktują je jako parking. dla samochodów. U mnie też jest to nagminne..
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"