Dzionek rozpoczęty na agro musi być dniem udanym. W sumie tak było.
W związku z okolicznościami zamiast jak zwykle ruszyć najpierw na rower, wybrałem się na krótki, trzykilometrowy spacer. Radzewickie pola bowiem aż proszą o eksplorację gdy jeszcze poranna rosa nie wyschła, a wszelakie ptactwo lata jak głupie. Zdjęcia pewnie obrobię jutro, bo kilka okazów podczas wyjazdu się trafiło.
Co do wyjazdu to ruszyłem po prostu na wschód. Tylko że najpierw musiałem na południe, przez Trzykolne Młyny, Czmoniec, Orkowo, Nieslabin i Zbrudzewo do granic Śremu, które to miasteczko na szczęście udało mi się ominąć, bo to rowerowy koszmar. Skierowałem się bardziej na północ, do Zaniemyśla. Tam dojechałem do wąskotorowej stacji Średzkiej Kolei Powiatowej, mając nadzieję, że trafię akurat na kolejkę, ale niestety - cisza tam i spokój, wiatr hula... Chyba sezon się jeszcze nie zaczął.
Nie brałem ze sobą większego aparatu, tylko kompakt i telefon, co oczywiście okazało się błędem, bo przeleciał mi nad łbem między innymi rzadko spotykany czarny bocian. A kawałek dalej siedziała sobie dzierzba gąsiorek. Kilka dość smętnych kadrów z Zaniemyśla. Była nawet woda, tylko bez wajchy :) Droga powrotna to śledzenie samego siebie. Milicja mnie nawet zatrzymała, aż kopara opadła :) Po powrocie nastąpiło pożegnanie z Radzewicami... ...i powrót do Poznania. Ja znów wybrałem rower, ale jazda była masakrą. Nie dość, że temperatura w słońcu była delikatnie tylko niższa od prędkości chwilowej... ...to wiatr duł chamsko z północy, czyli w pysk. Zresztą dzisiaj przez cały dzień nie chciał współpracować, przez co stał się paradoks - jadąc na agro pod wiatr miałem wyższą średnią niż dziś, niby z jego pomocą.
Jeszcze na szybko kilka kadrów z dzisiejszego dreptania. Reszta w najbliższych dniach. Żaba ma odpowiednie podejście do życia :)
Aha, wieczorem miałem odpocząć, ale gdy odpaliłem laptopa i czekałem dobrych kilka minut na włączenie systemu, szlag mnie trafił i zamówiłem nowego. Akurat trafiła się promka o trzy stówy taniej, więc od razu po niego poleciałem. A stary idzie na zasłużoną emeryturę, dobrze mi służył, ale jeśli wszelkie reinstalki już nie działały, oznacza to, iż nadszedł jego czas.
Właśnie, miałem coś o tym Zaniemyślu napisać, ale że wpis powstawał na tablecie, na którym myśli mi się jakoś nie kleją, to brak rozwinięcia można uznać za dobre podsumowanie :)
Kolzwer - niby PRL, ale wcale nietani :) Też wolnych trzech patyków nie miałem, ale trzeba było znaleźć, dobrze, że większość części rowerowych mam zakupionych, jakoś dam radę :)
Marecki - dzięki, dzięki, również za PRL :) Ja akurat dość często zmieniam lokalizację (pandemia to "lekko" ograniczyła), więc laptop jest podstawą. Mam sentyment do stacjonarnych, głównie przez to, o czym piszesz - dobre bebechy i spory dysk, ale jednak mobilność się przydaje. Łudziłem się, że tablet rozwiąże temat, jednak okazało się, że napisanie czegoś dłuższego niż kilka zdań mnie na nim przerasta.
Lapka, nie mam, mam netbooka na sprawy mobilne wystarczy, za to w chacie mam stacjonarkę, specjalnie na ogarnianie spraw fotograficznych (dobra grafika, dużo pamięci)
Gratki za czarnego. W tym roku też miałem okazję podziwiać go na niebie, ale Twój był niżej, więc lepsze foty. Gąsiorków w tej chwili jest od groma, zwłaszcza na polach. Na Twoich fotach zapachniało tez PRLem :)
Fajne PRL-owskie klimaty :) Sam ostatnio prawie straciłem cierpliwość, jak 30 minut po włączeniu lapka nie mogłem nic zrobić, na szczęście się opanowałem, bo na nowego nie mam wolnych 3 patyków, co najwyżej tylko takie jak lubi Kropa :)
Czarne bociany okupują okolice rzek, zapuszczając się również sporadycznie na pola. Unikają ludzi i raczej nie mordują swoich potomków, gdy robi się za ciasno w gnieździe, za co mają u mnie zdecydowanego plusa w porównaniu z tymi "naszymi" białymi. Same plusy jak na moje :)
Przy mojej eksploatacji laptopa aż się dziwię, że dożył ze mną tych prawie czterech lat. Szkoda, że teraz dostanie kompa z napędem optycznym graniczy z cudem, a dysk 1 TB kosztuje miliony monet. Ale coś za coś - SSD zamiast HDD robi zdecydowaną różnicę, nagrywarkę się kupi zewnętrzną, ale już ograniczania wejścia na SD nie kumam. Komp świetny, ale tego nie przewidziałem. Za to jak ładnie mi się klawiatura świeci! :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"