No, w końcu mogłem dzisiaj posadzić cztery litery na szosie. Jak ja za tym tęskniłem! Fajnie co jakiś czas pojeździć po bagnach czy potaplać w błocku, ale jednak co twardy asfalt to twardy asfalt.
Wyjazd przed pracą, w stanie jak zwykle niewyspania kompletnego. Cieszyło, nawet bardzo, piękne słońce, co jednak nie oznacza, że było przyjemnie. Bowiem wciąż masakrycznie wiało, a temperatura była daleka od kwietniowego optimum. Postanowiłem więc nie walczyć, tylko spokojnie robić swoje bez szaleństw.
Trasa to dawno niezaliczane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Kriosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Będę w Góglu :) I to pewnie kilka razy, bo ich auto najpierw czekało na podporządkowanej, potem mnie wyprzedziło, a w końcu i ja je minąłem na światłach. Ciekawe zapewne będzie ujęcie z telefonem w łapie, gdy cykam mu zdjęcie :)
Ze zwierzakami skromnie. Żurawie, w tym jeden na tle kibla...
...oraz łabędź polno-podleśny.
Po powrocie szybkie ogarnięcie się i do pracy.
A wczoraj podczas spaceru z psem po Dębinie spotkałem dobrych znajomych. Generalnie w miejscach, gdzie najczęściej przebywają, biorę Kropę na smycz, ale i tak już się do naszej dębieckiej parki się przyzwyczaiła. Mogłem więc spokojnie porobić kilka ujęć.
Jak widać leśniczy (prawdopodobnie) wysypał im marchew, więc Dzikowscy zajęci byli najważniejszą rzeczą w życiu - jedzeniem:) Jedna pani w panice zaczęła się cofać, ale uspokoiłem, że z daleka można je swobodnie podziwiać, byle ich nie prowokować, nie przychodzić do lasu z pachnącym żarciem (tak jak niedawno paniusie z popcornem, przez co najadły się, ale strachu, co był najmniejszym rodzajem kary) i dać im po prostu żyć. Podziałało, a młody człowiek miał genialną lekcję przyrody.
To spotkanie zmotywowało mnie do zmontowania kilku momentów z tego roku. kiedy miałem okazję spojrzeć dzikom oczy w oczy. Oto krótkie podsumowanie:
W jakim środku? Przecież Dębiec to południowy skraj Poznania :) Poza tym chciałem Ci przypomnieć, że najpierw był las, a dopiero potem miasto. Chwała, że w nim jest taka ostoja zieleni, a w nim zwierzaki, które żyją po swojemu. I jeśli już jestem w stanie się zgodzić, że dziki nie powinny włazić na osiedla (zaprasza je człowiek, śmiecąc), to nie ma opcji, żebym w lesie krytykował ich obecność i takie pokojowe próby ich zatrzymania. A dzik atakujący psa jest naprawdę wyjątkiem, oczywiście prócz loch broniących warchlaków.
Pewnie! Las w środku miasta to idealne miejsce dla tych majestatycznych stworzeń :)))). Trzeba im tylko co jakiś czas mówić że nie wolno im z niego wychodzić :)). A jak kiedyś Ci psa zjedzą (tak, tak, wiem - Kropa nie podchodzi, ten z mojego osiedla obok też nie podchodził) to za zaoszczędzoną kosiarkę na weta/karmę kup mafefkę dla świnek ^^
Kolzwer - te przebiegające są mało komunikatywne, lecz akurat te "moje" to wręcz ideał. Ludzi się nie boją, ale dmuchać w kaszę też sobie dają :)
Lapec - wytłumaczę Ci to tak: las (a nim jest Dębina) jest miejscem, gdzie dziki żyją od wieków. Po to się je tam dokarmia, żeby nie miały zakusów na wypady na osiedla, gdzie ludzie śmiecą na potęgę. A to korci :) Więc takie żarcie na miejscu służy obydwu stronom. Ot, moje zdanie, zdecydowanie przemyślane :) Taaaa, słyszałem o tym durnym przepisie, jak się przyczepią to sam na nich wyślę Kropę z kijem :)
Kolzwer => dzięki za potwierdzenie u Trolla moich wczorajszych atrakcji wietrznych ;).
Troll => niech im (dzikom) jeszcze 500+ dadzą, a nie tam marchew! Rozumiem dokarmianie w lesie, ale z tą Dębiną to już przesadzili. Ot, moje zdanie - pewno jak zwykle ... mało istotne ;).
Też być może będę w góglu - 50m przed granicą Sosnowca (jeszcze Będzin) uff ;). Ty z telefonem, a ja grzecznie nawet rower na pasach przeprowadziłem <dumny> :p.
I nie chce niepokoić, ale z tego co mi wiadomo, to raczej już ino nielegalne (lub tam 250zł -) będziesz mógł mega agresywną i niebezpieczną Kropę bez smyczy puszczać xD.
Wiało wczoraj okropnie, mieszczuchem pod wiatr nie wyciągnąłem więcej niż 15 km/h. Podoba mi się motyw z żurawiem i amboną :) Dziki sympatycznie wyglądają, ja miałem okazję spotykać tylko takie przebiegające szybko przez drogę, albo uciekające na mój widok.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"