Poranna szarzyzna
Trasa to czyste w tę i z powrotem, bo chciałem się nacieszyć wiatrem w plecy podczas powrotu. A tymczasem nic z tego - w międzyczasie ów zmienił się na boczny i bardziej przeszkadzał niż pomagał. Z Poznania pokręciłem przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo Stare, gdzie nastąpiła nawrotka.
Rano jeszcze zalegała mgła, więc nawet jak widziałem coś na polach, to fotografować tego sensu nie było. Ale oczywiście próby podjąłem :) Tylko że średnio cokolwiek było widać, nawet sarny wyszły słabiutko..

...już nie wspominając o pustułce. A w sumie to jedynie jej cieniu.

Nawet szpak miał mnie w kuprze :)

W Bolesławcu chciałem zobaczyć daniele, które mają tam swoją zagrodę, ale była ona pusta. Mam nadzieję, że po prostu jeszcze ich nie wypuszczono. Siedział tylko jeden zmarznięty kitajec.

Kawałek dalej, w tym samym Bolesławcu, znajduje się Konzentrazionlager Polski Indyk. Miejsce jakby żywcem wyjęte z niemieckich praktyk sprzed osiemdziesięciu lat - szeregi baraków, miejsce do gazowania, kominy, takie tam. Tylko że nowsze i dla zwierząt. Od urodzin do zarżnięcia nieba się nie zobaczy. Oj tak, człowiek potrafi ulepszać świat.

Gdy wracałem, już się wypogodziło. Rychło w czas :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.
Aha, odeszła kolejna zacna osoba - podróżnik Aleksander Doba (uszły się zresztą w technikum na Dębcu). On przynajmniej podczas oddawania się swoim pasjom - tym razem podczas zdobywania Kilimandżaro.








