Na początek rower. Zanim wyruszyłem podjechałem do serwisu po nowe klocki hamulcowe do szosy, bo te aktualne robiły mi już niezły szlaczek na feldze. Gdybym ich nie wyrzucił, mógłbym używać zamiennie z maszynką do golenia :)
Potem wyjazd właściwy na ulubionej trasie pod kryptonimem "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Puszczykowo - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Jechało się przyzwoicie, muszę przyznać, choć zmiany kierunku wiatru z południowo-wschodniego na północno-zachodni zdecydowanie nie szanuję. Grr :)
W Trzebawiu zrobiłem skok w bok i połączyłem dwa najlepsze środki transportu w jednym :) Słoneczna pogoda w lutym ma u mnie zdecydowanego plusa :) Widoczna śmieszka jest nawet spoko (choć zawsze będę powtarzał, że zrobiona bez sensu), ale niektórzy jej użytkownicy upierdliwi :) Łącznie z dojazdami po klocki wyszło około 55 kilometrów. Może być.
A po południu wypad do WPN-u. Wczoraj odpuściłem, bo mijanka z miliardami ludzi w parku narodowym budzi u mnie agresję, za to dzisiaj była bajka. Spotkałem (liczyłem!) na całym Szlaku Nadwarciańskim trzech rowerzystów oraz pięciu spacerowiczów. Jak na około dziewięć kilometrów idealnie :)
O tej drodze wijącej się malowniczo wzdłuż Warty pisałem już wiele razy, więc po prostu skupię się na zdjęciach. Mam nadzieję, że pokażą one, iż te tereny są świetne o każdej porze roku. Kropa zachwycona, jak zwykle :) Na początek wybrała sobie taki oto pierwszy z brzegu kijek... ...który nie tylko nie mieścił się na większości ścieżek, ale i w końcu pękł. Zabrała się więc za szukanie alternatywy :) Namówiłem ją jednak, żeby akurat ten egzemplarz odpuściła, co łatwe nie było. W końcu skończyło się na czymś bardziej kompaktowym. Chyba spotkałem wielkopolską wersję potwora z Loch Ness :) Patrzył na mnie przejmująco. Z innych zwierzaków - stadko gągołów... ...oraz przede wszystkim creme de la creme wypadu: dwa dorodne kormorany. Szukałem ich ostatnio bezskutecznie kilkanaście kilometrów dalej, w Grzybnie, a tu proszę, siedzą sobie prawie pod moim nosem :) Szkoda tylko, że zdjęcia są pod światło, niestety innego punktu do ich zrobienia nie miałem. Piękne to smoki. To znaczy ptaki :)
Z rzeczy codziennych taki kadr... :/ Na ten widok chciało mi się wyć do księżyca. Nawet tego widzianego w dzień. Od jutra już normalny tryb, czyli robota, robota, robota...
Komentarze (15)
Kropa jeszcze co jakiś czas pokasłuje, ale póki co nie ma chyba sensu faszerować jej znów antybiotykami. Mam nadzieję, że przy ociepleniu wszystko samo przejdzie. Przy jej miłości do latania w śniegu z kijem nie ma lekko :)
Super sesja z kormoranami..Przedwiosenne, a może już i wiosene fotki tez niczego sobie. Fajnie że Kropie po tych jej perypetiach zdrowotnych nie ma śladu i szaleje..
Sam szlak prawie miodzio - głównie sucho (przynajmniej do ośrodka w Puszczykowie), gorzej z odcinkiem od parkingu/przejazdu w Łęczycy, bo tam błoto paskudne aż do samej Warty. Pewnie głównie to zasługa drwali.
Ale lodu nie ma, jest fajnie, śmiało możesz kręcić :)
Lapec - tak, rowerek, dlatego grzecznie wyprzedziłem :) W tym kierunku nie szedłem, ale znając życie znak stoi jak stał :) Kropa uwielbia rękawiczki, czapki oraz... skarpetki :)
Evita - gdybym mógł, tylko tymi dwoma środkami transportu bym się poruszał :) Kropa dziękuje, WPN pewnie też ;)
Kolzwer - to największy plus pracy co jakiś czas w weekendy: wolny dzionek w tygodniu. Uwielbiam. Oczywiście ten kijek też był większy, ale Kropa nie trafiła wcześniej idealnie w mostek i się złamał :) Dzięki!
DaruS - a faktycznie, ale drezyna ma ograniczenia szlakowe :) Szlak Nadwarciański jest naprawdę zacny, polecam przetestować. Byle nie w weekend :)
Prawdziwe połączenie najlepszych środków transportu to już chyba było na rowerodrezynie. Pięknie w WPNie macie. Jeszcze nigdy nie byłem, a obrazki zachęcają.
Wolne w tygodniu to najlepsza metoda na unikanie weekendowych tłumów, wtedy faktycznie da się wypocząć w plenerze. Sam też miałem wolny poniedziałek, jednak sprawy remontowe odciągnęły mnie od rowerowania. Kropa z kompaktowym patykiem wcale mi nie pasuje, ale to pewnie wypadkowa po zmaganiu z tym w wersji maxi :) Fotorelacja świetna!
O, tak! Ciopągi "lofciam", jak mawiają niektórzy ;p A połączenie ciopąg + rower zawsze oznacza miłą zapowiedź czegoś... No cudne wszystko - uroczysko w słońcu, kormorany, księżyc i Kropa, a jakże! Cmok w nos!
Kropa też rozsądna - dwa i pól roku nauki, pies wie, że mój ryk (lata słuchania metalu procentują) oznacza konieczność nagłej nawrotki :)
Faktycznie, pod tym względem strona zacna, tylko że mi się jako pierwsze włączyło Radio Poznań, czyli taka Trójka, która stała się Trujką. Nawet nazwę zmieniło pod dupną zmianą z Radia Merkury.
Że Tyś rozsądny, to się domyślam, ale sęk w tym, żeby Kropa się gdzieś nie zapędzìła!
Dzisiejszym wieczorem przerobiłem radia norweskie, grenlandzkie, bermudzkie, falklandzkie, wyspoświętoheleńskie oraz z Władykaukazu. Reasumując: fajna przewaga egzotyki nad łupu-cupu. Plus (chyba?) jakaś bajka po estońsku, która całkiem mnie językowo rozwałkowała :D
Spokojnie, na lód wszedłem w tym roku dwa razy, przy srogim minusie: na staw na Dębinie, płytkim, oraz kilka metrów na zamarznięte Jezioro Lusowskie, upewniając się dziesięć razy czy kolejny krok będzie bezpieczny. Teraz nawet taka myśl mi nie przechodzi przez głowę, Kropie na szczęście też.
Kropa jest wierna kijkowi, zresztą każdy poddaje żmudnemu procesowi obróbki, zresztą mistrzowskiemu :)
Naprawdę miałem wrażenie, że ten Łoś-Ness na mnie patrzy :)
Dzięki, stronka fajna, ale ja wierny jestem TOK FM, z wielu względów. Między innymi dlatego, że jest tam minimalna ilość muzyki. Na współczesne popodicho nie mam nerwów :)
Uważajcie z Kropą nad rozlewiskami i rzeką - wczorajszy tragiczny wypadek Jana Lityńskiego i jego psa uświadomił (przynajmniej mi) jak czasem bywa niebezpiecznie! :/
Z kijkami u nas bywa bezproblemowo, bo bo każdy nudzi się po pięciu sekundach i już można szukać nowego - najlepiej więc mieć dwa i rzucać naprzemiennie :)
Rzeczna łoś-miornica - świetna ;)
I jeszcze coś z zupełnie innej beczki: jak się znudzą słuchane dotąd radia - polecam stronkę (jeśli jej jeszcze nie znasz) http://radio.garden/ - wycia nie wystarczy, by wszystkie poznać! Jest nawet Radio Erewań! ;D
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"