Specjalnie narzekał nie będę, bo wczoraj spodziewałem się, że w ogóle dziś nie pokręcę. A darowanemu glutowi w zęby się nie zagląda :)
Alert o oblodzeniu i gołoledzi obowiązywał do godzin porannych, potem niby miał odpuścić, ale w zamian nadejść deszcz. Super. Spróbowałem znaleźć lukę między jednym i drugim, co oczywiście mi się... nie udało. Dlatego gdy na dziesiątym kilometrze zaczęło mi kapać na kask, zdecydowałem się skrócić dystans.
Trasa dokładnie taka jak wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań.
O tak dzisiaj uroczo było. Ino się pochlastać :) Z braku motywów do focenia skupiłem się na debilnej śmieszce w Komornikach. Drogowy płakali, jak ją projektowali. Nie dość, że kostka, to droga dla rowerów kończy się przed zjazdem i zamienia w chodnik. Czyli dalsza jazda przez ten kawałek na nielegalu. Ot ,szczegół. Ale kto by się przejmował logiką? :) Najgorsze, że wzdłuż straszy zakaz jazdy rowerem, więc w ogóle jest dupa. Żeby nie było tak szaro-buro, na koniec rudzik w trzech pozach. Klasycznej... ...patrzącej mi (prawie) w oczy... ...oraz zamyślonej. Do pracy rowerem oczywiście nie pojechałem. A co będzie jutro? Jak zwykle cholera wie.
Ja nie ogarniam tejże końcówki kostkowej śmieszki - klasyczne kombinowanie. Dodam że tędy kręcę zazwyczaj jak wracam z wyrypy po WPN (stamtąd na wprost) :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"